niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 28 czerwca 2011

Mam już gotową notkę z wytłumaczeniem, że miałam ciężki okres, że nie mam czasu na pisanie, że zmęczona jestem i bloga muszę zamknąć, a jednak, żal mi się zrobiło tych nienapisanych notek, straconych wspomnień, że napiszę jeszcze co nieco. Ale przerwy też sie będą zdarzać :)

Tajfuny w tym pracowitym okresie zaliczyły już dwa wyjazdy.

Pierwszy to wyjazd na żagle, dla Brunia po raz pierwszy, Hania swoją premierę miała w zeszłym roku. I było nieźle, pogoda nam sie trafiła boska. Brunio, prawie czterolatek, poradził sobie i odnalazł sie w sytuacji, ale z małymi problemami, wynikającymi z jego wielkiego uporu i prób ustawienia rzeczywistości według własnego widzimisie. Na jego usprawiedliwienie dodam, że nie jest łatwo być jedynym chłopakiem i to najmłodszym w babińcu 4 dziewczynek :) Hania to urodzona syrena, jestem z niej tak dumna, że aż nie wiem jak to wyrazić. Pływała w zimnej wodzie w każdej wolnej chwili, wcinała co dostawała do jedzenia, zasypiała w kajucie minutę po wejściu do śpiwora, zaś jej ulubiona przygoda to pływanie na linie za żaglówką :)

Tekst wyjazdu: Wieczorna pora, Bru zapytany czy chce sie kąpać jak reszta dzieciaków, odpowiada po chwili zadumy:

- Nie pragnę zimnej wody, tylko gorącej!

Drugi wyjazd był równie krótki, ale podobnie intensywny. My chyba nie umiemy robić coś na pół gwizdka, kiedy świat na nas czeka. Tym razem byliśmy nad morzem, spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy, założyliśmy szlak orlich gniazd budując zamki na plażach, objedliśmy się rybami aż do uszy, w czym przodowała Hania zjadając rybę na śniadanie, obiad i kolację (Bru się nie zna - nie lubi- przynajmniej na razie). Hania super grzeczna, Bruno testujący granice aż do utraty tchu i sił wszelkich. Naprawdę, upór jest w nim nieziemski, a w walce o władze walczy do końca, wyciskając cierpliwość własnej matki do ostatniej kropelki (a wszyscy przyznają, że ta cierpliwość moja jest wyjątkowa).

Relacje miedzy dziećmi sie zmieniają razem z nimi. Wciąż "kitłaszą się", włażą sie na siebie, ścigają kto pierwszy zje, kto pierwszy dostanie chrupki a kto dostanie większego loda. Jednocześnie wobec świata idą ramię w ramię, zawsze razem, wspierają się w sposób wyjątkowy i naturalny. To Hania ma cudowną cierpliwość do Brunia, wspiera go, pomaga mu, nawet opowiada mu bajki na dobranoc. Bru wciąż nie wie, jak traktować Hanię, z jednej strony jest tą upierdliwą starszą siostrą, gadającą mu morały nad uchem, obrzydliwie grzeczną i paskudnie zaradną, z drugiej strony jest jego najlepsza kumpelą i zarazem największym autorytetem, o czym doniosły mi panie z przedszkola. Tak więc specyficzna przyjaźń kwitnie i na ogół na wyjazdach dzieciaki wszędzie bywają razem z zachowaniem marginesu wolności dla siebie - u Hani na czytanie, rysowanie, u Brunia na samodzielne odkrywanie świata.

17:09, ingutka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011

Już od paru dni trwały burzliwe dyskusje tajfunowe. W końcu spory ustały - można już oficjalnie powiedzieć, że Bruno skończył 4 lata! Wiadomo bowiem, że 4 lata to już nie żaden dzidziuś, nie mały chłopak, tylko taki całkiem duży!

Jaki jest mój czterolatek? Zastanawiam się, jakich słów użyć, żeby opisać całego człowieka, od których zacząć, ale trudno wybrać mi te, które mogłyby być najważniejsze lub najlepiej go opisujące. Powiem więc przede wszystkim, że ma bogatą osobowość.

Twórczy, kreatywny, uważny, dąży do wiedzy, ale nie uczy sie niczego na pamięć, musi zrozumieć mechanizmy jakie tym rządzą (dlaczego był wypadek? dlaczego zepsute koło spowodowało, że samochód zjechał na bok? dlaczego doszło do zderzenia?). Nie lubi nie wiedzieć, wiec łapie wszystkie informacje, jakie ma dostępne, zna dużo liter, cyfry, liczby.

Wrażliwy, czuły, współczujący, empata przejmujący sie wszystkimi smutkami świata, zauważy każdy przejaw smutku u innych. Mój Przytulak poranny, wieczorny, " kocham Cię Mamusiu, jak stąd do księżyca, na koniec świata, aż do północy!"

Uparty jak wszystkie osły na świecie, wie czego chce i czego nie chce. Nie lubi się podporzadkowywać.

Kocha samochody, roboty, auta, zachwyca sie przyrodą, opiekuje zwierzętami, lubi muzykę, tańce oraz koniecznie książki, które "czyta". Zresztą niektóre wyrazy już odczytuje.

Najgorsza rzecz, jaką można zrobić, to traktować go jak małe dziecko. To partner, z którym się rozmawia, dyskutuje i chociaż to rodzice rządzą, to działa to na zasadzie rozmowy, a nie rozkazów "bo tak". Kiedy tylko normalnie się z nim rozmawia ujawnia talent krasomówczy i dziko rozwiniętą fantazję, zaskakuje, puentuje, rozśmiesza i zawsze próbuje mieć ostatnie słowo.

Nie lubi dróg na skróty, ułatwiania, to ambitny typ. Kiedy gramy w "wyrazy" - grę, w której ktoś mówi słowo np.tramwaj a kolejna osoba musi powiedzieć nowy wyraz rozpoczynający sie na ostatnią literę poprzedniego (czyli "j"), nie uznaje podpowiadania. Chociażby i przetoczyło się parę kolejek, nie użyje wyrazu z podpowiedzi. Przy sportach - nie lubi pomagania, albo zrobi coś sam albo wcale.

Otwarty na świat i ludzi, jest ich ciekawy.

Nasze są poranki, kiedy wstajemy, zjadamy śniadanie, rozmawiamy o życiu - bowiem dla Brunka każda chwila jest dobra na ważne rozmowy.

Sypie złotymi myślami dzień po dniu, umykają jak one niestety jak krople deszczu. Pani Przedszkolanka mówi, że jest piekielnie inteligentny.

Dla mnie jest po prostu bardzo kochanym Synkiem. Rozumiem go, w końcu to mój Inguh, bardzo podobny do Mamy, nie tylko z wyglądu.

Syneczku, życzę Ci, żeby otaczała Cię całe życie miłość i dobrzy ludzie. Miej spokój w sercu i Przyjaciół koło siebie. Kochaj świat i ludzi, a oni odwdzięczą Ci się tym samym.

Dziękuję Ci, że Ciebie mam. Mój Ty najpiękniejszy prezencie urodzinowy!

12:38, ingutka
Link Komentarze (6) »
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru