niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 31 maja 2007
W związku ze zbliżającym się wielkimi krokami terminem porodu, myślę sobie o jeszcze jednym dowodzie na to, jak mało wiemy jako ludzie. Staramy sie przeniknąć naturę, rozłożyć ją na cząsteczki (a czasem i na łopatki), opisać rzeczywistość wzorami matematycznymi, wrzucić w uregulowany nurt, po to najczęściej, aby mieć nad nią władzę.

A tu prztyczek w nos.

Do dzisiaj nie wiadomo, dlaczego kobieta rodzi w takim a nie innym terminie. Co powoduje, że dziecko stwierdza "już czas, wielki wir wciąga mnie"? Co jest tym pierwszym impulsem, który wprawia w ruch całą machinę porodową? Jedni upatrują w tym palca opatrzności bożej. Inni wierzą, że dziecko musi się urodzić pod odpowiednim układem gwiazd, który zapowie jego los.

Dla mnie to kolejny dowód tego niezwykłego cudu jakim jest życie. Nie ukrywam jednak, że nieco stresujący. Czy to już? to najczęsciej powtarzane przeze mnie pytanie, oczywiście tylko w myślach. Gdybamy sobie z M.: skoro Brumiś jest duży, może pojawi się wcześniej? A moze dobrze mu tam, gdzie jest i jeszcze go przenoszę?. Czy moja psychiczna gotowość to jeden z niezbędnych czynników do odpalenia rakiet startowych? ".

No cóż, poczekamy, zobaczymy!
PS. Oby tylko ominęły mnie "dowcipne" uwagi znajomych typu "dlaczego jeszcze nie urodziłaś?" "ale masz olbrzymi brzuch zauważyłaś? "a ty jeszcze z tym brzuchem, nie znudziło Ci się?".
poniedziałek, 28 maja 2007
Hania dostała nowe foremki ze zwierzątkami od Cioci. Chwalimy się wiec Hani wiedzą:
- a co to za zwierzę, Haniu?
- Kura!
- a jak mówi kura?
- ko ko ko!
- a co mówi kogut?
- Kukuryku! Ja tu rządzę w tym kurniku! - Hania pięknie powtarza nauczony wierszyk.
Po chwili zastanowienia mówi:
- Mamusiu, w kurniku rządzą kury!

(tak trzymaj Mała ;)) i żeby nie było, ja jej tego nie nauczyłam!

niedziela, 27 maja 2007
Wchodzimy z Hanią do domu. Szukam swoich klapek i wykorzystując energię "perpetuum mobile" Hani proszę:
- Haniu, proszę pomóż mi znaleźć moje czerwone klapki! (często sie bowiem zdarza, że Hania nie dość, że znajduje i przynosi mi buty to jeszcze cierpliwie nakłada mi je na stopy).

Kątem oka widzę, jak Hania znajduje moje buty i pędem chowa sie z nimi w pokoju gościnnym.
- Haniu, czy znalazłaś moje buty, czy możesz mi je dać?

W tle słychać odgłosy sugerujące, że córa nieporadnie próbuje włożyć japonki na swoje małe, zwarte stópki. Od razu jednak pada odpowiedź:

- Mamusiu, nie dam Ci Twoich klapek. One mają buzie i pogryzą Ci nogi!!!
- ale buty nie mają zębów, Hanulu!
- Nieee? W takim razie mają język!!!!!- zripostowała szybko Hania i chociaż klapki nie mają jezyka to jednak przyznałam córce medal za błyskotliwość - wszak większość butów posiada język, prawda?
sobota, 26 maja 2007

Ostatnia randka w ciemno z Bruniem. W ostatni czwartek po raz ostatni pojawiliśmy się na USG celem podejrzenia, co też najmłodszy członek naszej rodziny poczynia sobie w brzuchu. Tym razem zjawiliśmy się w komplecie: oprócz mnie 2w1, mizianie czytnikiem po brzuchu obserwowała Hania siedząca na kolanach Taty. Zważywszy na poziom abstrakcji (czyli czarno-białych kształtach widocznych na ekranie, przy których nawet S.Dali wymięka) zachowywała się lepiej niż wzorowo - wpatrywała się jak zaczarowana w ekran.

Synek za to ujawnił, że po rodzicach odziedziczył pracowitość: wg wyliczeń lekarskiego komputera waży juz 3350g i wcale nie zamierza na tym poprzestać. Na szczęście to już koniec 37 tygodnia, wiec mam nadzieję, że aż tak wielki nie bedzie. Poza tym Bruno jest gotowy do wyjścia, na co wskazują mi nie tylko medyczne dane ale też brutalne aluzje Małego wyczyniane na moim brzuchu (mamo nudzi mi się - bach! brzuch skręca się aż w jedną stronę. Mamo, ciasno mi tu, zobacz - łup -brzuch wypina sie tworząc guza od kształtu rączki.

Co do samopoczucia: mówiąc szczerze przy takich upałach i przy energicznej 2,5 latce bywa czasem bardzo cięzko – tym bardziej, że mogę liczyć tylko i wyłącznie na pomoc mojej mamy. Ograniczam wiec wizyty lekarskie do niezbędnego minimum i wyczekuję do popołudniowej drzemki córeczki, kiedy to obydwie a raczej we trójkę łapiemy chwilę oddechu. I jakoś to idzie :)
wtorek, 22 maja 2007
Kobieta w ciązy to ciekawe zjawisko. Kiedy trzeba jej ustąpić miejsca, przepuścić w przejściu czy chociażby uważać na wystający brzuch, staje się na ogół niewidzialna. Jednak już chwilę później, kiedy wreszcie niczego nie chce, nie patrzy, staje się jakże radosnym urozmaiceniem codzienności.

Tako i ja należę do tej brzuchatej gromadki. Brumiś ani myśli rezygnować z podjadania z mamy zapasów, brzuch wiec rośnie sobie powoli ale stale. Żeby było jednak śmieszniej, cała wielkość brzucha gromadzi się w "czubie", który mam przyklejony z przodu. Z boku wyglądam jak aktorka w filmie klasy C, której nieudolnie przyklejono piłkę - z drugiej zaś strony wygląda to szalenie kobieco, gdyż poza odstającym przodem, niewiele zmienił się mój wygląd. Noszę więc seksownie opięte ciuchy i wygodne spódnice powodując, że mało kto się za mną nie ogląda (no dobra, dobra, uwagę zwraca tez mój kaczy chód i słodka Hania idąca na ogół u mojego boku).

W moim towarzystwie wiec można czuć sie całkowicie bezpiecznie - gwarantuję, że mój współspacerownik pozostanie dla przechodniów niewidoczny. Może sie nie stroić, nie myć, założyć koszulkę z dowolnym napisem typu 'jestem gejem" czy też bardziej kontrowersyjną "kocham Kaczyńskich" i przejdzie to bez echa. Z drugiej strony czasem aż mi żal, ze to nie z powodu mojej urody a tylko brzucha, oglądają sie za mną mężczyźni - a jest ich nader dużo i to na domiar złego przystojnych. Może jestem dla nich wizualizacją horroru, o jakich marzą ich dziewczyny tudzież żony?
poniedziałek, 21 maja 2007
2,5 latek to bardzo ciekawy mały człowiek. Miesza sie w nim wiedza jego długiego życia, chęć naśladowania dorosłych oraz naturalny dryg do nauki przez zabawę i fantazjowanie. Wychodzą z tego nieraz bardzo zabawne mieszanki.

I oto dziecię moje siedzi w piaskownicy i pracowicie "gotuje" zupę dla mamusi. Po chwili przychodzi do mnie, podaje mi wypełnioną piaskiem miseczkę i łyżkę i mówi:

- Mamusiu Kochana (hmm, jak miło!), to jest dla Ciebie zupa z cymanonem i cukrem. Tylko nie zjadaj tego, bo tam jest piasek!

(w końcu sama nie wiem, udawać, że zjadam czy nie? w każdym razie powiedziałam, że smakowało)
niedziela, 20 maja 2007
Oglądamy z Hanią wielkiego siniaka na mojej ręce. Hania martwi się o mnie i dopytuje:
- Mamusiu, czy jeszcze Cię boli?
- Nie, Haniu, już nie.
- Mamusiu, a skąd ten siniak?
- uderzyłam się
- podłogą? - pyta logicznie wielokrotna uczestniczka bliskich spotkań ciało-podłoga i posiadaczka posiniaczonych kolan.

(odpowiedzią był atak śmiechum który miał wyglądać jak niewinny kaszel ;)
czwartek, 17 maja 2007
- A wiesz Mamusiu - opowiada mi Hania pokazując rączkami - ja mam taką malutką, malutką, malutką dzidzię w brzuszku. I będę miała taki wielki brzuch jak mama i taki stlasznie śmieszny pępek (tłum. -  mam wypukły i wystający lekko pępek co wygląda rzeczywiście śmiesznie). A jak się dzidzia urodzi to będzie miała siusiaka i dam mu monio (smoczek)!
- Haniu, a jak sie będzie nazywała Twoja dzidzia?
- Blaciszek!! 
poniedziałek, 14 maja 2007
Jest mi przykro, ale niestety ostatnio nie mam czasu zaglądać na bloxa a co dopiero go pisać. Teraz jednak, w rzadkiej wolnej chwili, siadam i piszę co i jak.

W związku z wyjściem na ostatnią prostą (czyt. dziewiąty miesiąc), okazało się, ze lista rzeczy do przygotowania przed porodem zrobiła się całkiem spora. Wszelkie próby zaklinania i transformacji magicznego "przed" w "kiedyś po" porodzie są raczej nieskuteczne. W związku z tym najpierw ja, a potem małżonek załapaliśmy stresa i próbujemy załatwiać co się da. JAk to w takich okolicznościach bywa, wszelkie sprawy do załatwienia mnożą się jak króliki a dodatkowe przeciwności losu zdawają sie sprawdzać naszą cierpliwość.

Nie one jedyne. Oto Hania, cud dziewczynka, testuje codziennie na mamie zabawę w typowe przeciąganie liny. Po którym razie mama nie wytrzyma? Po którym wyjdzie z siebie? Ja z kolei ćwiczę w głowie wszelkie techniki alienujące mojego ducha z marnego ciała. Począwszy od liczenia do miliona pięciuset tysięcy (wkrótce zacznę liczyć w obcych jezykach, żeby był z tego pozytek) poprzez wyobrażanie sobie, że wcale nie jestem zdenerwowana, bo tak naprawdę nic nie słyszę, nie widzę i mnie tu nie ma.

Dzięki temu jednak poród jawi mi się jako coś cudownego: przez dwa dni będę zajęta tylko i wyłącznie małym bobasem, który chce tylko jeść, spać i mieć czysto - nic więcej! Mało tego! Podadzą mi do łóżka jedzenie i jeszcze pozmywają po mnie! Koniec z gotowaniem dla rodziny, sprzątaniem i innymi syzyfowymi robotami domowymi, których jest zawsze więcej niż sie myśli! A jak się uda to może i przeciągnę pobyt do trzech dni?
 

sobota, 05 maja 2007
Nadszedł wreszcie maj a wraz z nim wreszcie wybuchła zieleń, podobnie jak mój brzuch, który pcha się wciąż na przód. Coraz bardziej podekscytowana patrzę na licznik tygodni oraz czas jaki pozostał mi do rozwiązania. To, że tego czasu jest coraz mniej, zauważyć można łatwo w łóżku - odwrócenie się na drugi bok (jedyne dwie pozycje, w jakich mogą leżeć znękane ciężarne) to operacja na miarę przestawienia barakowozu za pomocą dźwigu. I dlatego właśnie zawsze spontanicznie wydaję z siebie dźwięki, jakie wydają foki i klapię rękami niczym płetwami. Małżonek dostaje wtedy napadu śmiechu. Na szczęscie do tej pory nie przyniósł mi do domu surowej ryby, trzymanej za ogon ani nie próbował wrzucić mi piłki na nos - może więc nie wyglądam najgorzej? ;))

Moje myśli krążą zaś wokół paru tematów. Czy będę w stanie tak samo mocno jak Hanię, pokochać małego Brunia? Kiedy wreszcie będę trzymała w swoich ramionach mojego syneczka?
I przede wszystkim największy problem w naszym "prorodzinym kraju" -  w którym szpitalu uda mi się urodzić czy też może z uwagi na tragiczną sytuację na porodówkach (totalny brak miejsc w całej warszawie), powinnam zawczasu wybrać sobie jakiś przytulny, miękki, elegancki autobus niskopodłogowy - oprócz pewności, że będę jedyną rodzącą Brumiś dostałby na dzień dobry bezpłatny bilet na komunikację. Przy ryzyku rodzenia pod mostem to naprawdę alternatywa nie do pogardzenia :)
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru