niezwykłe dzieje zwykłej rodziny

Brumiś

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Starsza siostra to bardzo ważna postać. Dzięki niej Bruno poznał literki, czyta ksiązki i robi masę innych rzeczy. Ostatnim dokonaniem było potajemne pomalowania sobie paznokcia na stopie wraz z połowa palucha,  na modny odcień miętowy. Hania ma pomalowane, dlaczego wiec i Bru miałby tego nie doświadczyć? Pękata butelka z wygodnym pędzelkiem wprost stworzonym do dziecięcych rączek kusiła, a wystarczyło tylko zaczekać aż Matka zmniejszy czujność, naiwnie wierząc, że młodsze dziecko, pocierające ze zmęczenia oczy, właśnie odpoczywa we własnym łóżku po obżarciu się obiadowym łososiem.

Biedna Matka musi potem trzy razy liczyć nogi wystajace spod koca, żeby upewnić się, że ta z zielonym paluchem to nie Hani, ani nie jej własna (bo jak, bo skąd Bru miałby mieć takiego palucha).

Ale Matce wszystko wynagradza reakcja obcych dzieci na wieczornym spacerze, no bo jak chłopec z po-ma-lo-wa-nym pa-z-n-o-k-ciem! i to na miętowy kolor!

wtorek, 19 kwietnia 2011

Bruno jest Kreatorem. Tworzy, wymyśla nowe słowa, do których wymyśla wyczerpujące deficje (typu co to jest sikured - specjalne narzędzie to reperowania aut wyścigowych). Wymyśla bogate historie ze swojego życia, które nigdy nie miały miejsca (cyt."jak byłem mały, a Hani jeszcze nie było na świecie, to mieszkałem razem z Konstancją (dziewczynką z sąsiedzka, w wieku Hani), ale w pokoju były tylko dwa łóżka i jak się Hania urodziła to mieliśmy problem, bo Hania nie miała gdzie spać"). Wymyśla na poczekaniu piosenki i wiersze, które śpiewa i recytuje, kiedy ma tylko na to ochotę.

Jak wygląda wyznanie miłości Kreatora?

- Mamusiu, kocham Cię jak wszystkie słowa! Nawet angielskie np.laku noć!*

Każdy miłośnik języka i słów pojmie, jak wielka to musi być miłość :) wzruszyłam się!

* laku noć - dobranoc po chorwacku

czwartek, 25 listopada 2010

Za nami pasowanie Brunia na Prawdziwego Przedszkolaka. Cała uroczystość odbyła się w małej przedszkolnej sali, nabitej do granic możliwości przejętymi rodzicami, dziadkami i dziećmi w różnym wieku, trzeba było wiec mocno wykręcać głowę, żeby zobaczyć swoje dziecko. Wlazłam wiec szybko na stołeczek, szukam wzorkiem, patrzę ….jest! Mój dzielny Syn jako Pajacyk i Artysta. Bru na widok zgromadzonej publiczności (wśród niej Rodzice i Dziadkowie z mojej strony) robił miny. Ba! Miny to mało powiedziane, Bru wyglądał jakby ćwiczył się przed konkursem recytatorskim lub wyborem na Mima roku. Rozciągał buzię, przeżuwał swój własny język, a kiedy tylko czuł, że ktoś na niego patrzy, wzmagał swoje działania. W przerwach uśmiechał się promiennie oraz podciągał wypożyczone spodnie od stroju Pajacyka. Muszę przyznać, że był bardzo dzielny, pięknie recytował razem z innymi dziećmi, ale nerwy wzięły go w swoje szpony. Był bardzo przejęty i swoją kwestię wygłosił szybciutko i cichutko, ale i tak jesteśmy z niego bardzo dumna. 

 Byłam bardzo wzruszona widząc go na scenie, bo dokładnie pamiętam, jak przyszłam na uroczystość pasowania do Hani, a na ręku spał mi mały-duży Bru, niemowlak. To było równo 3 lata temu. A teraz ten niemowlak przyrzeka uroczyście, że będzie słuchał się i kochał swoją Panią, będzie zjadał wszystko z talerzyka i nie będzie sikać w majtki. Taki to duży chłopak.

 Na osłodę pierwszego występu zostaliśmy wszyscy zaproszeni na słodki poczęstunek do Sali Delfinków. Zadowolony Bru zjadał na dwie ręce i w tej kategorii najbardziej sprawdziły się delicje w ilościach hurtowych. Hania dotarła do nas już na sam koniec uroczystości, ale na osłodę dostała od Brunia czekoladkę.  I tak mam w domu już etatowego Przedszkolaka i nie pasowaną, ale zupełnie dumną Zerówkowiczkę.

 A żeby nikt nie był poszkodowany, wieczorem następnego dnia urządziłam domowe występy dla moich artystów. Na środku salonu stanęło krzesło, na nim na zmianę stawała Hania ubrana w moją kamizelkę dżinsową i korale, wyśpiewująca szkolne hity i Brunio, tym razem z większą odwagą wyśpiewujący swoje kwestie i wymyślone na poczekaniu piosenki. A na koniec zgodny chór zaśpiewał „jestem sobie przedszkolaczek”  i to był prawdziwy hit, musiałam tylko uważać, żeby nie chichotać w widoczny sposób. Za to brawo biłam tak, żeby Artyści poczuli się docenieni i tak też się stało.

poniedziałek, 13 września 2010

Pora nadrobić zaległości i zamieścić parę słów o Bruniu, który to w tym roku rozpoczął karierę przedszkolną.

Miałam mieszane uczucia, jak poradzi sobie mój synek w nowym dla siebie miejscu? Z jednej strony znał wcześniej przedszkole, Ciocię, która się nim będzie zajmować (to była Ciocia przedszkolna Hani), jest otwartym chłopcem, który bardzo potrzebuje towarzystwa, zabawy, lubi jak coś się dzieje. Z drugiej strony wiem, że to mały wrażliwiec, potrzebujący dużo czułości i mądrego prowadzenia, współpracy i kompromisu - łagodnej osobie może wejść na głowę, przed zbyt wymagającą sie zamknie.

Początki były mieszane. Pierwsze dni to euforia, Bruno nie chciał wracać do domu, chciał został w przedszkolu jak najdłużej. Kamień spadł z serca. Ale z biegiem dni przedszkole straciło urok nowości, dzieci przed i w sali na powitanie stanowiły niezgrany chór ryczący i zawodzący w sposób, że Stallone miałby złamane serce, a co dopiero trzylatek. Mama mówi, że będzie fajnie, a tu wszystkie dzieci ryczą, to chyba coś jest nie tak?

I tak to Brunio doszedł do wniosku, że "nie chce tu być". Odstawianie go, chociażby i docierał do przedszkola w uśmiechach kończyło się łzami i wzrokiem zranionej i zdradzonej sarny. Na nic moje opowiadania, wsparcie - płacz był nieunikniony.

Poprosiłam o wsparcie M. i tu o dziwo zaskoczyło. Ambitny przedszkolak postanowił, że "dzisiaj nie będę ryczał". Czwartek i piątek przeszedł pogodnie, a w weekendowe poranki Brunio dopytywał się, dlaczego dzisiaj nie idzie do przedszkola?

Dzisiejszy poranek postawił kropkę nad "i". Bru śpiewał w szatni wymyśloną przez siebie piosenkę, a po przyjściu do sali wskoczył prosto w otwarte ramiona Cioci Ewy.

Śpiewa sobie pod nosem "jestem sobie przedszkolaczek", zdobył w ciągu ostatnich dwóch miesięcy mnóstwo nowych sprawności, tak jakby był o rok starszy. Jednym słowem dużego chłopaka mam pod nosem.

Tylko moja pępowina wciąż krótka, Bru wciąż jest dla mnie maluchem, którego trzeba ochronić przed światem, utulić. Trzymam się dzielnie, ale to trudny proces - dorastanie naszych dzieci. Do świata i od nas, dla siebie.

czwartek, 17 czerwca 2010

Ciepły, pogodny, czerwcowy dzień. Tamtego dnia też była piękna pogoda. Trzy lata temu mój mały Niedźwiadek przyszedł na świat. Na poczatku był poważnym chłopczykiem o wielkich czarnych oczach. Przyglądał sie światu uważnie, jakby przemyśliwując ważne kwestie i sens istnienia. Długo musiałam czekać na pierwszy głośny śmiech. Podejrzewałam już syna o najgorsze - o brak poczucia humoru! Na szczęście moje obawy zostały rozwiane, okazało sie bowiem, że Bruno to Wesołek jakich mało. Przede wszystkim zaś Synek to Artysta!

Artysta przez duże A. Uwielbia występy i scenę, uwielbia skupiać na sobie uwagę i występować. Im więcej osób, tym lepiej. Najpierw ucisza wszystkich ("cicho!" ), a potem śpiewa, tańczy - co tylko chce. Na widok dzieci występujących na festynach czy w przedszkolu Hani, woła - mamo, ja też chcę występować!

Wygadany jest wyjątkowo i zwraca na siebie uwagę. Jego teksty są niezrównane i wie, jakich użyć słów.

Na powitanie Ciotki:

- czekałem na Ciebie i tęskniłem!

Na prośbę, żeby coś zrobił:

- Nie ma problemu!

Kiedy nie może zasnąć i bardzo chce zejść do nas na dół, a my mu nie pozwalamy:

- ale ja Was bardzo lubię! mogę zejść?

Lubi też rzucać znienacka złote myśli np.

- nie ma jak sen! (akurat wyeliminował drzemki dzienne)

W powszechnym użyciu są słowa dzieńdobry, proszę, zaś najcześciej używane to "dziękuje" - dziękuje wszystkim, ludziom obcym za przytrzymanie drzwi, za obsłużenie w sklepie.

Ma mocny charakter i wie czego chce. Potrzebuje partnerskiego traktowania i kompromisów, nie uznaje przyjmowania poleceń, bo tak. Kiedy mu się wytłumaczy - jest grzeczny i układny. Biada temu, kto będzie chciał nim rządzić absolutnie.

Potrzebuje dużo czułości i sam je zdobywa, włazi na kolana, przytula się i pieści, jak na misia przystało. Jak na niedźwiedzia - jest silny i niezniszczalny, potrafi nie spać i balować aż do późnej nocy. Parę godzin snu go regeneruje i gotowy jest do dalszych uciech. Trzeba mieć dużo sił, żeby dotrzymać mu kroku.

W sprawie jedzenia - nadal niemożliwie wybredny. W sprawie przedszkola - jest w pełni gotowy na przedszkolne wyzwania i nie może sie doczekać do debiutu. Przedszkole zna już pobieżnie, bo codziennie odwiedza go, odbierając Hanię z przedszkola.

Jest absolutnie rozbrajającym chłopcem. Ma w sobie wiele czaru i wdzięku. Cieszy mnie, że jest ekstrawertykiem - będzie mu o wiele łatwiej niż mi, introwertryczce. Brunek kocha świat, lubi, zabawę, wyprawy, przyzczywajony do naszego życia w ciągłym ruchu nie lubi stagnacji. Nawet wracając do domu po nocy, mówi ziewając i pocierając oczy "nie chcę jeszcze wracać do domu".

Syneczku, życzę Ci... wszystkiego co dobre. Niech zawsze otacza Cię miłość.

Zawsze będę Cię kochać.

I jeszcze małe zdjęcie Bruna, tylko takie teraz mam, jak zwykle Bru uchwycony w biegu :)

środa, 24 marca 2010

Wstyd się przyznać, ale z drugiej strony nie mogę przemilczeć pewnego  sukcesu mojego Dziecka.

Brunek miał zwyczaj zasypiać ze smoczkiem. Mieliśmy zerwać z jego nałogiem już jakis czas temu, ale na pierwszy ogień miało iść odpieluchowanie pełne, żeby zostawić synkowi jakiegoś pocieszyciela przy tym procesie. Wiedzieliśmy jednak, że to ciężkie zadanie wisi nieustająco nad nami, a biorąc uwagę upór Bruniowy byliśmy pewni, że pójdzie ciężko.

Okazja sama wpadła mi w ręce i postanowiłam przekonać otoczenie i wykorzystać pretekst. Brunio nocował u Dziadków, wrócił rano, a po przeszukaniu jego bagaży okazało się, że smoczek został u Dziadków. Zamiast wiec szukać zapasowego smoczka, poszłam do synka i wytłumaczyłam mu, że ukochane monio zostało u Dziadka, że może Dziadek je przywiezie niedługo. Bru poprosił o poszukanie innego, też sie zgodziłam, ale oczywiście nic nie znalazłam. W końcu Brunio zasnął, ukołysany wizją, że monio gdzieś tam jest u Dziadka, w dobrych rękach. Wieczorem Brunio przypomniał sobie o tym i uzgodnił ze mną przed zaśnięciem, że zadzwonimy do Dziadka, to może go poszuka a może i przywiezie?

Najważniejsze było to, że ten pierwszy dzień przebiegł tak niesamowicie spokojnie. Oczekiwaliśmy szlochów, krzyków, tupania nogą, a tymczasem Bruno spokojnie przyjął nasze tłumaczenia, wyglądało na to, że po prostu dał sie przekonać.

Następny dzień to dyżur Cioci Eli, której to Brunio tłumaczył, że monio zostało u Dziadka, a wieczorem, kiedy Brunio nie mógł zasnąć, wpakowałam się synkowi do łóżka i dokładnie mu wytłumaczyłam, że jest już dużym chłopcem i nie potrzebuje monia, że smoczka używają tylko dzidziusie, które nie umieją mówić i chodzić tylko leżą i ryczą, a przecież Bru jest juz duży i tyle rzeczy potrafi. Wizja dorosłości własnej przypadła mu do gustu. Patrzył się jednak na mnie pełen rozterek, bo z jednej strony to, co mówiłam, podobało mu się, z drugiej zaś strony czuł, że to oznacza rozstanie z czymś ważnym dla niego. Zasnał utulony ulubionymi kołysankami śpiewanymi przeze mnie.

Kolejny dzień to już pełen sukces - rano Bruno zebrał burzę oklasków od najblizszej rodzinki za sukces moniowy, że jest dużym chłopcem. I od tej pory temat smoka został zamknięty - Brunio nie pyta, nie prosi - w końcu jest duży. Niesamowite.

Wiem, ze późno się za to wzieliśmy, ale myśle też, że to dobry czas. Zaskoczyła mnie dojrzałość Bruna i jego gotowość do dialogu i współpracy. Myślę, że sukces udało się osiągnąć dlatego, że Bruno był do tego przekonany, poczuł sie potraktowany jak partner, a nie jak smarkacz. Nikt nie narzucił mu niczego, bo tak chce, bo jest ktoś silniejszy od niego, tylko ktoś przyszedł go przekonać.

Jesteśmy dumni!

środa, 06 stycznia 2010

Bardzo wzrusza mnie wrażliwość Bruna. Już w takim małym wieku mój chłopczyk nauczył sie świetnie odczytywać emocje i przejmować się nimi do szpiku kości.

Ogląda na przykład reklamę o ratowaniu fok z morza Bałtyckiego.

- Mama, ta foka jest smutna, nie ma synka! - i już ma smutną buzię, cały przejęty jest losem biednej samotnej foki. Chwilę później na widok małego foczątka - a ta foka nie ma mamy, jest jej smutno!

W książkach, które uwielbia niczym maniak, jak tylko widzi smutną postać, pokazuje paluszkiem i dopytuje się, dlaczego on/ona płacze? co się stało?

Pełnię uczuć zaobserwowałam podczas bajki o Franklinie, kiedy to rodzice żółwika wyjeżdzają i zostaje on sam z nianią.

- Fanklin jest smutny, pacie (płacze), mama i tata są w pacy (pracy)! - a w chwili gdy rodzice wrócili nastąpił wielki wybuch radości, nie wiem kto bardziej się cieszył, Franklin czy Bruno ;)

Najbardziej wzruszające zaś są relacje Hania-Bruno, kiedy to Bruno ociera płaczącej Hani łezki paluszkiem i przytula się do niej ze słowami, "Hania, nie pać (płacz)!".

Bardzo mnie cieszy ta cecha u dzieci. My dorośli nie potrafimy jej w pełni docenić, ukrywamy ją gdzies pod grubą skórą, udajemy twardszych niż jesteśmy i odwracamy często głowę na nieszczęście i smutek innych, bo tak wygodniej, prościej. Dzieci noszą ja na wierzchu i chociaż czasem jest w związku z tym trudniej, to chwała im za to.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Czarna noc, mroczna noc, najlepszy czas dla sen, przynajmniej dla dwójki rodziców schowanych pod kołdrą. Nagle nocą ciszę przerywa płacz, a właściwie płaczowrzask z pewnym powtarzającym się motywem:

- Maaamaaa! Maaamaaa! Maaaaamaaa!

Nie ma wyjścia, po omacku idę do pokoiku oświetlonego boczną lampką. Na łóżeczku siedzi Brunio z zamkniętymi oczami, za to z otwartymi ustami i płacze zawodząc wciąż maaamaaa maamaaa.

- Syneczku, jestem tutaj, co sie stało? czy coś Cię boli? coś się stało? Przytulić Cię?

Na to Brunio wyciąga w moim kierunku rączkę w wyprostowanym palcem wskazującym, nieomal mnie nim dźga i mówi podniesionym głosem:

- Ty NIE! Ty idź! (i dalej zawodzi maaamaa, maamaa)

- Ależ Synku, Misiu, to ja mama, chodź tu mnie, kochanie moje - mówię szybko.

- TY IDŹ!!!! - zdecydowanie Brumisław wydziera sie na mnie i kończy temat.

Po chwili do akcji wkracza Tata i po chwili synek już śpi. Sytuacja powtarza się słowo w słowo dwie godziny później.

Rano Bru na mój widok rozświetla się w uśmiechu:

- O mama! juz sie obudziłem!

PS. Dobrze, że nie mam wątpliwości, że to ja jestem jego mamą, takich rzeczy się nie zapomina :)

poniedziałek, 02 listopada 2009

Codzienność z Brunkiem to taki misz-masz. Podczas gdy Hania kroczy jasną drogą, na której tylko czasem pojawiają sie jakieś chmury, przelotne niegrzeczności, Brunio to syn burzy. W bujnym wieku dwóch lat z hakiem kwestionowanie wszystkiego i sprawdzanie granic to jego codzienne zadanie od otwarcia oczu rano aż do zaśnięcia. Nie, nie, nie, tego nie chce, nie posprzatam, nie zjem, nie cem spać, nie chce rajstop, butów, czapki albo właśnie chcę to a nie tamto, prose to, a do tego pasja do dokonywania zniszczeń we własnym domostwie. Uff... łatwo nie jest.

Na szczęście dla zachowania równowagi Brunio posiada dużo uroku i czułości, a w ostatnią sobotę rzucił nas na kolana swoim talentem scenicznym, udawadniając teorie własnych rodziców, że będzie Artystą.

Cała sprawa miała miejsce na rodzinnym obiedzie, w którym brał również udział Wujek Jacek, który jest nauczycielem muzyki, a w wolnym czasie gra na wielu instrumentach, zwłaszcza na akordeonie. Długo nie trzeba go było prosić o występ. Jednak to szczególnie Bruno wpadł w oko Wujkowi, najpierw poszli razem nastroić instrument, a już po chwili Jacek usiadł na schodach, zawołał Brunia i powiedział" zaśpiewaj "panie Janie".

Brunio nigdy w życiu nie śpiewał przy akompaniamencie. Piosenkę nauczyl się ode mnie i od Cioci Niani. Dodatkową trudnością (chociaż kto to wie) był liczny tłum rodzinny, zgromadzony na obiedzie: wszyscy przerwali rozmowy i wbili w chłopczyka wzrok z wyczekiwaniem. Tuż obok niego stały trzy młode gruppies, czyli jego siostry. Młody artysta stał zaś w połowie schodów, niczym na scenie górując nad publicznością.  

Bruno długo się nie namyślał. Wyprostował się jak struna, uśmiechnął się i jasnym, czystym głosikiem zaśpiewał tę znaną piosenkę w swojej wersji "panie nianie, rano tań, ytkie dzony bija, bim bam bom", ale za to równiutko z muzyką. Gdy skończył, rozległy się gromkie oklaski, na co Brunio ukłonił się elegancko aż do pasa. Wtedy cała publiczność była jego - nikt nie uczył go kłaniania. Wszyscy byli wniebowzięci i nie mogli się napatrzyć na małego śpiewaka. I tak to Bruno odbył swój pierwszy, ale znając życie - nie ostatni występ. Wujek Jacek stwierdził, że mój chłopczyk ma naprawdę słuch muzyczny, na potwierdzenie czego Brunio niczym zaczarowany wysłuchiwał wygrywanych na akordeonie melodii. Dowiódł również swych umiejętności podczas strojenia instrumentu - podobno próbował wpasować się w tonację, w co aż nie chce mi się wierzyć.

Cóż, przynajmniej jest mi nieco łatwiej. Życie z artystą nigdy nie jest łatwe, zwłaszcza kiedy się jest w kwiecie buntu dwulatka. Mam nadzieję jednak, że ten trudny okres i moje siwe włosy pomogą mu kiedyś stać sie artystą. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to death metal ;)

czwartek, 22 października 2009

O której bym się nie położyła spać (no dobra, najwcześniej zdarzyło mi się o 22:30), i tak rano, kiedy M. przychodzi mnie budzić, wydaję mimowolny jęk: 'to już?". W półśnie mam wciąż nadzieję, że to jeszcze nie rano, że to noc, a M. chce mnie tylko o coś zapytać. Niestety, rzeczywistość jest okrutna. Taka to chyba pora roku, że większość ludzi zapada w śpiączkę na jawie. Nieprzytomne ciała tłuką sie pociągami, tramwajami, a w pracy próbują reanimować się kolejnymi kubkami kawy lub zielonej herbaty.

Takich problemów nie ma Brunio. To facet, który lubi sam decydować o swoim życiu. Kiedy pierwszego dnia nie spał w ciągu dnia, mieliśmy jeszcze cień nadziei, że może wieczorem szybciej zaśnie (o tym, że pójdzie wcześniej spać nawet nie pomyśleliśmy). Niestety, Bru mimo kiepskiego nastroju ze zmęczenia trzymał sie nieźle. Na wieczornej fali zdołał niewiadomo kiedy jak i gdzie (niewyjaśnione do tej pory) pomazać ścianę przy kanapie oraz ową kanapę ze wszystkich stron. Na pomarańczowo. Czyżby to miało znaczyć: "podaruj mi trochę słońca?" Cóż, radosna twórczość napawa go dumą do tej pory, śmiało przyznaje się do swego dzieła, niepomny na łajanie przez rodzicielkę. A wieczorem zasnął godzinę po Hani i zdołał ukradkiem zrobić jeszcze potworny bałagan w swoim pokoju. Zasnął z nosem w książce w pozycji klęcznej.

Następnego dnia czekaliśmy z ciekawością: odeśpi czy nie? W końcu do tej pory codziennie spał po ok 1,5-2h.  Historia była jeszcze ciekawsza. Bru kładziony popołudniu najpierw nie chcial sie położyć, a potem wpadł na szatański plan. Położony za trzecim razem do łóżeczka posłusznie zamknął oczy, ale to był tylko kamuflaż. Poczekał, aż ciocia zniknie na dole, wymknął sie do Królestwa Hani, najwspanialszego pomieszczenia w domu. Wiedziony falą natchnienia wyciągnął schowane głęboko farby i wymalował nimi dokładnie meble u siostry, tworzac kolorowe malowidło, którego usuwanie trwało godzinę. Nikt po tym nie próbował go już kłaść.

Wieczorem Bru miał oczy na zapałkach i jedynie dzięki swojemu uporowi nie chciał iść spać. Kiedy w końcu przyłapałam go na kanapie, jak zasypia, stanowczo zaprzeczył i powiedział "jesce nie spać!". I rzeczywiście, wypił mleko i zdołał jeszcze narozrabiać. Padł w końcu niewiele wcześniej niż zwykle.

A Hania wczoraj sama poprosiła mnie, żeby położyc się wcześniej, bo jest niewyspana. I tak też się stało. Żałowałam tylko, że nie moge położyć się obok niej i po prostu spać do rana....

Ciekawe jak bedzie dzisiaj?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru