niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
środa, 20 czerwca 2012

Bru to fantasta o nieograniczonej wyobraźni, który nigdy nie da sie zaskoczyć i przyłapać na tym, że czegoś nie wie.

Gdybym powiedziała moim dzieciom, że dzisiaj widziałam wieloryba, który jeździł na rowerze po naszej ulicy, odpowiedziałyby tak:

Hania natychmiast spojrzałaby na mnie przekrzywiając głowę jak na nienormalną z uśmieszkiem: Ale Mama, przecież wieloryby nie jeżdzą po ulicy, to niemożliwe! - powiedziałaby dziewczyna, która lubi mieć sprawy uporządkowane i wyjaśnione.

Brunkowi natomiast błysnęło by tylko oko i dalejże by mówić, jak on wyglądał, co robił a w ogole to Brunek pewnie by wiedział, co to był za rower, jakiego koloru. Chyba, że cała sprawa byłaby zbyt naciągana i wtedy Brunek dobitnie wskazałby mi, gdzie wciskam mu kit. Byleby nie wypaść gorzej ode mnie. A rzeczywistość przecież można tak pięknie powyginać na różne strony.

Do dzisiaj pamiętam Brunkową wersję "brzydkiego kaczątka" (zapytałam go o treść, chcąc sprawdzić czy uważał na przedszkolnej wyprawie do teatru):

Był sobie Pan i był sobie chłopiec, on był jego synem, idą sobie idą a tu nagle patrzą: a tu siedzi sobie strrrrrrasznie brzydkie kaczątko. Ale to strasznie brzydkie.Wzięli go i wyruszyli w świat, do królowej zimy a ona mówi: ale to strasznie brzydkie kaczątko! Skąd macie takie strrrrasznie brzydkie kaczątko?

22:49, ingutka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 czerwca 2012
Patrzę na zegarek, wspomnienia wracają: 21:40, dwa kwadranse do Spotkania. Siedzę sobie z M. i gadamy o wszystkim, o życiu, o rzeczach do załatwienia. Wydawać by się mogło, ot para przy wieczornej pogawędce, nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że siedzę na piłce, w ulubionym t-shircie od M. I coraz bardziej napełnia mnie uczucie, że to już za chwilę, że już niedługo. Za chwilę przyjdzie położna i potwierdzi moje przypuszczenia. Tyle we mnie uczuć, od zmęczenia do euforii, od ciekawości przez strach, od bólu do ulgi. Tyle miesięcy przygotowań na to wyjątkowe Spotkanie, na które przecież przygotować się nie sposób. To już niedługo, coraz bliżej, kiedy wreszcie...?

Tak, to już pięć lat. A gość z tego spotkania, który z rozmachem przyszedł na świat i napełnił sale noworodkowe wyjątkowo głośnym wrzaskiem (od razu było wiadomo, kto tam rządzi), właśnie zasypia w swoim pokoju.

Dobrze, że jesteś, Synku. I to ja kocham Ciebie bardziej, na koniec nieskończoności i z powrotem. Nie, to ja kocham Cię mocniej, jak dookoła świata, do Australii i Afryki.
21:54, ingutka
Link Komentarze (2) »

Pierwszy wyjazd bez rodziców i rodziny.

Pierwsza zielona szkoła.

Na początku byłam pełna entuzjazmu, bo wyjazd w super towarzystwie, świetna kadra nauczycielska, opiekuńcze dzieci i cała paczka przyjaciółek Hani, rewelacyjny program wyjazdu bez luk i niedociągnięć. Nic tylko jechać, to dopiero przygoda, rafting, rejsy smoczymi łodziami etc.

Potem zaczął nadciągać niepokój - bo jak to, tyle dni bez rodziców? Bez mamy? A jak zatęskni? a jak będzie szlochać w nocy w poduszkę wołając cichutko "gdzie jesteś mamusiu, dlaczego Cię tu nie ma?". Nastrój ten podsycały opinie czytane w internecie: nie puściłabym swojej córki w tym wieku na wyjazd, moje dziecko by płakało, jest za małe etc. To nic, że cała klasa jedzie, ale...

Hania miała do tego podejście odwrotnie proporcjonalne. Im bliżej wyjazdu, tym entuzjazm większy, nie mogła sie doczekać rozpoczęcia. Nie chciałam jej zarazić swoimi lękami, więc uśmiechałam się tylko pod nosem z głową pełną lęków, a ona odliczała dni do wyjazdu, wzdychając ile jeszcze do wyjazdu. "Mamusiu, ale nie muszę do Ciebie dzwonić na wyjeździe?".

Ostatniego wieczoru ręce mi latały ze zdenerwowania, mi, matce wyzwolnej, niezależnej. Nerwy mnie zjadały, wiec M. wziąl na siebie odprowadzenie Hani do autokaru.

To były trudne dni. Co chwila zastanawiałam się, co tam się dzieje, kto rozczesuje roszpunkowe kołtuny, kto dopilnuje, żeby sie dobrze ubrała (Hania na ogół chodzi ubrana o warstwę mniej niż reszta otoczenia), co mają na śniadanie etc. Wytrzymałam dwa dni, w końcu zadzwoniłam i usłyszałam spokojny głos córy, zadowolonej i szczęśliwej.

Wróciła - uśmiechnięta, spełniona, pełna wrażeń. Nie płakała, nie tęskniła za bardzo, kupiła nam prezenty, teraz odlicza dni do kolonii (w podobnym gronie). I nie może sie już doczekać do wyjazdu.

Tak, zdecydowanie dorastanie dzieci jest trudne, ale inaczej niż się można spodziewać.

środa, 13 czerwca 2012

żal mi.

Żal mi słów, zabawnych minek, śmiesznego tonu głosu, wzruszających gestów, słodkich snów;

chwil trudnych, smutnych, gniewu gorącego jak lawa, który w końcu stopniał;

zanikającej beradności, coraz większej zaradności;

sukcesów budowanych z drobnostek;

więzi, która daje nie tylko kłótnie i konflikty, ale też sztamę;

pępowiny, która jest coraz bardziej przezroczysta;

zapachu, który coraz bardziej staje się sumą zapachów świata, a nie dziecka;

żal, bo to wszystko ucieka z krótkiej, przeładowanej pamięci, z przepracowanego życia. Kiedyś celberowane, dzisiaj wystarczy uśmiech w biegu i dalej do przodu, ale to przecież sprawy ważne.

Dlatego spróbuję wrócić. Dla tej pamięci. i by pamiętać co ważne, a co ważniejsze.

Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru