niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
środa, 30 lipca 2008

Rozmawiamy z Hanią o wszystkim i o niczym. W końcu Babcia woła Hanię na obiad.

H: będę jadła zupe - pomidorową!

JA: Ale super Haniu, ja też bym chciała, też jestem głodna.

H: No tak, Mamusiu, ale u Ciebie w pracy to są tylko same herbaty, nie ma jedzenia. Mamusiu, musisz pamiętać, zeby sobie kanapke przynieść do pracy, żeby mieć co jeść.

J: Tak wiem, Haniu, dzisiaj Twój Tatuś zrobił mi kanapkę do pracy, wiec mam co jeść.

Hania: A dlaczego sobie sama jej nie zrobiłaś?

(bo rano jestem nieprzytomna plus trochę leniwa ;)

****

Hania: Mamusiu, a ja Ci powiem, kogo najbardziej kocham na świecie. Wiesz kogo?

Ja (zamarłam przy słuchawce)

H: Nie Ciebie i nie Tatusia, wiesz? Najmocniej na świecie kocham Brunia, bo on jak mnie widzi to sie cieszy, biegnie do mnie i mnie przewraca. Jego kocham najbardziej!

(Brunio szczęściarz, nie ma dwóch słów, szkoda tylko że o tym nie wie ;) Ciekawe ile potrwa ta miłość).

''Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada,
lecz przez to, kim jest; nie przez to co ma,
lecz przez to, czym dzieli się z innymi''.

To o mojej mamie. I jej dedykuję.

wtorek, 29 lipca 2008

Ostatnio po raz kolejny zwróciłam uwagę, że ludzie bardzo obawiają sie oryginalnych imion. Boją się przede wszystkim, co powie na to otoczenie, koleżanki w pracy, panie w przychodni rejonowej. Martwią się, jak dziecko odnajdzie się ze swoim imieniem wśród rówieśników. Czy imię nie będzie powodem do drwin?

Wystarczy jednakże, że jedna znana osoba nosi jakieś wyjątkowe, najbardziej oryginalne czy dziwne imię a już nikt nie powie, że to śmieszne. Czy ktoś naśmiewa się z Ebiego Smolarka? Jeszcze nie tak dawno Zofia zarezerwowana była dla staruszek, a po serialu o idyllicznych lekarzach imię to znajduje sie w pierwszej dzieciątce! Apoloniusz Tajner?

Myślę, że oryginalne imię dodaje tylko lekkiego uroku. Samo imię, jeśli nie jest wyjątkowo obraźliwe czy też udziwnione, nie będzie powodem drwim. Bo nawet z chłopca o popularnym imieniu można się śmiać i przekręcać jego imię a osoba lubiana nadaje nawet najoryginalniejszym imionom wyjątkowy smaczek. Coś o tym wiem, bo niewiele jest moich imienniczek.

Pojawiają sie czasem pytania o imię Synka. Co to za imię i dlaczego właśnie takie? W wielu oczach widzę dezaprobatę pt. co też oni wymyślili. Mam też pytania jak to imię się nosi?

Bruno. Piękne i proste męskie imię. Imię silne i mocno brzmiące. Imię nosi się świetnie. Czasem zastanawiam się, jakie inne imię mógłby nosić mój Syn i naprawdę żadne do niego nie pasuje. Ani Tomuś ani Leo, Jasiek czy Antoś. To po prostu JEST Bruno i to nie my to wymyśliliśmy, tylko on przyniósł to imię ze sobą, nasz mały Niedźwiadek.  

I na koniec, żeby nie przynudzać, chciałabym życzyć wszystkim odwagi w podejmowaniu decyzji i słuchaniu własnego serca a nie strachu. Imię to ważna rzecz i nie warto podejmować ją pod wpływem osób, na których tak naprawdę nam nie zależy. Głosy osób bliskich to ważna sprawa, ale to rodzice mają decydujący głos - to jeden z przywilei rodzicielstwa!

PS. Ostatnio doczytywuję, że coraz wiec sławnych osób ma dzieci właśnie o imieniu Bruno - najpierw był to R.Frydrych, ostatnio Max Cegielski, dzisiaj dowiedziałam się też, że Janusz Panasewicz (Lady Pank) no, no, czyżbym wprowadziła modę? :)

poniedziałek, 28 lipca 2008

Tańce na rurze, pan/i gąbka i lanie wody - tak wyglądał częściowo nasz weekend. Niestety, rura była od odkurzacza, gąbka do szorowania podłogi a woda do wypłukiwania ton pyłów z domu - staramy sie doprowadzić dom jak najszybciej do stanu używalności, jednak roboty jest tyle, że noce w tygodniu nie wystarczają, w weekend też nie udało sie skończyć. W wolnych chwilach wiec (czyt. kiedy Brunio śpi) biegam boso po domu ze szmatą, śpiewając (czyt. wydzierając się) wraz z radiem na cały regulator, bo w pustych pomieszczeniach jest niesamowita akustyka. Normalnie Selin Dijon czy maraja karej ze mnie jak nic :)

Chociaż spieszy nam sie do własnych włości, to trochę żal mi tego wspólnego mieszkania u siostry. Wieczorami, po położeniu dzieci spać, siadamy wspólnie przy stole i objadamy się czym się da, co kto ma - obowiązkowa zaś jest miska bobu, zjadana na wyścigi (drugi hit- sałatka caprese, przy której jednak troszkę roboty). Przy jedzeniu omawiamy wszystkie wydarzenia dnia, przemyślenia, plany etc. Ani razu chyba nie udało nam sie wcześniej położyć spać :) Męczące zaś jest to mieszkanie na tobołkach, z reczami w torbach. Utrudnia nam w tym jeszcze Brumiś, który chwyta losowo wybraną rzecz znalezioną w naszym "pokoju" i wynosi w dowolnie wybrane miejsce w domu. Cześć rzeczy do dzisiaj nie mogę znaleźć, część znajduję niewiadomo gdzie. Za to Brumiś oswoił się z wujostwem tak bardzo, że w piątek zdarzyło mu się do wujka powiedzieć Tata :)

Ogólnie zmierzamy po mału do wyprowadzki do siebie, co nie oznacza wcale końca remontu (dzisiaj np. ma przyjechać 5-ty już chyba kafelkarz - reszta zrezygnowała przed przystąpieniem do pracy). Tak bym chciała, żeby Hania już wróciła do domu!

Co do upałów zaś to dla Brunia najlepszą radą jest woda - miska z wodą na środku podwórka, zraszaćz do wody z lodowatą wodą czy nawet zwykły prysznic - każda z tych rozrywek sprawia chłopakowi mnóstwo frajdy, woda jest wszędzie, aż mu zazdroszczę, że w zwykłej misce jest w stanie zamoczyć się po czubek włosów :)

piątek, 25 lipca 2008

Kiedy czytam wszelkiego typu wywiady, biografie, wspomnienia czy nawet zwykłe powieści, zawsze podziwiam jak autor zgrabnie potrafi opisać postać swoich rodziców w paru zdaniach. Jak wydawałoby się łatwo można zamknąć kilkadziesiąt lat czyjegoś życia, w krótkiej wypowiedzi.

Często też w takich momentach zastanawiam sie, jak zostanę oceniona przez moje własne dzieci. Co myślą o mnie teraz, a co za dwadzieścia lat będą miały do powiedzenia? Jaką moją cechę będą uważać za najważniejszą, czy opiszą mnie jako zimną, okrutną matkę, która nie miała dla nich czasu, czy tez może za ciepłą, kochającą mamusię, która stworzyła im prawdziwy świat dzieciństwa. Jaka jestem i jaka będę w ich oczach? Wiem, że cesarz jest nagi, że one ocenią mnie szczerze i bez taryfy ulgowej, tylko czy za 20 lat to coś mi da? Tak naprawdę prawdziwym świadectwem będzie to, na jakich ludzi dorosną i jakie więzi będą nas łączyły, ale czasem chcialabym spojrzeć na siebie ich oczami.

Ze swoją rodzicielką miałabym większy problem. Ma tak złożoną osobowość, że jednocześnie jest skłonna dla mnie do najwyższych poświęceń, jak i do słów czy gestów, które sprawiają mi największy możliwy ból. Huśtawka emocji, wspierana przez poczucie wdzięczności za bycie, podziw za bezinteresowność czy też moje poczucie przyzwoitości nie pozwala mi na zgłębienie tematu. Może to i lepiej?

czwartek, 24 lipca 2008

- zjadanie czerwonych porzeczek prosto z krzaka

- samodzielna wędrówka do łazienki na hasło "Brunio, kąpielisko"

- próba zakładania skarpetek na hasło "Brunio, gdzie skarpetki trzeba założyć".

W związku z przedłużającą sie rozłąką z córeczką, postanowiłam przygotować dla niej prezent, który by uprzyjemnił jej samotne chwile bez rodziców. W tym celu przełamałam swoje uprzedzenia, poglądy i stanowcze postanowienia i zakupiłam Hani lalkę w typu barbi. Od dawna już bowiem chciała ją mieć, ale wynikało to raczej nie z głęboko ukrytej żądzy, tylko z czystej potrzeby - jej dwie siostry mają bowiem owych lalek w ilościach hurtowych i przy wszelkich zabawach Hania musi owe lalki pożyczać, co nie zawsze spotyka sie ze zgodą właścicielki. Ale do rzeczy.

Swój prezent postanowiłam wręczyć tuż przy wyjeździe z działki, gdzie przebywa, aby osłodzić jej trudne pożegnanie. Po krótkim przemówieniu wyciągnęłam pudełko z samochodu i zapytałam Hanię, jak myśli, jaki prezent dostanie. Hania spytała z nadzieją w głosie:

- Książkę?

Ale byłam wtedy z niej dumna. Odziedziczyła zamiłowanie do książek ode mnie, ale sądziłam, ze aż tak bardzo. Puchnę z dumy :)

środa, 23 lipca 2008
wtorek, 22 lipca 2008

Nie wiem jak to sie dzieje, że ruchliwe, energiczne dzieci, które cały dzień starają się w jak najszybszym tempie pozbyć się energii, mogą obywać się całkiem małą ilością snu (w zupełnym przeciwieństwie do mnie ;). Ba! - za cel obierają sobie wytrzymanie jak najdłużej na rezerwie, niczym kierowca jadący na oparach benzyny, marzący, zeby dać radę dojechać do stacji, żeby jak najdłużej opóźnić tankowanie.

Brumisław już od dawna za cel wziął sobie ćwiczenia z bezsenności. Zmęczony okrutnie nie pada, nie zasypia, tylko siedzi w wózku, w foteliku samochodowym z oczami jak dwa orzechy włoskie i wodzi półprzytomnym wzrokiem dookoła. "Szkoda spać, muszę sie trzymać" myśli i mruga zdradzieckimi powiekami, podszczypuje sie w nogę i trwa.

Wczoraj Brumiś pobił zaś swoje wszelkie rekordy. O godz. 20, kiedy normalnie kładzie sie spać (zwłaszcza po zredukowaniu spania dziennego do jednej drzemki), Brumiś wyraził stanowczo swoję wolę: spać nie będzie, chce brykać. Wypuszczony z łózeczka z radością pomknął po salonie i już po chwili bawił sie samochodzikami.

Godz.21 Brumiś bawi się zabawkami w sypialni. Maużon wraca do domu po wizytacji w domu.

Godz.21:30 Brumiś porządkuje garnki w kuchni. Maużon zjadł.

godz.22 Brumiś wpada do salonu, opierając się na dużym autku, po chwili zawraca i równie szybko jedzie w drugą stronę. Nie chce spać. W przeciwieństwie do Maużona.

Godz.22:30 Brumiś wpada do salonu opierając się jedną ręką o duże autko, w drugiej trzyma zabawkową kasę (kasa, fura - brakuje tylko komóry, którą Bru też lubi sie bawić ;) Smiejemy się, Brumiś też. Spać nadal nie chce, za to my-tak.

22:50 Brumiś bawi sie przy łóżku, kładzie głowę na kołdrze, ale spać nie chce. W końcu po kwadrasie ryków (obraza za położenie do łóżka) pada koło 23:15.

W głowie kołacze mi się pytanie:czy tak bedzie już zawsze? Czy to koniec spokojnych wieczorów?

poniedziałek, 21 lipca 2008

Eksplozja radości. Smiech, szczęście i przytulanie. Tak wyglądało wzajemne powitanie stęsknionego rodzeństwa. Brunio mało nie wylazł z fotelika z gębusią uśmiechniętą od ucha do ucha, Hani za to nie przeszkadzało, ze jest przypiety i czule go przytulała, co i raz całując. A ja miałam ochotę schować Hanię do kieszonki i już jej nie wyjmować - tak strasznie się za nią stęskniłam. Mam dziurę w sercu, kiedy jej nie ma, nic na to nie poradzę ale tęsknię okrutnie i już.

Obserwowanie naszych dzieciaków to naprawdę satysfakcjonujące zajęcie. Hania wciela się w rolę starszej, mądrej siostry (oj Ty mój kochany głuptasku), Brumiś zaś wpatrzony w nią jest jak w obrazek. Łazi za nią wszędzie i robi to co mu każe z fascynacją w oczach. Wczoraj na przykład Hania poiła go ze swojego kubka wodą truskawkową, a Brunio, mimo, że miłośnik mleka z niego wielki i żadnej wody ani soków nie uznaje, otwierał grzecznie buzie i łykał picie. Obalili wspólnie pół buteleczki,

Najbardziej podobała mi się lekcja chodzenia - Bruno nadal nie chce sam chodzić. Za rączki to i owszem, czasem sam zrobi kroka, ale generalnie nie spieszy mu się. Hania postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce:

H: - Brunio, chcesz chodzić? No to wstawaj! Złapała go za dwie rączki i zaczęła prowadzić, sama idąc tyłem. Chociaż tempo było kosmiczne, Brunio szedł szybko, chcąc nadążyć za siostrą. Co pewien czas następował spektakularny upadek, w większości powodowany przez Hanię, z czego dzieciaki miały mnóstwo śmiechu. Za chwilę znowu trzymały się za ręce, a Hania po odpowiedniej motywacji Braciszka (wstawaj Brunio, musisz się nauczyć chodzić!) wołała do szerokiej widowni:

- Patrzcie, to jest jak taniec! Jakbyśmy tańczyli!

Niesamowity tworzą duet. I przy nich można zapomnieć o rozmaitych zmartwieniach, problemach i dołkach, które ostatnio krążą nad moją głową.

A pocieszam sie jeszcze wspólną lekturą z Hanią i jej ukochaną książeczką "Nusia i baranie łby", którą prawie zna na pamięć. Pomimo to niemal za każdym razem znajdujemy w książce coś nowego (ja odkryłam, że ojciec Nusi czyta sobie "American psycho" :)  Bidel- badel, puti puti! :)

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru