niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 18 września 2012

Skąd on to ma? Gdzie usłyszał? Zastanawiamy się z M.

Ostatniej niedzieli Brunek poproszony o podniesienie swojego szlafroka z podłogi (sam go zrzucił) odmówił kategorycznie spełnienia polecenia. Poproszony ponownie powiedział:

- dziwna jesteś Mamo, dziwna, nigdy taka nie byłaś. Wszystko to takie dziwne, dziwne - i zadumany znikł w swoim pokoju. Bez szlafroka.

Weszliśmy z powrotem w tryby codzienności. Przedszkole, szkoła, praca. Spotkania, zebrania, zakupy, kupno kredek, kartek, chusteczek, niezliczone ilosci składek począwszy od segregatorów, poprzez komitety, wycieczki, podręczniki i inne takie.

Aczkolwiek Bruno stęskniony był za kolegami, to wejście na nowo w układ bycia małą częścią grupy, jednym z wielu dzieci, zajęło mu trochę czasu. Przy asyście rytualnych ryków dzieciaków z najmłodszej przedszkolnej grupy, żegnaliśmy sie codziennie z gulą w gardle - on wtulony we mnie mocno, ja starająca się robić dobrą minę, chociaż i mi było trudno. Na szczęście z każdym dniem było ciut łatwiej i jakos to poszło.

Hania też tęskniła za szkołą, bo lubi ją bardzo. Od razu wchłonął ją świat ośmiolatków, koleżanek piszczących na jej widok :) Problemem za to stało się, jak u każdego ucznia, ponowne wdrożenie do liczenia słupków i rozmaitych zadań, żmudnego wypisywania literek, mieszcząc sie w trzech liniach, w dodatku z dodatkiem nowych zajęc z ortografii - ach te wszystkie "ruwniny i krajdobrazy gurzkie", na szczęście Hania o włosach 'ciemny blont" ma "poczycie hymory" i daje sobie radę. Ale wdrożenie jeszcze trwa, kto by chciał ślęczeć nad zeszytami, kiedy w głowie jeszcze wakacje.

Najgorsze problemy z aklimatyzacją mam chyba ja, bo znowu pojawił sie ten codzienny reżim: poranne wstawanie, bieg do placówek wraz z odpowiednią ilością sprzętu i adekwatnym ubraniem do pogody porannej (zimno) i południowej (ciepło, ale wieje), bieg z przeszkodami tj. odebranie dziecka na czas, wyrywając się wiecznie niezaspokojonej pracy, przedzierając sie przez korki. Potem standardowe zrzędzenie, bo Hania znowu nie zjadła kanapki a zupy to nie zdążyła zjeść całej. Jeszcze tylko zakupy, jeszcze kapcie, jeszcze kolejny podręcznik i klej i pomidory na przetwory i jeszcze ksiażki do biblioteki i dom, i karmienie wygłodniałych i kolejne trening cierpliwości: odrabianie lekcji, pakowanie tornistra i jeszcze i jeszcze...

20:52, ingutka
Link Komentarze (2) »
środa, 12 września 2012

Nie było nas trochę, za to ciekawie spędziliśmy czas. W tym roku wyjątkowo musieliśmy organizację naszych wakacji oddać innym i dzięki temu wylądowaliśmy na wymarzonej przeze mnie greckiej wyspie Korfu. Od dzieciństwa marzyłam, żeby tam pojechać, po lekturze fantastycznych książek Geralda Durrella, przyrodnika z duszy i serca, wyspa ta wydawała sie byc niemal magiczna.

Muszę przyznać, że Korfu spełniło moje oczekiwania z nawiązką. Wystarczyło tylko wypożyczyć samochód albo wsiąść w autobus, aby po pokonaniu piekielnie wąskich i wyjatkowo krętych dróg odkrywać fantastyczne cuda natury. Przyznaję, że nie było łatwo, tak krętych dróg ze świecą szukać, pierwsze podróże więc były nieco trudne. Musieliśmy robić przerwy, Aviomarin ściął dzieciaki, w końcu jakoś się przestawiliśmy.

Dla dzieciaków pobyt w hotelu, który miał własny basen na dworze to już było spełnienie marzeń. A w dodatku tuż obok rozpościerało sie seledynowe morze jońskie! Hania, syrena z duszy, w zasadzie nie wychodziła z basenu, była chyba najdłużej pływającym dzieckiem i to na basenie dla dorosłych, w najgłębszej części (2,8m). Brunek robił sobie rozsądne przerwy, za to stał sie mistrzem skoków w najciekawszych pozycjach.

Moim małym konikiem sa kulinarne odkrycia, z zapałem wciągam w to całą rodzinę. Najciekawiej idzie z Tajfunami, na początku dzieciaki oporne były niczym muły do nowych potraw, teraz z miesiąca na miesiac, z roku na rok coraz odważniej sięgają po nowe smaki, przekraczają swoje granice. I takie właśnie przełamanie dla nowych smaków miało miejsce i na Korfu - wspólnie zajadaliśmy sie grillowanymi sardynkami, przegryzanymi chlebem maczanym w gorzkiej i zielonej lokalnej oliwie. Zwłaszcza ta oliwa była dla mnie zaskakująca - ja odkryłam ją dla siebie będąc dorosłą (teraz szaleję za olejem rzepakowym, złotem północy), a tu dzieciaki nie miały oporów, żeby ją zjadać, chociaż oliwki wciąż leżą na półce produktów nie zjadanych. Arbuzy, nektarynki też smakowały inaczej w polsce - dojrzałe, soczyste przesiąknięte pełnym smakiem.

Korfu to również piekne miejsce na wycieczki, poczawszy od najwyższej góry "Pantokrator", z którego rozpościera sie widok na połowę wyspy, przez serce wyspy, miejscowść Korfu, zatłoczoną, gorącą, pełną urokliwych uliczek, muzeów, poprzez niesamowite miejsca widokowe, wioski w glębi wyspy, gdzie masowa turystyka jeszcze nie dotarła i można zobaczyć panów siedzących przed kafenio, komentujących rzeczywistość, staruszki ubrane na czarno i kobiety rozpieszczające nawet obce dzieci. Wreszcie kamieniste klify jak z bajki, kanał miłości i plaże do wyboru do koloru. Trzeba tylko uważać na rozpełzającą sie falę chińskiej tandety, obecną wszędzie tam, gdzie pojawiają sie turyści.

Na koniec pozostaje wybrać się grecki wieczór, gdzie tańce są podstawą. Z naszej rodziny brylował w nich...Bruno, który sam sie zgłaszał, a wywijał tak zręcznie, aż zwrócił na siebie uwage wszystkich.

Zeby nikogo szlag nie trafił z zazdrości albo że to takie tylko przerysowane, dodam, że gorąco było jak cholera, że klima nam często nie działała, a woda w kranie była często tylko zimna, że jak skończył się czas wypożyczonego samochodu to musieliśmy sobie wynajdywać milion zajęt, bo nie potrafimy usiedzieć w miejscu na basenie za długo i nas nosi, że Brunek zasypiał czasem ostatni, tak go nosiło, że przeczytałam wszystkie zabrane ksiażki i musiałam wyczytywac hotelowe. Zawsze można znaleźć mnóstwo minusów, ale najlepsze to, że po prostu byliśmy razem od rana do nocy, co w naszych zabieganych czasach jest luksusem, na który trzeba czekać raz do roku.  

Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru