niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
piątek, 07 października 2011

Na progu urodzin Hani oglądamy zdjęcia córy zaraz po urodzeniu.

- Ech - wzdycha Hania - jak ja bym chciała być taka mała!

- ale dlaczego?

- bo miałabym całe życie przed sobą!

************************************************

- Mama, telefon Ci się świeci! - woła Bruno z kuchni (mam nieodebranego smsa). Po chwili przychodzi i oznajmia:

- wiesz Mama, zaczarowałem Twój telefon. Najpierw świecił, a teraz już go wyłączyłem i nie świeci.

- dzięki Brunku, ale nie trzeba było!

- Trzeba było - musiałem sprawdzić hipotezę!

****************************************************

czwartek, 06 października 2011

Walczę nad równowagą. To krótkie zdanie obrazowuję moją codzienność i próby zapanowania nad nią.

Hania wraca ze szkoły z jednej strony pełna entuzjazmu, z drugiej strony zmęczona, co czasem objawia się zwiększoną płaczliwością. Pamięta i obowiązkowo odrabia pracę domową, ale już nie panuje nad porzadkiem w tornistrze, pełnym arcydzieł tworzonych w świetlicy. Gorzej, jak wypadnie nam coś wieczorem (tj. zaraz po pracy) typu wizyta u lekarza, zakup butów, wtedy równowaga zostaje zachwiana, dziecko zmęczone a jego życie ciężkie. I chociaz postanowiłam sobie, że będę z Hanią ćwiczyć głośne czytanie, nie starcza już nam czasu. Krótkie czytanie i już zegar wskazuje taką godzinę, w której Hania powinna już spać, inaczej się nie wyśpi, a spirala zmęczenia niezauważalnie nakręci się na nowo. A przy 7-latce, która trzy razy w tygodniu ma intensywne ćwiczenia na basenie, dzień po dniu, to niełatwe.

Bruno ma swoje fazy. Ogólnie to facet, z którym jest po drodze, dogadujemy się dobrze, ale są lepsze lub gorsze dni. Niech no tylko poczuje zamach na swoją niezależność...Wszystko musi zrobić sam, zdecydować sam i robi to w swoim tempie. Z drugiej strony stara mi sie pomagać w coraz bardziej skomplikowanych zadaniach. Ech, niełatwa ta równowaga, miedzy uszanowaniem jego osoby a wypełnieniem jego obowiązków, tym bardziej, że Bru, kiedy już spotka go kara typu zakaz oglądania bajki wieczorem stara się nam pokazać, że nie robi to na nim żadnego wrażenia - phi, przecież on wcale nie chcial oglądać. I siedzi tyłem do TV, o proszę, widzicie Rodzice!?

W pracy - wiadomo. Już przyzwyczaiłam się, że ciągle coś sie dzieje, ale to jesienią zmęczenie bardziej daje sie we znaki.

W domu - że też nikt nie pracuje nad samosprzatającym sie domem, z rzeczami zaprogramowanymi na miejsca, które za sprawą magicznego guzika wracają na swoje miejsce, same się prasują, stół, który sam opróżnia się z licznych obrazków, kasztanów, zostawionych zabawek, samooczyszczające się łazienki.. 

Czuję się, jakbym żonglowała coraz to większą liczbą piłek, coraz szybciej i szybciej, czasem aż nie mam czasu spojrzeć, co się dzieje tuż obok i bardzo mi z tym źle.

Nałogowo czytam co tydzień opisy filmów, jakie wchodza do kin, wybieram filmy, które chciałabym zobaczyć i może kiedyś mi się uda, ale ta wizja jest coraz bardziej odległa. To tak jak zdjęcia wszystkich cudownych potraw, które kiedyś ugotuję, a które znajdują się w licznych książkach w domowej bibliotece. Kiedyś. Tak, kiedyś na pewno. Na tej liście trzymam jeszcze leżenie w łóżku przez pół dnia i czytanie książek. Kiedyś. A na razie - do roboty!

Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru