niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
niedziela, 29 czerwca 2008

Wróciliśmy właśnie z wizyty u Dziadka na działce, na wsi. Zmyliśmy z siebie tony pyłu, z buzi usunięte zostały placki po jagodach, malinach i poziomkach i dzieci smacznie śpią po przeżyciach dnia. Ja rezerwuję właśnie dla kaszlaków wizytę u lekarza, ale mam nadzieję, że to nic poważnego.

Brunio rozwija sie w tempie ekspresowym. Pokazuje nos, samoloty, stoi, łazi za rączki - odkryła to niania, bo my dajemy mu szansę na samodzielne odkrycia. Za chwilę zacznie biegać i wtedy skończą się ostatnie wolne chwile na zjadanie zimnego obiadu ;) dostał na urodziny duży samochód, na którym może siadać i spędza teraz na nim długie chwile. Hania za to chwyta życie całą sobą, zjada ziarna ze zboża i zagaduje nas kolejnymi ciekawostkami z życia jej lalki, jak również prowokuje do prostych odpowiedzi (dlaczego po piwie nie można prowadzić samochodu? czy jak będę duża to będę piła piwo?).

Ja z westchnieniem wspominam niespodziankę Dziadka - kupił specjalnie dla nas mleko prosto od krowy, zrobił z niego zsiadłe i talerz pełny tego przysmaku dostaliśmy na obiad. Do tego każdy dostał kopiastą michę młodych kartofelków z koperkiem i cebulką. Było pysznie!

Ciekawa jestem co dla moich dzieci będzie taką potrawą, którą będą wspominały z rozczuleniem. Ja powyższy obiad jadłam po raz pierwszy w życiu, ale wychowałam się na zsiadłym mleku, podczas wakacji na wiejskim chlebie maczanym w śmietanie, czy po prostu smarowanym masłem, jadło się nie kromki, ale pajdy. Chociaż uwielbiam testować nowe potrawy, to te najprostsze smaki są mi wyjątkowo bliskie, takie jak kartofle z koperkiem, czy dojrzałe, pachnące słońcem pomidory z cebulką.

Zgłodniałam, lepiej pójdę już spać. Dobranoc!

piątek, 27 czerwca 2008

Jakoś tak niezauważenie, jak w zeszłym roku (kiedy to wypadły niedługo po urodzinach Bru), przeleciały moje urodziny. Chociaż obiecywałam sobie, że w tym roku nadrobię zeszłoroczne zaległości, to remont i powrót z urlopu przekreśliły moje plany. Może i to dobrze? Podobno w pewnym wieku urodzin się już nie obchodzi - a mi jednak brakuje spotkania z przyjaciółmi i obiecuję sobie, że zaraz po remoncie nadrobię zaległości.

Co sie zmieniło w moim życiu?

Nie będę ukrywać, że pomimo, że mam sie za osobę racjonalną a jednocześnie optymistyczną, w tym roku zdarzało sie pierwszy raz w życiu łapać pierwsze smutne tony związane z wiekiem. Na co dzień dla siebie jestem młodą siksą z przychówkiem, czasem jednak patrzę w lustro i uzmysławiam sobie, że to nie ja nalezę do pokolenia, które ma teraz zmienić świat. Młodzież widzi już we mnie kobietę w średnim wieku :) a ja myślę, że jestem po środku, między młodością a starością. Zmarszczek mi już nie ubędzie a brzuszek raczej sie nie wklęśnie nastolatkowato, teoretycznie nie powinnam pójść spaść bez wklepania w rozmaite miejsca masy wyspecjalizowanych kremów.

Wciąż jednak wiem, że mam wiele do zrobienia, wierzę, że czeka mnie jeszcze niejedna rewolucja. Wiek 30+ postrzegam jako lata pełnej świadomości siebie, swoich wad i zalet, swoich chęci. Coraz bardziej liczę się ze sobą, coraz mniej robię coś bez przekonania, staję sie mimowolnie asertywna. 

Myślę, ze moje najlepsze lata właśnie trwają. Męczące i upierdliwe, ale wypełnione tym co najważniejsze. Moją rodziną, domem, miłością, wymagającą rozwoju pracą, przemyśleniami i marzeniami o chwili spokoju. Chyba już nigdy życie nie bedzie tak pełne jak teraz, kiedy każdy dzień przynosi zmiany.

Czego życzę sobie? Chyba dużo zdrowia dla mnie i całej rodziny. I odwagi w realizacji planów, o których myślę od dawna. I czasu dla rodziny. I Przyjaciół - tych w realu i tych blogowych :) Fajnie, że jesteście :)

czwartek, 26 czerwca 2008

Podsłuchane na placu zabaw. Udział biorą: Głównodowodząca Dziewczynka, Chłopiec, Dziewczynka2, Chłopiec2

GD: Kto się chce bawić w piratów, do mnie!

GD: Ja będę Kapitanem, to jest Kapitanką!

GD do Chłopca: A Ty będziesz Majtki!

Chłopiec: A Ty galoty!

Chłopiec2 do dziewczynki2: A Ty będziesz Majtką!

Dziewczynka2: Buuuu, ja nie chcę być majtką...buuuu!

Chłopiec2: No dobra, nie musisz być majtką, będziesz słuchać moich rozkazów!

wtorek, 24 czerwca 2008

Nad morzem jest świetnie!

Można lać wodę, ile się chce:

można zawrzeć nowe znajomości ("jak ja mam ją zbajerować?")

można pograć w piłkę:

czy bawić sie w piasku:

Jedni chcą uciekać:

inni wolą zadzwonić do rodziny:

I chociaż jest wietrznie:

to najważniejsze, że jest wesoło...

... i pięknie!

NA PEWNO TAM WRÓCIMY! :)

poniedziałek, 23 czerwca 2008

17 czerwca, mój kochany Synek, skończył rok! Na chwilę tylko oddałam sie wspomnieniom, jak patrzył na mnie swoimi czarnymi oczami jak guziki, jaką miał poważną minę i kruczoczarną czuprynę.

Teraz to chłopiec o wielkich oczach, złotobrązowej czuprynie i kształtującym się charakterze. Jeszcze parę słów:

- nie wiem ile waży i mierzy, jest w sam raz dla mnie. No prawie, bo jest ciężki w noszeniu ;)

- wyraźnie ciągnie go już do samochodów, ogląda sie za nimi z zachwytem, zwiesza z wózka, a kiedy jakiś trafi w jego łapki, przesuwa go rączką po podłodze wydając profesjonalne odgłosy "wrrr wrrrr" czasem "brum brum". Lubi też ganiać za piłką niedźwiadkowo - tj na czworakach ale kolana nie dotykają ziemi, tylne nogi sa wygięte w pałąki, pociągają go też wszystkie sprawy inżynierskie;

- jest bardzo sprawny manualnie;

- świetnie radzi sobie na wyjazdach, jest tyle jedna rzecz, której trzeba przestrzegać: dać jeść na czas. Głodny narobi rabanu na pół miasta ;) Za to w ciekawym miejscu zapada w insomnię, może w ogóle nie spać;

- raczkuje, niedżwiadkuje, staje, stoi (sam).

- jest przytulaśny, ale bez przesady, lubi za to wszelkie łaskotki, nawet na odległość i ganianki (ja Cię złapię, ja Cie zaraz złapię);

- jest niezależnym mężczyzną, wiec zostawiony na chwilę daje dyla najdalej jak sie da - czy to w barze w innym mieście, czy na trawie. Szturmuje furtkę - otwiera zasuwkę, naciska klamkę i tyle go widzieli. Podczas postoju w drodze powrotnej z nad morza, musiał łapać go kelner :)

Syeczku, Brumisiu najsłodszy, życzę Ci wielu dobrych ludzi, prawdziwych przyjaciół, wiernej miłości oraz znalezienia właściwej Drogi. 100 lat!

A tu, na zdjeciu, dokładnie w dniu swoich urodzin (tzw. elegancja na luzie ;)

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to był jeden z najlepszych urlopów w moim życiu.

Przyjemna, spokojna miejscowość i piękna plaża. Przeszczęśliwa Hania, która skakała przez fale, zajadała sie rybą w smażalni a najbardziej cieszyła się, że jesteśmy ze sobą cały czas. Brunio, który pomimo stania się bezsennym turystą (żal mu było spać, wiec drzemkę skracał do minimum) i barbarzyńcą w porównaniu do nieco młodszej i delikatnej Agatki, dostarczał mi mnóstwo frajdy.

Do tego zgrana paczka ludzi, noce spędzane na grze w mafię (polecam!), dnie na plaży, spacerach, ogródku, rozmowach - po prostu bajka.

Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu odpoczęłam. Było cudownie a teraz mam depresję po urlopową. Oby do następnego!

piątek, 13 czerwca 2008

Body z krótkim rękawkiem, czapka, płyn do opalania, spódniczka. I jeszcze płyn przeciwko komarom, koc na plażę, szczotka do zębów, książeczka zdrowia, książeczki do czytania, okulary słoneczne, garnszuek do gotowania mleka, miseczki i łyżki.

Jak każda wyjeżdzająca mama wzdycham, że pakowanie to najgorsza (po rozpakowywaniu rzecz jasna) część procesu, kiedy wyjeżdza sie z dziećmi. Ubrania na zmianę, na zimniej, na cieplej. Kosmetyki, lekarstwa, zabawki, jedzenie. Sprzęty, buty, aparaty i jeszcze coś i jeszcze więcej. Torby powoli puchną, ja tworzę kolejną listę pt. co wziąć na wyjazd, co zabrać z domu do drugiego domu (przypominam - nie mieszkam u siebie) i trzecią listę co dokupić ze sklepu. O swoich rzeczach nie myślę, ale mi tam wszystko jedno, byle mieć dach nad głową.

Najważniejsze (i najpiękniejsze) jest w tym to, że wyjeżdzamy na pierwsze od dwóch lat wakacje!Pierwsze takie Brumisława! Wreszcie pobędę z dzieciakami do syta, pokażę im morze. Cieszę sie strasznie, oby tylko zdrowie dopisało, pogodą się nie przejmuję. Nie będzie mnie wiec przez najbliższy tydzień, chcę maksymalnie odpocząć od komputera, oby sie udało.

Niniejszym wszystkim życzę miłego tygodnia i do poczytania po powrocie!

czwartek, 12 czerwca 2008

Remont w toku. Dom straszy szczerbami (drzwi przyjadą za dobry miesiąc z hakiem), gołymi schodami atrakcyjnymi niczym sztuczna szczęka i nowymi perspektywami i echem, dzięki wyniesionym meblom. Maużonek ustala milion szczegółów, kupuje worki cekolu, klei, płynów i innych szpei, koordynuje, a kiedy wszystko już na daną chwilę załatwi - nie wie co ze sobą zrobić.

Ja dokonuję rzeczy, która przerasta większość znanych mi mężczyzn. Osobnicy płci męskiej (zaznaczę, że nie wszyscy, ale wiekszość) mają bowiem dość praktyczne podejście do koloru. zielony to zielony, to fioletowy, to niebieski a śliwka i granat to owoce (pomijam tych, którym granat kojarzy sie z pociskiem :) Niuanse typu zielony morski czy trawiasty, pistacja czy mięta, są dla nich abstrakcją, coś jak rozmowy o kwarkach lub o wyższością twórczości Olgi Tokarczuk nad Izabeli Sowy (i odwrotnie).

Planuję kolejne pomieszczenia rozważając czy lepszy będzie szary wychodzący z turkusu czy też wychodzący z fioletu (na oko wyglądają podobnie). O ile zmieni sie klimat pokoju przy zejściu o ton w tonacji? Plącze mi sie już od tego w głowie, ale sprawa jest ważna, wiec ciągle w myślach rozważam dostępne opcje.

Brumisław za to po raz kolejny udawadnia, że ksywa inżynier jest nieprzypadkowa. Siedzi cierpliwie w wózku na środku zapylonego salonu, podczas gdy jego Ojciec ustala kolejne szczegóły prac remontowych, a Matka przegląda kolejne próbki farb, mruży oczy, żeby lepiej widzieć kolory (w wyobraźni - jak to możliwe, sama pewnie nie wie, ale miny robi takie, że niby sie zna). Bru nie lubi tylko, kiedy rodzice znikają mu z oczu, woli brać aktywny udział w ustaleniach. Jeździ wiec z Ojcem do składu budowlanego, gdzie uszczęśliwiony dostał wczoraj kostkę elektryczną - bawił się nią aż do pójścia spać (tak na marginesie dowodzi to też teorii że najlepsze zabawki to nie te ze sklepu za grube pieniądze, tyle te przedmioty, których nikt by nie nazwał zabawkami)

Powoli wyłania się z tego jakaś wizja, ale na rezultaty trzeba poczekać.

wtorek, 10 czerwca 2008

To zadziwiające, jak z wiekiem zwiększa sie różnica w latach posiadanych i latach, na które sie czujemy.

Gdzieś tam w pewnym momencie zatrzymał mi się wewnętrzny licznik i dzwoni bardzo cichutko i bardzo wolno - ot tak, żeby było wiadomo, że jest, że działa i nic wiecej, podczas gdy ten bardzo oficjalny popędzany jest szumem kartek z kalendarza. Dzisiaj wtorek czy już piątek, a może lepiej powiedzieć maj? co robiłam w zeszły poniedziałek, nie pamietam, naprawdę mam już tyle lat?

Ostatnio byłam na tzw. busines lunchu z kontrahentem - on, czterdziestoparoleni, zadbany facet, który dba o swoją formę (biega, jeździ, skacze, cuda na kiju z adrenaliną), ja: ubrana na luzie młoda kobieta, jakby nie było matka dwojga. W pewnym momencie Kontrahent wspomniał przy kelnerze, że jego córka pracowała ostatnio jako kelnerka,wiec wie, że to ciężka praca. Pan Kelner spojrzał się na mnie z szacunkiem i sympatią i powiedział: miło spotkać kogoś z branży". Nie mogłam się powstrzymać - zaśmiałam sie krótko i powiedziałam, że córką nie jestem, a przynajmniej nie tego pana :) No ale zrobiło się miło - ktoś może mnie wziąć za dwudziestolatkę :)

Tak w głębi ducha wciąż czuję sie taką niepokorną Ronją, która biega po lasach w wygodnych butach albo na bosaka. Nawet jeśli sie wystroję i założę kolczyki, spódnicę, to w głębi duszy wciąż jestem sobą. I myślę sobie, że mam dzieci w tak młodym wieku :))

Podsumowując wiec różnica w latach wynosi:5-6.

A ile u Was?

Ledwo z działki zaczęły nadchodzić dobre wieści, że Hania mniej już kaszle, że lepiej sie czuje, że zdrowieje - cieszyłam się wczoraj jak głupia. Wreszcie Hania bedzie zdrowa, tyle się bidula namęczyła, odpocznie sobie wreszcie.

A tu blada wiadomo co.

Rano mama zadzwoniła, po prawie nieprzespanej nocy - Hania dostała nagle wieczorem wysokiej gorączki, która do rana jej nie odpuszczała. Co robić?

W przychodni rejonowej najpierw nie odbierają telefonów. Potem sie okazuje, że pediatra to dzisiaj nie przyjmuje i miła pani poradziła mi wizytę w prywatnej przychodni, za jedyne 100 zł. To w końcu od czego jest ta państwowa? Od dobrych rad?

Biegiem z wózkiem z Bruniem do Niani, w międzyczasie pada mi telefon, żeby było klimatycznie, a na działce nie ma zasięgu. Dobrze, że pogoda cudna to poranny spacer to czysta przyjemność - serce tylko pęka, kiedy oddaję Brunia w inne ręce.

W końcu udało się - Hanie przyjmą w pobliskim miasteczku do lekarza. Prywatnie, ale nie trzeba jechać aż do Wwy. trzymam kciuki, żeby wszystko było dobrze. I staram się nie martwić, ale to niemożliwe :(

Dopisek z popołudnia:

PS. Antybiotyk i syrop na kaszel - takie są rezultaty dobrego serca i jednej niewinnej kulki lodów "pistaciowych" kupionej przez kochających dziadków prawie zdrowemu dziecku. Przy czym "prawie" robi dużą różnicę. Na szczeście Hania ma dobry humor i dostała zgodę na wyjazd nad morze, tak wiec w sobotę wyruszamy!

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru