niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 27 września 2007
Wkrótce po wyjściu z przedszkola przytulam, całuję Hanię i mówię:
Ja: Wiesz Haniu, ja jestem z Ciebie bardzo dumna, jesteś takim dzielnym przedszkolakiem, sama jesz, nie płaczesz. I Tata też jest z Ciebie bardzo dumny!
Hania: Taaak?

Tego samego dnia wieczorem. Akurat przyjechali dziadkowie. Hania podchodzi do mnie, patrzy uważnie i pyta:
H: Mamusiu, czy Ty jesteś ze mnie dumna?
Ja: Oczywiście Haniu
H: I Tata jest dumny?
Ja: tak!
Hania: I Ty Babciu jesteś dumna?
Babcia: no pewnie!
Hania: I Dziadek jest dumny?
Dziadek: tak!

Hania bardzo szczęśliwa chwyta swoją ukochaną kotkę zwaną Grubasą, całuje ją i mówi z emfazą:
- Grubasa! Jestem z Ciebie bardzo dumna!
Wychodzimy z przedszkola. Hania macha ręką i mówi:
- pa pa przedszkolu! Kocham Cie przedszkolu!
środa, 26 września 2007
czyli Hania latem na placu zabaw (już po obcięciu włosów)

wtorek, 25 września 2007
W dniu, w którym Bruno kończył 3 miesiące (17 września) wyglądał tak:

Przedszkole ma tę wielką zaletę, że dziecko uczy się w nim mnóstwa nowych rzeczy. Choćby i rodzice stawali na głowie, w przedszkolu i tak znajdzie się masa nowych zajęć, piosenek, które dziecko poznaje. I tak każdego dnia Hania śpiewa mi nowe piosenki:
- jestem sobie przedszkolaczek, nie marudzę, nie grymaszę ....
- trumf trumf misia bela, misia kasia konfacela...
- ... idzie wąż, idzie tez Marysia....

Jednakże ten chłonny jak gąbka umysł Hani nie ogranicza się jedynie do nowych piosenek .

W ostatnią niedzielę przyjmowaliśmy gości - była to para znajomych, która ma dzieci w podobnym wieku, tyle że ich starszę dziecię, chłopczyk, jest nieco młodszy od Hani i bardzo mało mówi. Moje dziecko mogło się więc popisać krasomówczo. I popisało się - w pewnym momencie, kiedy zapadła cisza, a wiec nastały odpowiednie warunki, rozległo się w pokoju:
- kurde!
Za pierwszym razem miałam jeszcze nadzieję, że sie przesłyszałam. Hania powtórzyła jednak powyższe słowo, widząc, że nie wywarło spodziewanego efektu:
- kurde!

No cóż, to efekty przedszkolnej wymiany kulturowej. Domyślam się, że to swoista giełda, na której zakazane słowa mają najwyższą wartość. Ciekawe jaką nową zdobycz przyniesie wkrótce Hania :)
piątek, 21 września 2007
Powiem na pocieszenie, że założyłam w domu Związek Zawodowy Matek, Żon i Gospodyń domowy i jako jej szefowa (a jednocześnie jedyna członkimi ;)) postawiłam postulał, że jeden dzień w tygodniu nie robię obiadu. A co! Dzisiaj wiec czeka mnie pizza! :)

Jednocześnie zastanawiam sie nad kolejnymi postulatami, wszelkie propozycje mile widziane. Marzy mi się pierwszy od paru miesięcy wolny wieczór od wszystkich obowiązków (konkretnie mówiąc wizyta na basenie), ale synek nie jest na to chyba gotowy (jego postulat brzmi: precz z butelkami, niech żyje mleczny biust!!!)
Ha! Jak tu nie wierzyć w zasadę odwrotności, znaną jako złośliwość losu. Ledwie pochwaliłam moją codzienność, jak jej składniki pokazały mi, co potrafią.

Po pierwsze córa, którą dla jej dobra odbieram wcześniej z przedszkola - tuż po obiadku.Chcę, żeby spokojnie się w domu wysypiała, póki jeszcze może, póki nie wróciłam do pracy. Otóż Hania postanowiła że spać nie będzie. Kładę ją do łóżka, mówimy sobie czule "słodkich snów", "śpij dobrze" a po moim wyjściu zapada cisza. Niedoświadczony człek mógłby uwierzyć, że zmęczone dziecko (po przedszkolu obowiązkowy długi spacer najczęsciej po lesie) zasnęło snem sprawiedliwych. Niestety! Kiedy czujna niczym radziecki szpieg przychodzę po 20min słyszę szybki tupot stóp, po czym świadoma swych win dziewczyna chowa sie pod kołdrą. Po chwili okazuje się, że zawartość pokoju (tj. większość zabawek) została spakowana do trzech pojemników, na końcu tej górki leżą pięknie poukładane majtki, wyjęte z pobliskiej komody - majtki to nowa pasja Hani. Samo dziecko jest ubrane w ...letnią sukienkę i jest bardzo z siebie zadowolone. Pokrzykuję wiec groźnie, przebieram i pakuję dziecko znowu do łóżka. Niestety, kiedy przychodzę po kolejnych 20 min, Hanka biega ubrana w same majtki (inne niż przed 20 min) i skończyła właśnie chować całą pościel do pojemnika na zabawki. Zabawki zaś tworzą w pokoju pociąg.
Można tu się pokusić o radę, żeby dziecka nie kłaść spać. Niby tak, ale Hania wciąż potrzebuje pewnej ilości snu w ciągu dnia, gdy jej zabraknie, zaczyna się marudzenie, wycie, humorki czyli trudno z nią wytrzymać. Melisa zaś powoduje, że jeszcze bardziej chce mi się spać.

Po drugie szczepienie Bru. Sam Bru (aż boję sie go chwalić) to spokojny chłopczyk i nie nastręcza mi większych problemów - czasem pomarudzi, mało śpi, ale wiadomo - niemowlak. Niestety, walka z jego szczepionką znowu doprowadza mnie na skraj załamiania. Najpierw okazuje się, że w przychodni nie ma dla niego szczepionki (chociaż zapewniano mnie że jest). Dostaję szansę - jeśli zakupię w aptece szczepionkę w ciągu godziny, to łaskawa lekarka go jeszcze zaszczepi. Lecę więc przez całą dzielnicę z wózkiem, z wywieszonym ozorem, żeby zdążyć .Jest apteka! Niestety, szczepionki niet. Kolejna apteka za kilometr. Pędzimy z Bru, który ze stoickim spokojem przygląda się mojej szamotaninie. Wpadamy do apteki, tam okazuje się, że ta szczepionka jest wstrzymana do sprzedaży, są jakieś do niej zarzuty. Cholera, co teraz? Nie szczepić? Biegniemy z powrotem do przychodni. Lekarka aż nie chce mi wierzyć, ze szczepionka jest wycofana, bo jeszcze dzisiaj nią szczepiła (!). W końcu wraz z inną doktorka postanawiają zamienić kolejność szczepionek, żeby mały dostał na czas odpowiednią. I teraz cholera nie wiem, czy to dobrze czy nie, ja mam sie nie martwić. Żałuję, że sie nie znam, mam ochotę pójść na pediatrę tylko po to, żeby ustrzec moje dzieci przed konowałami. Synek za to znosi to nadzwyczaj spokojnie, już po wyjeciu igły jest całkiem pogodny.

W domu -wiadomo - porządki to hydra, której przy obcięciu głowy wyrastają dwie kolejne. Im więcej sprzątnę - tym większy zastaje bałagan. Im więcej ugotuję - tym większe zmywanie mnie czeka. Im szybciej uprasuję kolejne sterty ubrań - tym szybciej można zrobić kolejne.

Stop! Ufff, musiałam się wyżalić, a to jeszcze nie wszystko, nie o wszystkim mogę pisać. Oby do weekendu! :))
wtorek, 18 września 2007
Kiedy dnie spędzam z dziećmi i z samą sobą, nie mogę nadziwić się, jak bardzo ta rzeczywistość różni się od tej, która na mnie czeka. To jakby inny, równoległy świat, zatrzymany w kadrze zdjęcia. Podczas mojego dnia jest czas na codzienność. Mogę złapać w ręku babie lato i zapatrzyć się na spadający deszcz, mogę posiedzieć na kanapie jedząc spokojnie śniadanie i wymieniając uśmiechy z moim synkiem, mogę usłyszeć od córeczki nową piosenkę. Moje dni nie są wolne od zmęczenia, rutyny, chwil, kiedy mam dość - ale mam świadomość, że to co robię jest ważne. I prawdziwe, a przede wszystkim warte pracy.

Kiedy myślę o całej biurowej bieganinie, odnoszę wrażenie że to jakaś gra. ten ciągły wyścig z czasem, konkurencją, stres na dzień dobry i wyciskanie z siebie ostatnich sił na do widzenia. Miesiąc później zaś nikt już nie pamięta o tym co było, o sukcesie i porażce. Nie pamięta, bo to nie jest ważne.

Kiedy więc moja codzienność może wydać się komuś banalna i nudna - nic bardziej mylnego. To jest właśnie życie. To, że mam teraz na nie czas, cieszy mnie. Staram sie nie myśleć o styczniu, kiedy to wrócę do młyna, do walki z czasem. No nic, jeszcze mam trochę czasu...
Mój Syn rozgadał się nieco. Siedzi sobie w swoim leżaczku i nawija. Nie to co Hania - on mówi krótko, zwięźle i na temat (typowy facet, można by powiedzieć). Ostatnio parę razy udało nam się wyróżnić te same wyrażenia, a więc:
buułaaa - czasem towarzyszy temu wyciągnięcie języka, I ma chłopak rację, ile można pić tylko mleko i mleko, ale cóż, na inne rozkosze podniebienia musi jeszcze poczekać.
mamamaa - wiadomo, kto w rodzinie jest najważniejszy ;))

Córa za to wchodzi do naszego ulubionego sklepu i woła od progu: Dzień Dobry! Woła specjalnie tak głośno, żeby usłyszał ją caały personel sklepowy (a sklep mały nie jest). W odpowiedzi słyszy chór odpowiedzi, co ją niezwykle uszczęśliwia. Po zapłaceniu mówi Dziękujemy Bardzo zaś gdy wychodzimy znowu w sklepie rozbrzmiewa gromkie "Do Widzenia!". Kiedy zaś młoda kasjerka zajęta była rozmową i nie zauważyła pożegnania od małej dziewczynki, Hania niezrażona spojrzała na nią i powiedziala patrząc na nią "Do widzenia!!!'. Na szczęscie tym razem doczekała sie odpowiedzi :)
poniedziałek, 17 września 2007
W dniu dzisiejszych mój mały chłopczyk kończy 3 miesiące. Kurcze, ale ten czas leci, jak sobie pomyślę, że będę musiała go zostawić i wrócić do pracy to zalewam się łzami, taka ze mnie zakochana mamusia :)) Ale wracając do solenizanta to:
- Bru łapie zabawki na macie i na specjalnym pałąku doczepionym do leżaczka. Jak coś mu nie wychodzi to złości się, poza tym "gada" z zabawkami (zwłaszcza z kierownicą na pałąku :)
- śpi od ok.20:30 do 8/9 rano z jedną przerwą koło 6 rano
- uśmiecha się, ale nie śmieje się na głos, mruczy po swojemu ale rzadko, narzeka
- uwielbia rozglądać się boki, siedziec na kolanach oparty plecami o mój brzuch, ukradkiem zerkać w telewizor, wodzić wzrokiem za siostrą.
- na spacerach podziwia drzewa oraz wszystko co widać z gondoli z podniesionym lekko oparciem.
- jest spokojny i poważny, ale do mamy potrafi się przepięknie uśmiechnąć
- zjada mleko z piersi co jakieś 2-3h, po mału ustala się cykl dnia
- śpi dwa razy w ciągu dnia, lub rozkłada to na raty, raz ok.40min -1 h rano a po popłudniu od 2h, czasem przyśnie na spacerze
- lubi się kąpać, nie mogę się doczekać wizyty na basenie!
- jest duży i silny ale ile waży i mierzy dowiem sie za parę dni.

Dopisek z 20.09. Bru waży ok. 6950 g.

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru