niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 21 lipca 2011

- Brunio, Ty wiesz, że my jesteśmy jak prezydenci? mówi Hania

- jak to? - dziwi sie Brunek

- Ty jesteś Brumisław Komorowski a ja Hanna Gronkiewicz!

15:32, ingutka
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 czerwca 2011

Mam już gotową notkę z wytłumaczeniem, że miałam ciężki okres, że nie mam czasu na pisanie, że zmęczona jestem i bloga muszę zamknąć, a jednak, żal mi się zrobiło tych nienapisanych notek, straconych wspomnień, że napiszę jeszcze co nieco. Ale przerwy też sie będą zdarzać :)

Tajfuny w tym pracowitym okresie zaliczyły już dwa wyjazdy.

Pierwszy to wyjazd na żagle, dla Brunia po raz pierwszy, Hania swoją premierę miała w zeszłym roku. I było nieźle, pogoda nam sie trafiła boska. Brunio, prawie czterolatek, poradził sobie i odnalazł sie w sytuacji, ale z małymi problemami, wynikającymi z jego wielkiego uporu i prób ustawienia rzeczywistości według własnego widzimisie. Na jego usprawiedliwienie dodam, że nie jest łatwo być jedynym chłopakiem i to najmłodszym w babińcu 4 dziewczynek :) Hania to urodzona syrena, jestem z niej tak dumna, że aż nie wiem jak to wyrazić. Pływała w zimnej wodzie w każdej wolnej chwili, wcinała co dostawała do jedzenia, zasypiała w kajucie minutę po wejściu do śpiwora, zaś jej ulubiona przygoda to pływanie na linie za żaglówką :)

Tekst wyjazdu: Wieczorna pora, Bru zapytany czy chce sie kąpać jak reszta dzieciaków, odpowiada po chwili zadumy:

- Nie pragnę zimnej wody, tylko gorącej!

Drugi wyjazd był równie krótki, ale podobnie intensywny. My chyba nie umiemy robić coś na pół gwizdka, kiedy świat na nas czeka. Tym razem byliśmy nad morzem, spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy, założyliśmy szlak orlich gniazd budując zamki na plażach, objedliśmy się rybami aż do uszy, w czym przodowała Hania zjadając rybę na śniadanie, obiad i kolację (Bru się nie zna - nie lubi- przynajmniej na razie). Hania super grzeczna, Bruno testujący granice aż do utraty tchu i sił wszelkich. Naprawdę, upór jest w nim nieziemski, a w walce o władze walczy do końca, wyciskając cierpliwość własnej matki do ostatniej kropelki (a wszyscy przyznają, że ta cierpliwość moja jest wyjątkowa).

Relacje miedzy dziećmi sie zmieniają razem z nimi. Wciąż "kitłaszą się", włażą sie na siebie, ścigają kto pierwszy zje, kto pierwszy dostanie chrupki a kto dostanie większego loda. Jednocześnie wobec świata idą ramię w ramię, zawsze razem, wspierają się w sposób wyjątkowy i naturalny. To Hania ma cudowną cierpliwość do Brunia, wspiera go, pomaga mu, nawet opowiada mu bajki na dobranoc. Bru wciąż nie wie, jak traktować Hanię, z jednej strony jest tą upierdliwą starszą siostrą, gadającą mu morały nad uchem, obrzydliwie grzeczną i paskudnie zaradną, z drugiej strony jest jego najlepsza kumpelą i zarazem największym autorytetem, o czym doniosły mi panie z przedszkola. Tak więc specyficzna przyjaźń kwitnie i na ogół na wyjazdach dzieciaki wszędzie bywają razem z zachowaniem marginesu wolności dla siebie - u Hani na czytanie, rysowanie, u Brunia na samodzielne odkrywanie świata.

17:09, ingutka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011

Już od paru dni trwały burzliwe dyskusje tajfunowe. W końcu spory ustały - można już oficjalnie powiedzieć, że Bruno skończył 4 lata! Wiadomo bowiem, że 4 lata to już nie żaden dzidziuś, nie mały chłopak, tylko taki całkiem duży!

Jaki jest mój czterolatek? Zastanawiam się, jakich słów użyć, żeby opisać całego człowieka, od których zacząć, ale trudno wybrać mi te, które mogłyby być najważniejsze lub najlepiej go opisujące. Powiem więc przede wszystkim, że ma bogatą osobowość.

Twórczy, kreatywny, uważny, dąży do wiedzy, ale nie uczy sie niczego na pamięć, musi zrozumieć mechanizmy jakie tym rządzą (dlaczego był wypadek? dlaczego zepsute koło spowodowało, że samochód zjechał na bok? dlaczego doszło do zderzenia?). Nie lubi nie wiedzieć, wiec łapie wszystkie informacje, jakie ma dostępne, zna dużo liter, cyfry, liczby.

Wrażliwy, czuły, współczujący, empata przejmujący sie wszystkimi smutkami świata, zauważy każdy przejaw smutku u innych. Mój Przytulak poranny, wieczorny, " kocham Cię Mamusiu, jak stąd do księżyca, na koniec świata, aż do północy!"

Uparty jak wszystkie osły na świecie, wie czego chce i czego nie chce. Nie lubi się podporzadkowywać.

Kocha samochody, roboty, auta, zachwyca sie przyrodą, opiekuje zwierzętami, lubi muzykę, tańce oraz koniecznie książki, które "czyta". Zresztą niektóre wyrazy już odczytuje.

Najgorsza rzecz, jaką można zrobić, to traktować go jak małe dziecko. To partner, z którym się rozmawia, dyskutuje i chociaż to rodzice rządzą, to działa to na zasadzie rozmowy, a nie rozkazów "bo tak". Kiedy tylko normalnie się z nim rozmawia ujawnia talent krasomówczy i dziko rozwiniętą fantazję, zaskakuje, puentuje, rozśmiesza i zawsze próbuje mieć ostatnie słowo.

Nie lubi dróg na skróty, ułatwiania, to ambitny typ. Kiedy gramy w "wyrazy" - grę, w której ktoś mówi słowo np.tramwaj a kolejna osoba musi powiedzieć nowy wyraz rozpoczynający sie na ostatnią literę poprzedniego (czyli "j"), nie uznaje podpowiadania. Chociażby i przetoczyło się parę kolejek, nie użyje wyrazu z podpowiedzi. Przy sportach - nie lubi pomagania, albo zrobi coś sam albo wcale.

Otwarty na świat i ludzi, jest ich ciekawy.

Nasze są poranki, kiedy wstajemy, zjadamy śniadanie, rozmawiamy o życiu - bowiem dla Brunka każda chwila jest dobra na ważne rozmowy.

Sypie złotymi myślami dzień po dniu, umykają jak one niestety jak krople deszczu. Pani Przedszkolanka mówi, że jest piekielnie inteligentny.

Dla mnie jest po prostu bardzo kochanym Synkiem. Rozumiem go, w końcu to mój Inguh, bardzo podobny do Mamy, nie tylko z wyglądu.

Syneczku, życzę Ci, żeby otaczała Cię całe życie miłość i dobrzy ludzie. Miej spokój w sercu i Przyjaciół koło siebie. Kochaj świat i ludzi, a oni odwdzięczą Ci się tym samym.

Dziękuję Ci, że Ciebie mam. Mój Ty najpiękniejszy prezencie urodzinowy!

12:38, ingutka
Link Komentarze (6) »
czwartek, 19 maja 2011

Ja: - Brunek, to z czym chcesz kanapkę, z serem czy z szynką?

B: - nie zgadłaś! To jest coś na literkę "z"!

B: - "zdżemem"!

środa, 18 maja 2011

Jakoś tam u nas wychodzi, ze naszą rodzinną bandę można podzielić na dwie grupy: na grupę nazwijmy ją A i grupę B (aczkolwiek grupy mają swoje nazwy, związane z członkami, nie podam dla utrudnienia).

Ci pierwsi lubią wstawać rano, czy to poniedziałek czy sobota, budzą się skoro świt i wynajdują sobie zajęcia, dziwiąc się, jak reszta świata może jeszcze spać. Nie dla nich odsypianie imprez, szkoda im życia na spędzanie go w łóżku. Za to wieczorem wydaje im się, że chętnie by jeszcze posiedzieli, pogadali, ale oczy zdradzają zmęczenie, głowa nie ta i  najlepiej takiego osobnika po prostu  skierować do łóżka. Grupa ta ceni sobie jedzenie, lubi jeść dużo, zwłaszcza potrawy mięsne i mączne. Czasem trzeba aż pilnować, żeby nie zjedli za dużo. To ludzie praktyczni, którzy lubią mieć uporządkowany świat.

Grupa druga to poranne śpiochy, które muszą najpierw solidnie się dobudzić, dojść do siebie, aby w ogóle móc wstać. Nie próbujcie z nimi wtedy rozmawiać i zadawać trudnych pytań! Przytulenie owszem, ale dopiero wtedy, gdy przebudzony wie gdzie jest, z kim jest i że ma na to ochotę. Wieczorem za to role się odmieniają, osobniki te tryskają gwiazdorską energią i charyzmą. Ich żarty są niezrównane, zawsze chętni na imprezę aż do późnych godzin nocnych. Im później się położą spać, tym będą szczęśliwsi, że ich nic nie ominęło. W jedzeniu - to wybredni smakosze. Mają swoje potrawy, które sobie cenią, doceniają mistrzowskie wykonania potraw i zauważą różnicę. Lubią jeść, ale kiedy coś im nie smakuje, wolą przegłodzić się przez parę godzin niż zjadać coś co im nie smakuje.

Punktów wspólnych jest znacznie więcej, ale nie będę tu zdradzać tajemnic. Niezłe są te geny, prawda? Ci, którzy nas znają, domyślą się bez trudu, kto jest z kim w grupie i jak przyporządkować inne punkty - kto lubi trzymać się rzeczywistości a kto lubi zmieniać ją na własne potrzeby? Która grupa ma w sobie gen włóczęgostwa i niezależności, a która uwielbia wysiłek i sportowe zmagania?

Co ciekawe, cechy te nie sprawiają, że grupy trzymają się ze sobą mocniej niż w innych układach. Ot, po prostu łatwiej jest zrozumieć pewne zachowania. Każdy z nas jest inny, a jednak tyle nas łączy :)

poniedziałek, 09 maja 2011

Przeczytałam gdzieś w necie dyskusję na temat tego, co chcielibyśmy przekazać swoim dzieciom. Cóż, ideały ideałami, bo każdy pragnie czegoś dobrego, myślę sobie jednak, że nie dzięki dobrym chęciom i planom nasze dzieci wyrastają na takie a nie inne osoby. To te słowa, które dzieci słyszą ukradkiem, słowa, które mówimy a nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, a przede wszystkim nasze zachowanie w różnych sytuacjach staje się tym, co dziecko wchłania.

Kiedy widzę potem jakieś odbicie siebie w Hani zawsze zadziwia mnie, jak bardzo wpływam na swoje dziecko. Zastanawiam się też, czy nie schlebiam sobie za bardzo, myśląc, że to mój wpływ a nie po prostu sama osobowość mojej córki. Dzisiaj będzie o tej cząstce, którą można byłoby nazwać feministyczną.

Podoba mi się, że podobnie jak jej mama, Hanka nie daje sie wtłoczyć w koleiny przygotowane dla jej płci. Wie, że dziewczyny mogą lubić co im się podoba. Hania z zafascynowaniem słucha opowieści o swojej mamie, która lubi motory, wyzwania i tak się to u niej zakorzeniło, że sama stanowi niezwykłą mieszankę zainteresowań. Ostatnio z zainteresowaniem wysłuchałam dyskusję dzieci nt.samochodów. Zaczęło sie od filmu "Auta", Bru stwierdził, że to on lubi ten film i że to film dla chłopaków, wiec koszulka z Zygzakiem na pewno jest jego (ten z kolei poszukuje wciąż męskich autorytetów i przy hurtowej ilości sióstr zadań tylko dla chłopców). Hania stwierdziła, że to nieprawda, że dziewczyny też mogą lubić samochody i że ona też je lubi :) Na to Bru nie miał już co powiedzieć. Potem słyszałam narzekania Hani, że w bajce o Gormitach czy innej podobnej (nie znam się) niby przeznaczonej  dla chłopców, wśród super-bohaterów jest tylko jedna dziewczyna. "Mamo, dlaczego tak jest, że jest 3 chłopaków i tylko jedna dziewczyna?". Właśnie córeczko, dlaczego, mam nadzieję, że Ty znajdziesz dla siebie godne miejsce :)

A już naszym ulubionym powiedzeniem w ramach babskiej komitywy jest " Dziewczyny nigdy sie nie poddają". Przecież siła jest kobietą :)

Przeciwnikom feminizmu od razu dodam, że to nie chodzi o jakąś wojnę płci. Chodzi mi tylko o to, żeby Hania robiła to co lubi, co ją interesuje, bez oglądania sie na to, co dziewczynkom wypada a co nie. Mam nadzieję, ze bedzie podążać za swoimi zdolnościami i chęciami a nie oczekiwaniami społeczno-kulturalnymi. I cieszę się, że jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku :)

niedziela, 08 maja 2011
Wieczorna pora, dzieciaki w łóżkach, zabieram się za czytanie. Mamy skończyć zaczętą wczoraj książkę "Garbus" opowiadającą przygody pewnego samochodu.
Ja: Brunio, to o czym wczoraj czytaliśmy, powiedz mi proszę, na czym wczoraj stanęło?
Brunio: na kołach!
poniedziałek, 02 maja 2011

Święta, święta i po świętach. Tajfuny przeżyły ten czas z wielką radością, czyli tak ja te święcia święcić należy. Zdobyły szczyty malarskie malując jajka, siebie nawzajem i stół, poświęciły to i owo, szczególnie mając na wzglęcie cukrowego baranka, objadły się świątecznymi smakołykami a w śmigus dyngus po raz pierwszy latały po okolicy z sikawkami, na szczęście w formacie mini i oblewając siebie nawzajem. Pełnia szczęścia.

Muszę zacząć uważać, bo Hania czyta wszystko, co jej wpadnie w łapki.Muszę pochować niektóre książki, bo córa już się chwali, że podczytuje mojego ukochanego "Thorgala". Koniec kupowania w konspiracji dla tzw. gości ptasiego mleczka, chociaż pudełko ma zmieniony design, Hania w mig wie co i jak i treba ukrywać czekoladki w najciemniejszym kącie. W łazience poleguje książka Lisy See i już Hania napisała powieść, której główna bohaterka ma na imię Lisa (Mamusiu, ale nie Liza, tylko Lisa, bo ja podejrzałam w Twojej książce!) i wyrusza do sklepu po pomidory, gdzie natrafia na tajemniczą ścieżkę. Tak, bo Hania nie tylko czyta, ale i pisze, jej powieści sa niezrównane, zwłaszcza w poprawianiu humoru swoim rodzicom.

Bruno, jako członek teamu Tajfunowego nie chce być gorszy. Mamo, naucz mnie literek! Zczytuje zachłannie literki z bluzek, tablic, wyciągam wiec cudowną książkę "Alfabet" i zaczynamy naukę. Hania, istota obdarzona nadprogramowym instyktem opiekuńczym wzięła go pod swoje opiekuńcze skrzydła i tak w sobotni poranek zastałam dzieci przy biurku nad kartką papieru z rozpisanymi literkami. "No Brunio, jaka to literka? Pomyśl! Eee, nie wiem. To ja Ci podpowiem, na tę literkę jest wyraz cytryna. Cy!! Bardzo dobrze, brawo!". Czuję się zawsze nieswojo, jak widzę jej zachowania na kształt macierzyńskich, bo chcę, żeby dla Hani Bruno pozostał po prostu bratem, ale jej te lekcje sprawiają niekłamaną przyjemność, zawsze to lepiej niż żeby się kitłasili (nadrobią innym razem :)

Kolejny konkurs to ten na ilość siniaków na nogach. Z każdym dniem kolejkcja się powiększa, liczymy je skrupulatnie, kto ma więcej ten wygrywa. Siniaki Tajfunów, które uwielbiają rowery, hulajnogi i rolki, przybierają naprawdę niesamowite barwy, istna feria kolorów i kształtów, do wyboru :)

11:25, ingutka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 kwietnia 2011

Bruno jest Kreatorem. Tworzy, wymyśla nowe słowa, do których wymyśla wyczerpujące deficje (typu co to jest sikured - specjalne narzędzie to reperowania aut wyścigowych). Wymyśla bogate historie ze swojego życia, które nigdy nie miały miejsca (cyt."jak byłem mały, a Hani jeszcze nie było na świecie, to mieszkałem razem z Konstancją (dziewczynką z sąsiedzka, w wieku Hani), ale w pokoju były tylko dwa łóżka i jak się Hania urodziła to mieliśmy problem, bo Hania nie miała gdzie spać"). Wymyśla na poczekaniu piosenki i wiersze, które śpiewa i recytuje, kiedy ma tylko na to ochotę.

Jak wygląda wyznanie miłości Kreatora?

- Mamusiu, kocham Cię jak wszystkie słowa! Nawet angielskie np.laku noć!*

Każdy miłośnik języka i słów pojmie, jak wielka to musi być miłość :) wzruszyłam się!

* laku noć - dobranoc po chorwacku

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Za mną "babski dzień" czyli dzień spędzony solidarnie na wagarach na żądanie wraz z Hanią. Dzień na ostatnie zdrowienie, a przede wszystkim na przygotowaniach do ważnego dnia. I dzień na przyjemności wynikające po prostu z bycia ze sobą. To niesamowite, jaką frajdę bycie we dwie, cokolwiek, gdziekolwiek. Rozmawiać, być, opowiadać. Ręka w rękę.

Łapałam się na tym, że gdy zaczynałam zrzędzić np. że Hania nie chce pić prawdziwej czekolady w kawiarni (bo jest za mało słodka, jest "słona"- jak powiedziała :) przez głowę przechodziła mi myśl - czy naprawdę chcesz zepsuć te chwile? Dzień okazał się być bardzo długi a jednocześnie zaskakująco krótki. Zachłysnęłam się nieco taką normalnością, ucieczką od codzienności w której trzeba myśleć o pracy, być twardym, pamiętać o wszystkim i zapomnieć o tym, co w domu. Taki cudowny detox w najlepszym możliwym towarzystwie mojej wyrozumiałej Hani, która przymuje mnie taką jaką jestem i cieszy się, gdy jesteśmy razem. Z moja wesołą przyjaciółką, idealną towarzyszką dnia codziennego.

A skończyłyśmy ten dzień we dwie w wielkim, małżeńskim łożu,grzejąc się pod kołdrą, ziewając ze zmęczenia i kończąc książkę o Pomponie, bardzo śmieszną. I to było idealne zwieńczenie tego babskiego dnia

Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru