niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
piątek, 13 sierpnia 2010

W tym roku, korzystając z nieuniknionej nieobecności Tajfunów, a w związku z tym wolnych wieczorów, postanowiłam wreszcie zrobić coś dla siebie. Padło na realizację mojego wieloletniego marzenia, ale przyznaję się, że bez interwencji mojego M. który wynalazł kurs, termin i postawił mnie przed propozycją niedoodrzucenia, by się odbyło. Ale fakt faktem, zapisałam się na kurs prawa jazdy kat.A w celu zdobycia uprawnień do prowadzenia wymarzonego motocykla.

O swoich odczuciach z tym związanych mogłabym napisać książkę. Motor zawsze gdzieś tam siedział w mojej głowie, sam widok pędzącego ulicą motocykla porusza we mnie strunę w środku, dziwną tęsknotę i myśl "ja też tak chcę!!!". Ale oczywiście nic nie jest tak proste, jak sie wydaje. Zwłaszcza, że de facto nigdy na takowym sprzęcie nie siedziałam, poza jedną wycieczką jako plecak, z której wróciłam oszołomiona prędkością, z żarem w oczach niczym student na widok wpisu w indeksie. Ale od czego posiada się na karku ambicję i postanowienia, że dam radę! I ta siła, która gna mnie do przodu, żeby widzieć i umieć więcej. Zapisałam się wiec na kurs z dumną miną, chociaż w środku cała drżałam z nerwów. Czy dam radę?

Zajęcia teoretyczne:

Moja ulubiona część to wykład na temat jak prowadzić motocykl. wszystkie czynności podane jedna po drugiej po to, żeby wpędzić kursanta w przekonanie, że nigdy sobie z tym nie poradzi.

Pierwsze zajęcia praktyczne:

Późny wieczór i duży motor. Tu sprzęgło, tu hamulec, tu gaz, powtarzam pod nosem, żeby nie pomylić. Czy ja naprawdę dam radę na czymś takim jeździć? Ręce drżą, w gardle gula, głowa boli mnie strasznie, ale ruszam przez plac. Pierwszy raz dobrze, za drugim razem moja dłoń o rozmiarze XXXS sięgając do hamulca łapie manetkę od gazu. Motor z rykiem przewraca się, a ja myślę, że gorzej już być nie może. Wstyd, obciach, na szczęście instruktor mówi, że to zdarza się, ćwiczę więc dalej - w końcu dobrze jest odbić się od dna. Jadę, staję, ale czuję się, jak na rodeo, jakbym siedziała na rozpędzonym byku i trzymała go za róg. Zwierzak niby się mnie słucha, ale wystarczy chwila nieuwagi, żeby poniósł mnie daleko. W myślach "i skąd Ci ten motor przyszedł do głowy, po co Ci to było" z zaklęciem "dam radę, muszę dać radę, przecież tyle ludzi jeździ na motorach, dam radę!" . Złażę sztywna, obolała, ale też i lekko zadowolona -przeżyłam! Wolę nie myśleć, co będzie dalej. Wciąż nie mam przekonania, że naprawdę sobie poradzę.

Drugie zajęcia praktyczne:

Wcześniejsza pora, dostaję na początek lżejszy motor (125). I to ja rozumiem, teraz to jest jazda! Dostaję ósemki do zrobienia, wychodza mi od razu, postanawiam, że nie oddam tej maszyny, ona jest dla mnie stworzona! Ale nie ma wyjścia, dostaję z powrotem większą (250) i o dziwo też mi dobrze idzie. Kręcę ósemki, kręcę głową i czuję, że mam szanse stać się w dalekiej przyszłości motocyklistką. Daleko mi jeszcze do panowania nad maszyną, ale czuję, że za nami zapoznawcza herbatka i że dziki byk zmienił sie ogiera, którego niebo łatwiej będzie ujeździć. Kręcę ósemkę, za ósemką, instruktor chyba zapomniał o mnie, mdli mnie, ale ćwiczę orientację, kręcę głową, przechylam się po raz kolejny i znowu ósemka za ósemką. Mam dość. W końcu z ulgą złażę z motoru, koniec zajęć. Mam obiecaną naukę zmiany biegów na następnych zajęciach.

Trzecie zajęcia praktyczne:

Najpierw rozgrzewka, fikam sobie po placu i przypominam co i jak. Koło mnie krążą inni kursanci, łatwo nie jest, bo co chwila wpadamy na siebie a ja jeszcze nie potrafię błyskawicznie hamować, Na szczęście obywa się bez kolizji. Instruktor bierze mnie na motor 125 i uczy zmiany biegów: jedynka, dwójka. Wydaje mi się, że nie zapanuję nad tym, ze strachem wsiadam na motor, a po chwili z sercem na ramieniu stwierdzam, że to ...proste! brakuje tylko pola do rozpędu. Wychodzi mi dobrze, dostaję większy motor, przez pomyłkę wrzucam trójkę zamiast dwójki, ale nic to -dostaję w końcu zgodę na jazdę najdłuższym pasem i to na trójce. Podkręcdam manetkę, jedynka, dwójka, trójka, pędzę po raz pierwszy raz sama i wreszcie: czuję moc! to jest to! Maszyna mknie, niechętnie ustosunkowując sie do moich świadomych komend, sprzęgło, zakręcam gaz, bieg, manetka i mknę. Chociaż przez tę krótką chwilę wiem, że warto było! Złażę z motoru, plecy mnie bolą, nogi drżą, dłonie czerwone, poobcierane i spuchnięte od ćwiczeń, ale uśmiech na twarzy mówi wszystko. Dumnym krokiem opuszczam plac i myślę sobie "dałaś radę!" Nawet jeśli najtrudniejsze przede mną, to na razie dajesz radę."  

C.d.n.

PS. Hania jest zafascynowana temat realizacji przeze mnie marzenia i jazdą na motorze. Śledzi pilnie postępy i pyta się, jak mi idzie. Porozmawiałyśmy też o marzeniach, że warto je realizować, chociaż czasem trzeba na to bardzo długo czekać. Hani marzenie: wracać samej ze szkoły.

Motocyklistka in spe :)

czwartek, 12 sierpnia 2010

- Hanusiu moja, dzisiaj koniecznie musisz obserwować niebo późnym wieczorem. Dzisiejszej nocy z nieba będą spadały gwiazdy, a spadająca gwiazda może spełnić życzenie. Jeśli taką gwiazdę zobaczysz, szybko pomyśl sobie jakieś życzenie, kto wie, może sie spełni.

- Mamusiu, a to nie będzie deszcz meteorów?

piątek, 06 sierpnia 2010

Skoro świt zerwał mnie dzwonek telefonu. - Halo? Halo? A tam cisza. Po paru nieudanych połączeniach, kiedy próbowałam zmrużyć oczy chociaż na chwilę (przecież do budzika jeszcze 45min), w końcu rozmówca połączył się i poinformował mnie o problemie. Niestety, Busina ręka to obraz nędzy i rozpaczy, spuchnieta, może i złamana, w związku z tym Dziadkowie, u których to moje Tajfuny odpoczywają, muszą jechać do lekarza, pytają więc, czy mogą mi podrzucić do pracy moje dzieci na czas pobytu w przychodni. Pewnie, że mogą, bo jak inaczej?

 Moi mali goście byli przeszczęśliwi. Wizyta u mamy to lepsze od disneylandu, przynajmniej tak im się to wydawało. Wszystko było nowe, piękne schody i te cudowne drzwi obrotowe! Na moje szczeście trafili na spokojniejszy okres urlopowy, dostali wiec swój stolik, kredki i kartki i kolorowanki. Jednak apetyt mieli znacznie większy niż jakieś tam rysowanie. Bruno wpakował mi się na kolana i po uzyskaniu zgody zaczął "pracować na komputerze". Wystukiwał rytmicznie literki, zadowolony z rezultatu pracy. Zapiski te, jako list zostały wysłane do M. Gdy ten oddzwonił do syna niestety nie mógł porozmawiać, Brunio poinformował go, że chciałby porozmawiać, ale jest zajęty, bo pracuje. Przykład idzie z góry :)  

Na szczęście zbliżała się pora obiadowa, Tajfuny wiec ruszyły wraz ze mną w teren do pobliskiej jadłodalni. Świat jest taki interesujacy. - mamusiu, a czy tam jest zimno? dlaczego Ci ludzie chodzą w fartuchach? mamusiu, a co to jest stołówka i z czego się składa? a dlaczego nie ma tu taty, skoro jest dla niego miejsce przy stoliku?

Po obiedzie Tajfuny rozpoczęły ekspansję towarzyską. Szczególnie Bruno przypadł do gustu żeńskiemu personelowi mojej firmy.

X: jak się nazywasz, bo ja jestem X?

- ja jestem Bruno. A Ty ile masz lat?

X: oj stara jestem. A jak myślisz, ile mam lat?

B: hmmm..........dziewięć? 

z takim komplemenciarzem to można rozmawiać :)

Było wesoło, nie powiem, stresowałam się, bo wiadomo, z dziećmi w pracy różnie bywa, przekonanie 3-letniego syna o donośnym głosie o tym, żeby był cicho jak myszka to jak przekonanie ptaka, żeby nie latał (mamusiu, ale myszki to robią pipipi, czy ja też mam tak robić? ). Na szczęście mam kochane dziewczyny w pracy, które pomogły mi w opiece i zajęły się dzieciakami. Na koniec były spontaniczne pożegnanie z ciociami, buziaki i umawianie na kolejne spotkanie:

Y: - Brunio, przyjdziesz do mnie jeszcze kiedyś?

B: (patrz na nadgarstek w miejsce zegarka i marszcząc brwi): hmmmm....za trzy dni!

Dziewczyny stwierdziły, że dzieciaki są świetne i grzeczne i muszą jeszcze kiedyś przyjść.

PS. Busia ma złamane kostki w prawej ręce, z przemieszczeniem i zerwane ścięgna oraz potężną opuchliznę :( z ręki nie moze korzystać

PS2. Historia z wizyty nad stawem. Hania złapała malutką.

 żabkę, jest nią zachwycona.

Hania: mamusiu, ja ją głaszczę!

Ja: no dobra, tylko jej nie całuj, bo zamienisz się w żabę ;)

Brunio: to wtedy Hanię będziemy głaskać!

poniedziałek, 02 sierpnia 2010

Teraz, kiedy dzieciaki lwią część czasu spędzają na wakacjach u Dziadków, mogę dopiero spojrzeć na nie z dystansu. I zadziwia mnie, jak szybko czynią postępy, jak sie zmieniają. Wydaje mi się, że ledwie na chwilę zamknę oczy, odwrócę sie w inną stronę, a każde na swój sposób sie zmienia. U Bruna są to zmiany dynamiczniejsze, ale nie znaczy to, że Hania stoi w miejscu.

Brunio rozszerza swoje słownictwo, mówi pięknymi zdaniami, wciąż zaskakuje nas nowymi frazami i przemyśleniami. Chociaż wydaje sie być przebojowym chłopcem, niezły wrażliwiec z niego. Przeżywa świat na swój sposób, a czego nie potrafi zaakceptować, zrozumieć - odreagowuje w nocy. Idąc za wzorem ambitnej Hani, pedałuje całe dnie na swoim rowerku. Największą jednak niespodziance sprawił swojej mamie i babci - nagle odkrył, że może zjadać mięso - kotleciki, kiełbaskę z grilla. Mniej grymasi, bo do biegania potrzebne jest paliwo, które spala w trybie ciągłym.  

Hania ćwiczy zacięcie jazdę na rowerze, dokumentuje wydarzenia w formie rysunków. Nie przestaje tworzyć różnych przedmiotów z papieru, kleju i innych dostępnych przedmiotów. Codziennie zaklinamy rzeczywistość zaklęciami na zasypianie. Hania zaś żyje 1/naszym planowanym wyjazdem do Chorwacji 2/pójściem do szkoły - chociaż to zerówka to jednak szkoła, marzy o tornistrze, piórnik dostała już od Babci. Samodzielność bardzo ją pociąga, sama już robi kanapki i drobne prace kuchenne. na szczęście nie przestaje być tą kochaną, słodką dziewczynką.

Ulubione nowe powiedzenia:

- sos pomidorowo-mocno czosnkowy - "łaskocze w język"

Ćwiczenia nowo podsłyszanych powiedzień u dziadków :

Bruno: - O matko boża!

Hania: Brunio, nie mówi się boża, tylko matko boska!

Wpada do nas na chwile z wizytą Busia, Brunio-Gospodarz dawno jej nie widział, wiec wita wylewnie, całuje, bierze za rękę prowadzi do domu i mówi:

- Chodź, pokażę Ci moją rodzinę! To jest Hania, to mój plecak, tam jest Tata a tu Mama!

Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru