niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 31 lipca 2007
Niektóre kobiety (za)uważają, że poniektórych mężczyzn cechuje zbytnie przywiązanie do samochodu. Takowy przedstawiciel brzydszej płci traktuje wtedy swój pojazd jak członka rodziny, w sobotę urządzając mu rytualną kąpiel a w niedzielę wspólny spacer. Cóż, nie tylko mężczyźni mają takie ciągoty...

Z powodu generalnego remontu w domu (czyt. pył, brud, demolka, syf i hałas, gorzej niż po popłudniu po targowisku na stadionie X-lecia), Hania pojechała do moich rodziców na działkę. W weekend przyjechaliśmy do niej. Hanusia bardzo się ucieszyła na nasz widok i woła do ukochanej Busi:
- Busia zobacz, wszyscy do mnie przyjechali! I Mama i Tata i Brunio i Wózek!!!!

sobota, 28 lipca 2007
A to moje kochane dzieci, na zdjęciu Brumisiek ma jakieś 3 tygodnie. Hania uwielbia jak braciszek lezy z nią w jej łóżku :)


czwartek, 26 lipca 2007
Dzisiaj Haneczka ma swoje święto. Ponieważ w domu właśnie zaczynamy wielki remont (od jutra nie jestem pod netem :( Hania jest z Busią i Dziadzią na działce.
Kochanej Hani życzę, żeby po prostu była szczęśliwa i zawsze mogła patrzeć ludziom prosto w oczy. I jeszcze spełnienia marzeń! Kocham Cie Haniu!
wtorek, 24 lipca 2007
Siedzę na kanapie i karmię Brumisia. Tuż obok mnie siada Hania z ukochaną lalą dzidzią. Po chwili podciąga koszulkę go góry i przystawia lalę do gołych piersi.
- co robisz Haniu?
- Karmię moją dzidzię piersią!

Następnego dnia słyszę płacz. Ufff, na szczęscie to Hania udaje, że jej lala płacze i rozmawia z nią:
- co się stało- pyta z troską
- Acha - odpowiada sobie po chwili - moja lala jest głodna, muszę ją nakarmić. Lalu, dam ci mleko z buteleczki. Nie mogę Cię karmić piersią, bo piersi będę miała jak będę duża, teraz nie mam mleczka! - tłumaczy cierpliwie.
Hania natomiast stała się jeszcze bardziej samodzielna. Cieszę się, bo nie widzę u niej żadnych negatywnych uczuć do braciszka, wprost przeciwnie - jak na trzylatkę zadziwia swoją ofiarną postawą. "Mamusiu, ja bardzo kocham Brumisia" - deklaruje mi parę razy dziennie i tuli się do niego, kiedy tylko może. Gdy tylko mały zapłacze - biegnie, żeby go pobujać. Kiedy Bru wciąz płacze, pyta się mnie zmartwiona - mamusiu, a może boli go brzuszek? Pomoc przy kąpieli Bru to dla Hani priorytet, wazniejszy nawet od wieczornej bajki.

Wczoraj jednak zadziwiła mnie dodatkowo. Uwaga, historia raczej dla ludzi posiadających dzieci :)) Kiedy karmiłam Brumiśka Hania zrobiła kupę na nocnik i zawołała mnie. "Haniu, teraz nie mogę przyjść, bo karmię" - powiedziałam z lękiem, obawiając się, że Hania obwini Bru o niedyspozycyjność mamy. Jednak nie usłyszałam słowa skargi, tylko dziwne odgłosy. Po chwili okazało się, że Hania sama wytarla sobie pupę, wyrzuciła kupe do ubikacji i na dodatek wytarła dokładnie nocnik! Zuch dziewczyna!
Taki mały niemowlak jest dla wszystkich zagadką. Jak będzie wyglądał jak będzie większy? Jaki będzie miał temperament? I co najwazniejsze dla rodziny - do kogo będzie podobny - do taty czy mamy?

Jedną ze śmieszniejszych zagadek jest przyszła profesja malucha. Dzieciątko kopnie mocno parę razy - urodzony piłkarz. Krzyknie mocno - murowana piosenkarka.
Na podstawie takich obserwacji muszę powiedzieć, że Bru ma wszelkie predyspozycje, żeby zostać...kucharzem. Mały po prostu uwielbia przebywać w wózeczku w kuchni. Wystarczy, że wyjadę wózkiem do salonu - ryczy. Wraca - cisza. Chłopak uwielbia obserwować kuchenne szafki, półkę z herbatami i spiżarnię.
Mało tego - kuchenne zapachy działają na niego niczym najpiękniejszy balsam. Smażę czosnek - synek zasypia słodko, chociaż wcześniej nie mógł. Gotuję zupę -to samo. Odgłosy zmywania i sprzątania uspokajają go, tylko nie daj Boże włączyć radio. Chłopak nie lubi tylko kiedy zjadam obok niego obiad, może za cicho mlaszczę i ciamkam? :)

Byłoby super, gdyby tak mu zostało. Uważam, że facet w kuchni jest sexy - pod warunkiem, że sam gotuje i sprząta. No i tak w przyszłości moglibyśmy chodzić na niedzielne obiadki do syna, dla mnie bajka! :)

sobota, 21 lipca 2007
Ważny fakt - najedzony (bo kiedy Synek nie jest najedzony ;)) Brumisiek, po pierwszej jaskółce w zeszłym tygodniu, uśmiecha się. Widząc swoją ofiarną karmicielkę, która radośnie do niego zagaduje, otwiera szeroko buzię i rozciąga kąciki ust w pierwszych swoich uśmiechach. Jak przystało na poważnego gościa, nie jest to jeszcze długotrwały uśmiech, ale jako matka doceniam te nasze pierwsze kontakty. Cieszę sie, ze syn reaguje na coś innego niż moja pierś. Chociaż oczywiście pierś i tak pozostaje nr 1.

:)

czwartek, 19 lipca 2007
Jak przystało na czlonka naszej rodziny, Brumisiek prowadzi jak sie tylko da, ciekawe i aktywne życie.

Korzystając z okazji, że Hania pojechała do dziadków, namówiłam swoich chłopaków - tego małego i tego całkiem dużego - na wypad do kina. Do Multibabykina - tego pożytecznego wynalazku, który daje mamom poczucie że nawet z małym bobasem można wybrać się do kina a dzieciom możliwość podejrzenia na jaki świat sie narodzili. Męską zachętą wypadu był tytuł wyświetlanego filmu "szklana pułapka 4.0" - dzięki temu, jak rzadko, na sali kinowej pojawili się nieśmiali tatusiowie, starający sie nie patrzeć na karmiące mamy.
Było fajnie - bo już samo powiedzenie, że byłam z miesięcznym synkiem w kinie zadziwia znajomych. Taki seans bowiem jest niepowtarzalny. Na wielkim ekranie toczy sie akcja, gdzie niezniszczalny bohater walczy o przetrwanie świata, a w tle, niczym po naciśnięciu klawisza, co pewien czas rozlega się płacz dziecka. Co chwilę w innym miejscu, w innej tonacji. Za kazdym razem rodzic wzdycha szczęsliwie, że to nie jego dziecko - w końcu nie wiadomo kiedy wypadnie jego kolej. A jak już przyjdzie czas - można się nie stresować, że nasze dziecko ryczy i nie chce przestać, w koncu to kino dla niemowlaków.
Kinowe dźwięki urozmaicają też najróżniejsze odgłosy bekania, bo dzieci, jak to dzieci, czynią to bez poczucia wstydu. Ba! nieraz po donośnym beknięciu słychać w głosie  rodzica dumę, kiedy z poczucia przyzwoitości strofuje dzieciaka z uśmiechem na ustach "ależ synku!". Na koniec wypada skorzystać z przewijaka, na którym są pieluszki tylko w rozmiarze 5 - bo inne to by zużyli i już można spokojnie wrócić na miejsce, podpiąc syna pod bar mleczny i znowu rozkoszować sie filmem, co by tam nie lecialo.

Takie drobne przyjemności sa najfajniejsze :))

PS. Brumisiek wczuł się w wypad i przespał całe flm (z przerwą na karmienie i kupę), późniejszy wypad do sklepu ogrodniczego i do knajpy. Wyrozumiały jest :)

sobota, 14 lipca 2007
Hania wraca ze spaceru z Babcią i od progu krzyczy:
- Mamusiu, byłam w aptece i przyniosłam dla Ciebie książeczkę!!
I z uśmiechem wręcza mi kolorową ulotkę. Biorę ją do ręki i czytam:
" Jedyny skuteczny doustny środek na cellulitis!"

Cholera, a myślałam, że to mnie nie dotyczy ;))
Minął już prawie miesiąc, odkąd Bru jest z nami i jak to w takich przypadkach, zapominam o czasie, kiedy jego nie było. Tak jak czas, kiedy byliśmy z M. tylko we dwójkę, wracaliśmy do domu późną nocą, spaliśmy aż sie nie wyspaliśmy, wydaje mi się snem.

Jednak jest to tak, że im człowiek ma więcej obowiązków tym lepiej sobie radzi. Jakoś nauczyłam się organizować codzienność we trójkę, chociaż wiem, ze trudniejsze chwile jeszcze przed nami. Na razie Bru biernie przygląda się, a raczej przysłuchuje się szalonej siostrze, która po raz milionowy słucha piosenek Natalki Kukulskiej czy też pana Tik Taka. Bru włącza się zdecydowanie w nasze życie, kiedy wskaźnik zawartości żołądka synchronizowany z minutnikiem nastawionym co 2h dzwoni alarmująco w jego brzuchu. Jeść należy od razu po otwarciu oczu albo jeszcze przed . W końcu przybieranie na wadze to główne zajęcie małego niemowlaka. O tym, że naszego młodzieńca ciągnie do swiata, świadczą jedynie próby trzymania w pionie głowy, ilekroć jest brany pionowo do odbicia. Ech, niech no tylko zacznie raczkować!

Hania nadal uwielbia braciszka (jaki on malutki! Brumisiu nasz kochany!), obcałowuje go i towarzyszy mu w jego nieskomplikowanym życiu. We wszystkich opowieściach zawsze uwzględnia Brunia, uznając że był od zawsze.Nie przeszkadza to jej jednak mieć buntu 3-latka, który coraz mniej mnie rusza. Z drugiej strony wydaje mi się, że robi się też coraz bardziej samodzielna.

Tak się tylko zastanawiam jak to wygląda życie w rodzinach wielodzietnych, czy tajemnicą przezycia w tłumie własnych dzieci jest święta cierpliwość i nie reagowanie za często w życie dzieci?


 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru