niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
środa, 31 sierpnia 2011

Kończą sie wakacje, jeszcze nikt nie śmie wymawiać słowa na "j", ale szkoła za pasem. Zaroiło sie wiec sąsiedztwo od dzieci, które wróciły z wakacji i od razu zrobiło się wesoło.

- dziewczyny, macie wystarczającą ilość amunicji?

- przerwa, przerwa, muszę dobrać jarzębinę!

- i tak nie wygracie!

Hania, wraz z Basią i sąsiadką dokładnie w wieku Hani, prowadziła wczoraj "wojnę jarzębinową". Dziewczyny kontra chłopaki, każda grupa była zakółkowana, jedni na rowerach, inni na hulajnogach. Co chwila przejeżdzali z jednej strony chodnika na drugą, słychać było piski, potem pozamieniali sie środkami lokomocji, aż trudno było poznać kto jest kto. Cóż, robienie korali trzeba zostawić na jakieś spokojniejsze popołudnie.

A dzisiaj, korzystając, że jeszcze sa wakacje, moja córa zadzwoniła do mnie do pracy z pytaniem, gdzie są składniki, bo ona chce zrobić ciasto. Wszystko jedno jakie, ale prawdziwe, bo wieczorem urządza przyjęcie. Busia zdębiała i zbadla przerażona, że oprócz opieki nad dzieciakami, przyjada jakieś dzikie hordy gości do nakarmienia, którym w dodatku trzeba zrobić ciasto. Na szczęście przyjęcie odbędzie sie w Hani pokoju i głównie chodzi o sama organizację w ramach zabawy. A ja i tak mam przykazane, ze po powrocie mam z Hanią i Basią upiec ciasto, chociaż wczorajszy wieczór spędziłam na robieniu leczo w ilościach hurtowych, tudzież zupy pomidorowej i jeszcze mnie po tym bolą plecy. Cóż, może uda mi sie wykręcić babeczkami.

09:09, ingutka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Starsza siostra to bardzo ważna postać. Dzięki niej Bruno poznał literki, czyta ksiązki i robi masę innych rzeczy. Ostatnim dokonaniem było potajemne pomalowania sobie paznokcia na stopie wraz z połowa palucha,  na modny odcień miętowy. Hania ma pomalowane, dlaczego wiec i Bru miałby tego nie doświadczyć? Pękata butelka z wygodnym pędzelkiem wprost stworzonym do dziecięcych rączek kusiła, a wystarczyło tylko zaczekać aż Matka zmniejszy czujność, naiwnie wierząc, że młodsze dziecko, pocierające ze zmęczenia oczy, właśnie odpoczywa we własnym łóżku po obżarciu się obiadowym łososiem.

Biedna Matka musi potem trzy razy liczyć nogi wystajace spod koca, żeby upewnić się, że ta z zielonym paluchem to nie Hani, ani nie jej własna (bo jak, bo skąd Bru miałby mieć takiego palucha).

Ale Matce wszystko wynagradza reakcja obcych dzieci na wieczornym spacerze, no bo jak chłopec z po-ma-lo-wa-nym pa-z-n-o-k-ciem! i to na miętowy kolor!

czwartek, 25 sierpnia 2011

Dzieciaki wróciły, szkoła za pasem, w związku z tym zajęliśmy sie przygotowaniami w ramach "akcja szkoła". W końcu to Hani debiut w nowej szkole i w pierwszej klasie. Przejęta tym jestem na równi z Hanią, a w zasadzie wydaje mi się, że nawet znacznie bardziej. Przypominam sobie moje podekscytowanie w wieku 7 lat, kiedy nie mogłam doczekać sie rozpoczęcia nauki, rozpakowania kredek i farb...

Widzę, że Hania zmienia się. W przeciwieństwie do Brunia, który najchętniej wisiałby na mamie, ściskał, całował, Hania wchodzi już w nowe relacje. Szczerze sie uściska, ale krócej. Potrzebuje mamy do długich rozmów, ale też ciągnie ją dorosły świat, koleżanki, koledzy, samodzielność. Wczoraj udało mi się ją wyrwać od koleżanki z naprzeciwka i udałyśmy na miłą przejażdzkę rowerową w nieznane, ciekawe za jaki czas uzna, że zamiast z mamą jechać na rowerze, woli pobawić się z dzieciakami z sąsiedztwa w "agentuf" - jak pisze Hania, tym razem w gazecie dla dzieci, którą sama opracowała, podobną do świerszczyka, z opowiadaniem, licznymi zagadkami, miejscami do kolorowania, labiryntami, układankami nawet - i co ważne, wyszedł już jej drugi numer. Rola wydawcy/redaktora bardzo Hani odpowiada, aż sama gubi sie w swoich wizjach przyszłości. Wizja dorosłości wisi nad Hanią, w związku z tym pewnego ranka poprała ręcznie wszystkie stroje swoich lalek i powiesiła je na kaloryferze. Następnego dnia w ruch poszły jej własne bluzki, kłopot w tym, że z wykręcaniem Hania ma jeszcze kłopoty.

Dla mnie to taki czas pierwszych refleksji, że przecież ta mała-nie mała dziewczynka pójdzie kiedyś w świat i pewnie szybciej niż mi się wydaje. Za chwilę wciągnie ją nowy świat, a moja rola w jej życiu będzie sie zmieniać, ewaulować, ważne będzie każde słowo. Czasami zastanawiam się, jak to jest, że w filmach, w krytycznych momentach ludzie walą mądre kwestie, akurat ważne w tym momencie i przeknujące dzieci do swoich racji. Czy i ja będę umiała odpowiedzieć na każde trudne pytanie?  czy moja szczerość i mówienie z serca wystarczy? Na razie i tak jest ciekawie: "Mamo, a dlaczego jak zamknę oczy to widzę takie czarne plamy?".

niedziela, 21 sierpnia 2011

Notka, z przed paru dni, dzieci już w domu, ale notka warta pamięci.

Dzieci są u Dziadków, w związku z czym skazani jesteśmy głównie na kontakt telefoniczny. Codziennie wieczorem dzwonimy, albo razem albo osobno, i rozmawiamy o tym co się wydarzyło, co planujemy albo ogólnie o życiu.

Oczywiście jak się uda. Z Brunem, człowiekiem czynu porozmawiać jest równie prosto, jak z prezesem zusu. Po pierwsze Bru bywa zajęty i nie może w chwili obecnej rozmawiać (żeby nie było - wyrodni rodzice dzwonią, jak im wygodnie, a on od razu ma lecieć jak na skrzydłach), po drugie nawet jak rozmawia to wypowiada sie półsłówkami, żeby dać Ci do zrozumienia, że możesz przeszkadzać w jakiejś ważnej czynności, jak ganianie się po trawie w klapkach siotry. Po trzecie zaś to on na ogół pierwszy kończy rozmowę" muszę kończyć". Ożywił sie jedynie, kiedy zapytałam, jakie ciasto mam przywieźć w sobotę.

Z Hanią sprawa przedstawia się zgoła inaczej. Córka najchętniej zamontowałaby sobie słuchawkę razem z kamerą przy twarzy i w ten sposób mogła utrzymywać ze mną relację non-stop. "TVHania24.pl", najświeższe wieści i przemyślenia. Omawiamy wszystko, co się wydarzyło, planujemy najbliższe i dalsze wydarzenia, a to urodziny, a to rozpoczęcie roku szkolnego, a to bieganie, które Hania chciałaby zacząć, tak jak Tata. A to pies skaleczył sie w łapę, a to inne życiowe przygody. Lubię bardzo te rozmowy, Hania wydaje się w nich starsza niż w rzeczywistości, rozsądnie mi wszystko tłumaczy. Czasem zapomina, że mnie obok niej nie ma i mówi: mama czy Ty widzisz trochę to co ja?".

piątek, 19 sierpnia 2011

Za nami wakacyjne wojaże, na których Tajfuny po raz kolejny dały się poznać, jako niezrównani podróżnicy. Naprawdę podziwiam, jacy są dzielni, świadomi, że każda podróż w dalsze miejsca wymaga poświęcenia.

A w tym roku było wyjątkowo mobilnie i inaczej niż zwykle, bo inaugurowaliśmy wakacyjne kempingowanie w pełnym składzie, czyli spanie pod namiotem, robienie i zjadanie obiadu przy chybotliwym stoliku, bycie non-stop na dworze, także w deszcz, którego w tym roku nie zabrakło aż do przesytu. Do tego biwakowaliśmy w dwóch różnych krajach, klimatach, w różnych towarzystwach ( tzn. raz z, raz we własnym sosie tylko), przemieszczaliśmy się za to przez szereg innych krajów, aż dzieci nie wiedziały już, jak w danym kraju sie mówi dzień dobry.

Dla dzieciaków taki wyjazd ma same zalety. Na Węgrzech weszły w skład bandy dziecięcej i znikały na całe dnie, przychodząc na jedzenie. Zjadały co podleci, czy to zupę gulaszową czy pasztet z polski. Mieszkanie w namiocie to bycie non-stop na dworze, wiec niczym małe szczeniaki wykorzystywali to w pełni, penetrując teren, organizując zabawy, podchody czy też wieczorne latanie z latarkami. Pogoda nie miała dla nich znaczenia - przy deszczu ja pomstowałam, że znowu pada, oni nakładali najlżejsze cienkie ortaliony, klapki na bose stopy i ruszali w drogę. Do tego dodajmy liczne wyprawy na baseny termalne, zwiedzanie miasteczek, pyszną kuchnię węgierką a przede wszystkim cudowne towarzystwo i już sie robi dobrze.

Druga część to dla odmiany ciepła Chorwacja. Tu Tajfuny zaanaktowały morze. Widzę, jak zmieniają się, jak dorastają. Hania, kiedyś włażąca do wody bez względu na okoliczności, teraz uważnie rozglądała się, czy nie ma jeżowców, czy kamienie duże, potrzebowała chwili czasu na wejście do wody. To już taki 7-latek, świadomy bardziej tego co się dzieje. Brunek, kiedyś zachowawczy, teraz szalał na całego. Każdy dzień przynosił postępy, jak na przykład szaleńcze skoki do wody, pod koniec Bru właził bez rękawków w zalewające go słone fale i tylko się śmiał. Jak zwykle dzieciaki same kupowały sobie lody i ochoczo uczyły się nowych słów po chorwacku. Mieliśmy też szaloną wyprawę wąskimi drogami lawendowej wyspy, zwiedzanie tajemniczych miejsc, a wszystko zleciało strasznie szybko, aż żal było wracać.

i znowu nadchodzi czas suszenia pomidorów, wrzosów przed domem, jesiennych klimatów, chociaz Tajfuny jeszcze nie oddają pola i szaleją na całego u Dziadków. W końcu to ostatnie dni lata, zanim wróca do szkół i przedszkoli.

08:59, ingutka
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 sierpnia 2011

Brunek rozmawia z Babcią przez komórkę. W końcu dochodzi do wniosku, że musi biec do Hani, która jest na dworze, wiec dyplomatycznie mówi:

- Babciu, muszę kończyć, bo mi tu zasięg cośtam.

**************************************************

Hania: Brunio, Ty powinieneś...[...]

Bruno: Chyba żartujesz? nie sądzę.

Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru