niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 19 maja 2011

Ja: - Brunek, to z czym chcesz kanapkę, z serem czy z szynką?

B: - nie zgadłaś! To jest coś na literkę "z"!

B: - "zdżemem"!

środa, 18 maja 2011

Jakoś tam u nas wychodzi, ze naszą rodzinną bandę można podzielić na dwie grupy: na grupę nazwijmy ją A i grupę B (aczkolwiek grupy mają swoje nazwy, związane z członkami, nie podam dla utrudnienia).

Ci pierwsi lubią wstawać rano, czy to poniedziałek czy sobota, budzą się skoro świt i wynajdują sobie zajęcia, dziwiąc się, jak reszta świata może jeszcze spać. Nie dla nich odsypianie imprez, szkoda im życia na spędzanie go w łóżku. Za to wieczorem wydaje im się, że chętnie by jeszcze posiedzieli, pogadali, ale oczy zdradzają zmęczenie, głowa nie ta i  najlepiej takiego osobnika po prostu  skierować do łóżka. Grupa ta ceni sobie jedzenie, lubi jeść dużo, zwłaszcza potrawy mięsne i mączne. Czasem trzeba aż pilnować, żeby nie zjedli za dużo. To ludzie praktyczni, którzy lubią mieć uporządkowany świat.

Grupa druga to poranne śpiochy, które muszą najpierw solidnie się dobudzić, dojść do siebie, aby w ogóle móc wstać. Nie próbujcie z nimi wtedy rozmawiać i zadawać trudnych pytań! Przytulenie owszem, ale dopiero wtedy, gdy przebudzony wie gdzie jest, z kim jest i że ma na to ochotę. Wieczorem za to role się odmieniają, osobniki te tryskają gwiazdorską energią i charyzmą. Ich żarty są niezrównane, zawsze chętni na imprezę aż do późnych godzin nocnych. Im później się położą spać, tym będą szczęśliwsi, że ich nic nie ominęło. W jedzeniu - to wybredni smakosze. Mają swoje potrawy, które sobie cenią, doceniają mistrzowskie wykonania potraw i zauważą różnicę. Lubią jeść, ale kiedy coś im nie smakuje, wolą przegłodzić się przez parę godzin niż zjadać coś co im nie smakuje.

Punktów wspólnych jest znacznie więcej, ale nie będę tu zdradzać tajemnic. Niezłe są te geny, prawda? Ci, którzy nas znają, domyślą się bez trudu, kto jest z kim w grupie i jak przyporządkować inne punkty - kto lubi trzymać się rzeczywistości a kto lubi zmieniać ją na własne potrzeby? Która grupa ma w sobie gen włóczęgostwa i niezależności, a która uwielbia wysiłek i sportowe zmagania?

Co ciekawe, cechy te nie sprawiają, że grupy trzymają się ze sobą mocniej niż w innych układach. Ot, po prostu łatwiej jest zrozumieć pewne zachowania. Każdy z nas jest inny, a jednak tyle nas łączy :)

poniedziałek, 09 maja 2011

Przeczytałam gdzieś w necie dyskusję na temat tego, co chcielibyśmy przekazać swoim dzieciom. Cóż, ideały ideałami, bo każdy pragnie czegoś dobrego, myślę sobie jednak, że nie dzięki dobrym chęciom i planom nasze dzieci wyrastają na takie a nie inne osoby. To te słowa, które dzieci słyszą ukradkiem, słowa, które mówimy a nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, a przede wszystkim nasze zachowanie w różnych sytuacjach staje się tym, co dziecko wchłania.

Kiedy widzę potem jakieś odbicie siebie w Hani zawsze zadziwia mnie, jak bardzo wpływam na swoje dziecko. Zastanawiam się też, czy nie schlebiam sobie za bardzo, myśląc, że to mój wpływ a nie po prostu sama osobowość mojej córki. Dzisiaj będzie o tej cząstce, którą można byłoby nazwać feministyczną.

Podoba mi się, że podobnie jak jej mama, Hanka nie daje sie wtłoczyć w koleiny przygotowane dla jej płci. Wie, że dziewczyny mogą lubić co im się podoba. Hania z zafascynowaniem słucha opowieści o swojej mamie, która lubi motory, wyzwania i tak się to u niej zakorzeniło, że sama stanowi niezwykłą mieszankę zainteresowań. Ostatnio z zainteresowaniem wysłuchałam dyskusję dzieci nt.samochodów. Zaczęło sie od filmu "Auta", Bru stwierdził, że to on lubi ten film i że to film dla chłopaków, wiec koszulka z Zygzakiem na pewno jest jego (ten z kolei poszukuje wciąż męskich autorytetów i przy hurtowej ilości sióstr zadań tylko dla chłopców). Hania stwierdziła, że to nieprawda, że dziewczyny też mogą lubić samochody i że ona też je lubi :) Na to Bru nie miał już co powiedzieć. Potem słyszałam narzekania Hani, że w bajce o Gormitach czy innej podobnej (nie znam się) niby przeznaczonej  dla chłopców, wśród super-bohaterów jest tylko jedna dziewczyna. "Mamo, dlaczego tak jest, że jest 3 chłopaków i tylko jedna dziewczyna?". Właśnie córeczko, dlaczego, mam nadzieję, że Ty znajdziesz dla siebie godne miejsce :)

A już naszym ulubionym powiedzeniem w ramach babskiej komitywy jest " Dziewczyny nigdy sie nie poddają". Przecież siła jest kobietą :)

Przeciwnikom feminizmu od razu dodam, że to nie chodzi o jakąś wojnę płci. Chodzi mi tylko o to, żeby Hania robiła to co lubi, co ją interesuje, bez oglądania sie na to, co dziewczynkom wypada a co nie. Mam nadzieję, ze bedzie podążać za swoimi zdolnościami i chęciami a nie oczekiwaniami społeczno-kulturalnymi. I cieszę się, że jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku :)

niedziela, 08 maja 2011
Wieczorna pora, dzieciaki w łóżkach, zabieram się za czytanie. Mamy skończyć zaczętą wczoraj książkę "Garbus" opowiadającą przygody pewnego samochodu.
Ja: Brunio, to o czym wczoraj czytaliśmy, powiedz mi proszę, na czym wczoraj stanęło?
Brunio: na kołach!
poniedziałek, 02 maja 2011

Święta, święta i po świętach. Tajfuny przeżyły ten czas z wielką radością, czyli tak ja te święcia święcić należy. Zdobyły szczyty malarskie malując jajka, siebie nawzajem i stół, poświęciły to i owo, szczególnie mając na wzglęcie cukrowego baranka, objadły się świątecznymi smakołykami a w śmigus dyngus po raz pierwszy latały po okolicy z sikawkami, na szczęście w formacie mini i oblewając siebie nawzajem. Pełnia szczęścia.

Muszę zacząć uważać, bo Hania czyta wszystko, co jej wpadnie w łapki.Muszę pochować niektóre książki, bo córa już się chwali, że podczytuje mojego ukochanego "Thorgala". Koniec kupowania w konspiracji dla tzw. gości ptasiego mleczka, chociaż pudełko ma zmieniony design, Hania w mig wie co i jak i treba ukrywać czekoladki w najciemniejszym kącie. W łazience poleguje książka Lisy See i już Hania napisała powieść, której główna bohaterka ma na imię Lisa (Mamusiu, ale nie Liza, tylko Lisa, bo ja podejrzałam w Twojej książce!) i wyrusza do sklepu po pomidory, gdzie natrafia na tajemniczą ścieżkę. Tak, bo Hania nie tylko czyta, ale i pisze, jej powieści sa niezrównane, zwłaszcza w poprawianiu humoru swoim rodzicom.

Bruno, jako członek teamu Tajfunowego nie chce być gorszy. Mamo, naucz mnie literek! Zczytuje zachłannie literki z bluzek, tablic, wyciągam wiec cudowną książkę "Alfabet" i zaczynamy naukę. Hania, istota obdarzona nadprogramowym instyktem opiekuńczym wzięła go pod swoje opiekuńcze skrzydła i tak w sobotni poranek zastałam dzieci przy biurku nad kartką papieru z rozpisanymi literkami. "No Brunio, jaka to literka? Pomyśl! Eee, nie wiem. To ja Ci podpowiem, na tę literkę jest wyraz cytryna. Cy!! Bardzo dobrze, brawo!". Czuję się zawsze nieswojo, jak widzę jej zachowania na kształt macierzyńskich, bo chcę, żeby dla Hani Bruno pozostał po prostu bratem, ale jej te lekcje sprawiają niekłamaną przyjemność, zawsze to lepiej niż żeby się kitłasili (nadrobią innym razem :)

Kolejny konkurs to ten na ilość siniaków na nogach. Z każdym dniem kolejkcja się powiększa, liczymy je skrupulatnie, kto ma więcej ten wygrywa. Siniaki Tajfunów, które uwielbiają rowery, hulajnogi i rolki, przybierają naprawdę niesamowite barwy, istna feria kolorów i kształtów, do wyboru :)

11:25, ingutka
Link Komentarze (1) »
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru