niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 30 września 2010

Nie było mnie parę dni - wyjechałam na wyjazd służbowy. Tajfuny w tym czasie podobno tęskniły i dawały się lekko we znaki swojemu Tacie. Na szczęście wczoraj przywitała mnie trójka stęsknionych członków własnej rodziny, a na powitanie dostałam:

- paczuszkę z kolorowym kasztanem, pomalowaną na żółto-niebiesko (farba jeszcze mokra)

- czekoladkę daną od serca, a od małego żołądka prośbę, aby podzielić ją od razu na pół i spożyć ja razem (czekolada została wręczona dziecku, to zaś wręczyło ją mamusi)

- kolację przygotowaną przez najstarszego z domowników.

Co przyjemniejsze, na moje kolana ustawiły sie kolejki dziecięco-kocie, przy czym najżwawiej wpychał się tam synek. Dobrze jest wrócić z podróży :)

czwartek, 23 września 2010

A na wszystkie zmęczenia, zmartwienia, przeziębienia i chłody - kubek gorącego, prawdziwego kakao - polecamy, działa!

PS. jeśli komuś mało - można zrobić konkurs na najlepsze kakaowe wąsy, na najlepsze mruczenie przy piciu i zagrać w marynarza, kto zgarnie ostatnią dolewkę :)

Brunio siedzi w wannie i nagle zaczyna śpiewać gromkim głosem:

- nie pijemy wódki, nie pijemy wódki!*

Oniemiali, patrzymy na siebie z M., próbując zgadnąć skąd Bru, który już nie bywa na weselach, zna takie zaśpiewy. Po chwili przystępuję do śledztwa, okazuje się, że Bru usłyszał to na działkowej imprezie u naszych przyjaciół, na której świętowaliśmy ich siódmą rocznicę ślubu. Śpiewane to było raz, dla żartu, kiedy już dzieci leżały w swoich łóżkach, w dodatku było to ponad dwa tygodnie temu. Dziwimy się, jak niezwykła jest pamięć dziecka, zwłaszcza do takich zaskakujących piosenek. A ja, etatowy zamartwiacz, jakoś nie mogę pogodzić się, jaki wydźwięk ma słowo wódka w ustach dziecka:

M. - ale nie martw się, przecież Bru dobrze mówi: nie pijemy wódki - bo jej nie pije!

*dla nieznających - piosenka weselna, śpiewana po pocałunku pary młodej, "nie pijemy wódki, nie pijemy wódki, pocałunek był za krótki"

środa, 22 września 2010

Typowo jesienna codzienność: Brunio zaniemógł nieco na gardło, wiec korzystając z możliwości zatrzymaliśmy go w domu na parę dni, żeby się wygrzał i wykurował. I ten chłopak, który jeszcze dwa tygodnie temu wołał przed przedszkolnymi drzwami "nie chcę tu być", teraz nie może się doczekać, kiedy wreszcie do niego wróci. "Dlaczego ja dzisiaj nie mogę pójść do przedszkola?" dopytuje, ale tyle jest w nim chęci, że jutro nareszcie prawdziwy przedszkolak pomaszeruje do swojej grupy.

Hania też wpasowała sie w swoje miejsce, ma przyjaciółkę, z którą się chichoczą i gadają na najważniejsze tematy. Po godzinach zaś wynalazłam jej lekcje baletu w naszej dzielnicy, w klubie osiedlowym. Ku radości Hani wciągnęłam w to jeszcze i Basię, siostrę prawierodzoną i szczęście jest pełne. Oczywiście, obiecują, że będą chodzić, podoba im się bardzo, Hania nie może tylko przeboleć, że to tylko raz w tygodniu. W inny dzień ma jeszcze kółko plastyczne, ale to w zerówce i bez Basi. A ja wzdycham, ze nie ma tu zajęć z hip-hopu czy innego dynamicznego ruchu, bo akurat balet to nie jest to, do czego moja silna i sprawna dziewczyna, mistrzyni figur na trzepaku i potrafiąca utrzymywać się wisząc na samych rękach parę minut, jest stworzona. Ale dobre i to.

Zajęcia dla Brunia w pobliskim domu kultury rozpoczynają sie w trakcie drzemki poobiedniej. I żeby nie było - przeznaczone są właśnie dla dzieci w wieku przedszkolnym. Zapowiada się na to, że Brunio karierę gwiazdy musi jeszcze odłożyć do następnego roku - chociaż bardzo by już chciał występować.

Ja za to złapałam chrypkę, tak praktyczną, że wystraszyłam nagabującą mnie panią z banku - myślała chyba, że rozmawia z mężczyzną i rzuciła słuchawką, nawet nie spróbowawszy wcisnąć mi karty kredytowej :) W domu susza się pomidory, podobno śliwek nie ma, przy łóżku czeka na mnie książka k.Stockett, której nie mam czasu czytać.

A z nowości, z ciekawością zaobserwowałam ostatnio pojawienie się programu społecznego ze szkoleniami dla rodziców. Jeszcze nie wgłębiałam się w szczegóły, ale sama idea podszkolenia rodziców w trudnym procesie wychowywania jest godna uwagi. www.madrzy-rodzice.pl 

czwartek, 16 września 2010

Rozmawiamy z Hanią o żabach, księciach i całowaniu, Brunio przysłuchuje się:

Ja: Haniu, ale Ty chyba nie chciałabyś odczarować teraz księcia przez pocałunek, nie chciałabyś mieć jeszcze męża, prawda?

Hania (z przekonaniem) - o nieee!

Bru: Haniu, a może to ja będę Twoim księciem a Ty będziesz moją żoną?

PS.Hania oczywiście bardzo chciałaby mieć Bruna za męża, ale wie, że nie można. Nie wie tylko dlaczego nie i o to właśnie mnie dopytywała. I jak tu dobrze wytłumaczyć, nie zahaczając o temat genów, kazirodztwa i dziedziczenia? Stanęło na tym, że zwyczajowo tego się robi. A może macie lepsze pomysły?

wtorek, 14 września 2010

Korzystając z pięknej pogody, po moim powrocie z pracy łapiemy rowery i jedziemy na wycieczkę rowerową do lasu. Przed wyjściem podgryzam głodna parówkę, po chwili o parówkę proszą i dzieci.

- Brunio, ale parówka może być tylko na zimno albo wcale. Spieszymy się, żeby zdążyć póki jest jasno.

Brunio: to poproszę Mamusiu o wcale.

poniedziałek, 13 września 2010

Pora nadrobić zaległości i zamieścić parę słów o Bruniu, który to w tym roku rozpoczął karierę przedszkolną.

Miałam mieszane uczucia, jak poradzi sobie mój synek w nowym dla siebie miejscu? Z jednej strony znał wcześniej przedszkole, Ciocię, która się nim będzie zajmować (to była Ciocia przedszkolna Hani), jest otwartym chłopcem, który bardzo potrzebuje towarzystwa, zabawy, lubi jak coś się dzieje. Z drugiej strony wiem, że to mały wrażliwiec, potrzebujący dużo czułości i mądrego prowadzenia, współpracy i kompromisu - łagodnej osobie może wejść na głowę, przed zbyt wymagającą sie zamknie.

Początki były mieszane. Pierwsze dni to euforia, Bruno nie chciał wracać do domu, chciał został w przedszkolu jak najdłużej. Kamień spadł z serca. Ale z biegiem dni przedszkole straciło urok nowości, dzieci przed i w sali na powitanie stanowiły niezgrany chór ryczący i zawodzący w sposób, że Stallone miałby złamane serce, a co dopiero trzylatek. Mama mówi, że będzie fajnie, a tu wszystkie dzieci ryczą, to chyba coś jest nie tak?

I tak to Brunio doszedł do wniosku, że "nie chce tu być". Odstawianie go, chociażby i docierał do przedszkola w uśmiechach kończyło się łzami i wzrokiem zranionej i zdradzonej sarny. Na nic moje opowiadania, wsparcie - płacz był nieunikniony.

Poprosiłam o wsparcie M. i tu o dziwo zaskoczyło. Ambitny przedszkolak postanowił, że "dzisiaj nie będę ryczał". Czwartek i piątek przeszedł pogodnie, a w weekendowe poranki Brunio dopytywał się, dlaczego dzisiaj nie idzie do przedszkola?

Dzisiejszy poranek postawił kropkę nad "i". Bru śpiewał w szatni wymyśloną przez siebie piosenkę, a po przyjściu do sali wskoczył prosto w otwarte ramiona Cioci Ewy.

Śpiewa sobie pod nosem "jestem sobie przedszkolaczek", zdobył w ciągu ostatnich dwóch miesięcy mnóstwo nowych sprawności, tak jakby był o rok starszy. Jednym słowem dużego chłopaka mam pod nosem.

Tylko moja pępowina wciąż krótka, Bru wciąż jest dla mnie maluchem, którego trzeba ochronić przed światem, utulić. Trzymam się dzielnie, ale to trudny proces - dorastanie naszych dzieci. Do świata i od nas, dla siebie.

Zostałam zaproszona przez Dorotkę, mamę Trusi do napisania o moich 10 ulubionych rzeczach/czynnościach. Łatwo nie będzie, ale spróbuję. Nie wiem czy tego już nie pisałam, ale w sumie myślenie o przyjemnych rzeczach jest...miłe :)

1. Dobra, mocna kawa z bitą śmietaną - bez kawy nie wyobrażam sobie życia, codzienności, egzystowania wśród frontów niskiego ciśnienia, niewyspania czy też innych kryzysów energetycznych. Bita śmietana to taki ekstrawagancki dodatek, serwowany parę razy do roku, ale niech będzie.

2. rozmowa z przyjacielem - po prostu niezastąpiona

3. dobra, wciągająca książka - czyli od czego jestem naprawdę uzależniona :) Ostatnio przeczytana i polecana to "Ja jestem Halderd" Elżbiety Cherezińskiej. Rewelacja!

4. Bycie na luzie ze swoimi dzieciakami i mężem - bez spieszenia się, świadomości, że coś trzeba, że ktoś coś musi, tylko po prostu bycie gdziekolwiek poza domem, bez zegarka.

5. Adrenalina, wyzwania i inne takie - przyznaję, uwielbiam pokonywać siebie, przepaście, głębiny, ograniczenia i strach. Kocham przestrzeń i wszystko co się z nią wiąże jest dla mnie uzależniająco przyjemne.

6. sałata i pomidory - absolutny must have :)

7. odkrywanie, zwiedzanie nowych miejsc, w których mnie jeszcze nie było

8. sen - jako matka nie muszę tłumaczyć dlaczego :) mam go w tak ilościach deficytowych, że wciąż jest na liście pobożnych życzeń. Ale tak prawdę mówiąc, szkoda mi na niego czasu, tyle jest do zrobienia.

9. taniec. Wyzwalający, emocjonalny, wesoły, smutny - jakikolwiek, ale koniecznie obecny w codzienności.

10. A z dawnych czasów uwielbiam pisać w nocy. Odnalazłam ostatnio, podczas porządków wielkie segregator, a w nim moje opowiadania, nic ciekawego, ale ile w nich emocji, przeżyć, ile przyjemności miałam podczas ich pisania. Pamiętam ciche, ciemne noce i ja siedząca nad kartkami, tworząca dramatyczne historie z wypiekami na twarzy. To były czasy :)

piątek, 10 września 2010

Jedno z moich ulubionych powiedzonek Brunia:

- leni mi się!

Nie leni Wam sie czasem?

czwartek, 09 września 2010

Kochani, bardzo dziekuję za wyrazy wsparcia. Najnowsze wieści co do zerówki:

1. Primo, bo najważniejsze - Hania jest zadowolona, podoba jej się. Ufff!

2. Nastąpiła zmiana - dzieci mogą wychodzić w grupach na siusianie, nie tylko na komendę.

3. Ktoś przychodzi po dzieci i zabiera je na stołówkę, Hania zjada je w całości (jest tylko jedno danie).

4. Kolejne punkty-zarzuty się pojawiają, ale zapisujemy i szykujemy się na zebranie za tydzień - szczególnie będzie walczyć o obiecaną świetlicę. Niezadowolonych rodziców jest bardzo dużo, więc zobaczymy, co z tego wyniknie.

5. Moja kochana rodzina wynalazła miejsce w zerówce w jakimś innym przedszkolu, ale na razie nie chcemy Hani przenosić - tu w zerówce ma swoje swoje przyjaciółki, a przeniesienie jej do zżytej grupy, w której nikogo nie zna byłoby pewnie dla niej znacznie większym szokiem. Poza tym okazało sie, że jednak jakieś zajęcia w zerówce dzieci mają.

6. Oby już było lepiej!

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru