niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 31 maja 2005

Pomimo braku upałów, dzisiejszy dzień nie należy u mnie do najlepszych. Moje gapiostwo i roztargnienie przekracza dzisiaj granice przewidziane dla trzylatki a co dopiero mówić o takiej starej babie jak ja. To tak jakby moja świadomość poszła na wagary, niepomna na moje samokrytyczne nawoływania. Zdarzyło się już więc, że szukałam śmietnika, który stał u mych stóp, położyłam pisma w przestrzeń, w oficjalnym komunikacie zamiast nr telefonu kontaktowego podałam nr faxu pewnego kierownika :) a na deser wpadłam z rozmachem na stół w naszej firmowej recepcji. Cóż, przynajmniej chłopaki z ochrony miały ubaw. I aż sie boje co bedzie dalej.

Jedynym moim lekarstwem jest nowy nałóg, który staram sie zwalczać, ale nieskutecznie. Otóż tuż obok przystanku autobusowego, z którego wracam do domu, ulokowała sie kafejka coffee heaven. Chociaż kiedyś nie przepadałam za tą kawą, to teraz przekonałam się do niej całkowicie. A jak wychodzę z pracy to nogi same mnie niosą po kubek, zmysły czarują wizją smaku, aromatu w sam raz pod książkę czytaną w autobusie i mocy, dzięki której może wreszcie uda mi się uprać pościel, pomyć podłogi, zrobić chłodnik, uprasowac pieluchy, zrobić peeling stóp albo chociaż zjeść obiad :)

poniedziałek, 30 maja 2005

Macierzyństwo otwiera tyle samo dróg ile zamyka.

Hanioł dotleniony. Prawie cztery dni spędziliśmy poza domem! Tylko w piątek musiałam pójść do pracy, ale moja dobra szefowa zwolniła mnie wcześniej, żebym mogła zając się Małą, zdążyłyśmy wiec nawet wybrać się na najpyszniejsze lody Grycan! Chwila, w której siedziałam w klimatyzowanej lodziarni, delektując się niebiańskimi smakami, obok siebie mając śpiącego w wózku WpółGolasaHanioła i ukochanego M. a pod sobą ludzi, którym uwielbiam się przyglądać, należy do najprzyjemniejszych w ostatnim czasie.

Tak się w ciągu tych ostatnich dni wyspacerowaliśmy, wygrzaliśmy, że nie mam siły pisać. Oddaję wiec głos Hani:

- trawa i ziemia są smaczne. Pomidor i ziemniak od rodziców z talerza też. Książka i celuloza też są całkiem dobre.

- kąpanie się w misce na dworze jest super! Chlap, chlap! Dlaczego nie można złapać spadającej wody w rączkę?

- Upał jest niedobry. Gorąco, duszno, pot, jeść sie nie chce tylko pić i pić i pić! Czy musi być tak gorąco? Za to na golasa jest bardzo fajnie :)) Tylko mama i inni ciągle gapią się na moje stopki całują je. Dlaczego?

-dlaczego jak chce iść do przodu, to te wstrętne kolana nie chcą podążyć za rączkami? Wredoty jedne. Dobrze, że już umiem siadać!

Wyżywamy sie słownie tylko na osobach słabszych od nas. Gdy czujemy, że ktoś jest pokorny, nieśmiały i cichy, wstępuje w nas Pan Zło i jeździmy po tej osobie jak po łysej kobyle. Wobec ludzi świadomych własnych racji, silnych i mających władzę, kładziemy uszy po sobie, przypominając małe zajączki. I tak później odbijemy sobie na tych, co boją sie bardziej od nas.

Bojąc sie bezpośredniej konfrontacji, rzucamy mimochodem złośliwe uwagi i zawoalowane uwagi. Cieszymy sie jak dzieci, że zatruta strzała została wypuszczona, nie mając odwagi spokojnie i racjonalnie porozmawiać.

Im dalsza odległość od przeciwnika tym większa odwaga, buta i przekonanie o zwycięstwie.

A jeśli nawet dojdzie do konfrontacji to we własnej twardogłowatości, zaciętości i źle pojętej dumie, bedziemy walczyć do śliny ostatniej, uznając przyjęcie argumentów przeciwnika za porażkę, której staramy sie uniknąć za wszelką cenę. Nie mamy odwagi przyjąć czyiś poglądów i przyznać komuś racji.

piątek, 27 maja 2005

Wczoraj obchodziłam po raz pierwszy swoje święto.

Po raz pierwszy świętowałam to co dla mnie jest codziennością i po częsci też sensem życia" macierzyństwo" .

Już po przebudzeniu Hania, z niewielką pomocą M. :) wręczyła mi tajemniczą paczuszkę. Po rozpakowaniu okazało się, że to wymarzony, najprostszy młynek do kawy. Dzięki temu będę mogła czarować i za pomocą paru ruchów rączki wyczaruję niezrównany zapach a potem mocny i aromatyczny smak uwielbianego przeze mnie napoju. Czysta magia :)

A potem był całodniowy spacer po kabatach i powsinie w towarzystwie rodziny Leonelów. Nasze dzieciaki zaczynają się po mału ze soba kontaktować, aczkolwiek czasem przybiera to nieoczekiwane oblicza. Gdy jedno dziecko zaczęło płakać, drugie po chwili dołączyło do chóru przejęte jego tragedią. I tak mieliśmy dwójkę płaczących maluchów i czwórkę płaczących ale ze śmiechu rodziców.

To był fantastyczny spacer. Jedynym minusem jest opalenizna a raczej czerwienizna, która pojawiła się na moim ciele w sposób całkowicie asymetryczny. Czerwone placki wykwitły radośnie na prawym ramieniu, karku i dekolcie. Zastanawiam się, jak tu nadrobić zaległości i opalić te brakujące części?

PS. Zauważam w swoich wpisach pewną błahość. Nie wstydze się tego, teraz nadszedł czas, kiedy mogę sie odprężyć i przestać myśleć o tysiącach bolączek tego świata. Teraz jest tylko raz! :)

czwartek, 26 maja 2005

Wszystkiego najlepszego życzę wszystkim mamom, ale przede wszystkim mojej ukochanej Mamie, która nauczyła mnie, co jest w życiu ważne, na którą zawsze mogłam liczyć, która pokazała mi, czym jest prawdziwa miłość, bezinteresowność, honor, oddanie. Pokazała mi też, jak cieszyć sie z życia i z jego malutkich przyjemności. Odkryła przede mną świat wiedzy i książek, wypraw bliskich i całkiem dalekich.

Kocham Cie mamo i dziękuję ze jesteś!

:-*

środa, 25 maja 2005

Życie matki niemowlaka nie musi być monotonne i jednostajne. Aby podeprzeć filary tej teorii jak również odeprzeć zarzuty, że kobiety po urodzeniu dzieci to już tylko pieluchy i rozmowy o kupkach, idę dzisiaj na imprezę. Żeby nie było za pięknie, sama ją zorganizowałam :))

Zaprosiłam znajomych z pracy, aby uczcić mój powrót z macierzyńskiego no i urodziny dziecka :). Mam wolne od męża i Hanioła na cały wieczór. Mogę pić, hulać i tańczyć. Nie wolno mi tylko: myśleć o dziecku, martwić się jak sobie poradzą beze mnie, dzwonić co 5 min z pytaniami jak tam i co robi Hania i ile zjadła i czy na pewno dadzą sobie radę beze mnie, czy mam wracać :) Smsy też raczej wzbronione. Nie wolno mi przynudzać i za szybko uciekać z imprezki. Mogę się upić ale pod kontrolą.

A ja głupia zamiast się cieszyć, myślę co to bedzie. Mam nadzieję, że utopię te myśli w knajpowym gwarze, w kuflu piwa. Może nawet przez myśl mi przejdzie, że ktoś mnie lubi i że komus się moge jeszcze podobać? To najlepsze lekarstwo na niską samoocenę ciała po ciąży.

Będę sie dobrze bawić. Oby!

Umieszczam zdjęcie Haniołka. Tu podczas przymiarki potencjalnego stroju na chrzest (po siostrze).

wtorek, 24 maja 2005

Żeby nie było, że dziecko to tylko sielanka.

Wczoraj zwizytowały nas dwie koleżanki jeszcze z podstawówki. Hania była tak podekscytowana miłymi ciotkami, że nie mogła zasnąć. Brykała, machała nogami, jeść nie chciała. W końcu po milionie prób odkładania do łóżeczka zapadła w sen, prawie godzinę później niż zwykle.

Ufff..no to wolne do rana. Może dłużej pośpi jak poszła spać później? Może nie powtórzy pobudki o 4:50?

Pobudka nastąpiła o 23:30. Przyznaję się, że przyczyniliśmy się do niej hałasując w mieszkaniu i nie zamykając drzwi od sypialni (gorąco).

Kiedy o ok.1 kładłam sie spać, Hania jeszcze nie mogła zasnąć. Dostała wodę z butli, w końcu zasnęła.

Spała do 5. Ja też.

Moja strategia na dziś: udawać głębokie zamyślenie. Nie zasnąć. Dotrwać do wieczora.

Przygotowania do chrztu uważam za rozpoczęte! Wreszcie mamy wyznaczony termin, dzięki Babci Haniołkowej udało się załatwić, ze uroczystość odbędzie się w ślicznym, barokowym kościółku, w którym braliśmy ślub, a nie w bezdusznej bryle z betonu, w której standardowo odbywają sie chrzty.

Spotkanie z zakonnicą wywołało u mnie dreszcze. Ten chłód, ta wyższość, wzrok niczym lancet, który sprawia, że czuję sie jak mała dziewczynka, która zapomniała zmówić paciorka. Zakonnica z namaszczeniem kaligrafowała nazwiska narzeczonych w wielkiej księdze parafialnej i aż biło z niej poczucie misji. Po tym jak dowiedziała się o naszej absurdalnej, nie mieszczącej się w przepisach (a więc w jej kompetencjach) prośbie, przestała zwracać na nas jakąkolwiek uwagę, pochłaniając się całkowicie nalezytym zawijaskom przy zdyscyplinowanych literkach, które systematycznie wyrastały pod jej pewną ręką. Zawsze zastanawiam się, dlaczego z wielu księży i zakonnic bije taki chłód, skoro chrześcijaństwo to teoretycznie religia miłości i tolerancji (zaznaczam - teoretycznie!) i jak ma to pomagać w zapędzaniu zgubionych owieczek do kościoła.

Wracając jednak do rzeczy - chrzest odbędzie się pewnego czerwcowego poranka. Teraz zostają przygotowania. Stroje dziecięce na chrzest śledzę już od dawna. Niestety, na razie nic specjalnego nie wpadło mi w oko, no może poza kreacjami mini niebo, których ceny uważam za stanowczo wygórowane. Na pewno nie zrobię ze swojej córy bezy z tymi sztucznymi akrylami, koronkami etc. będzie skromnie i dziewczęco. I chyba ja też będę musiała oblec swoje wdzięki jakimś nowym fatałaszkiem (czyt.masz okazję dziewczyno kupić sobie wreszcie po paru latach jakiś porządny elegancki ciuch! Korzystaj i szalej!!!).

W międzyczasie ustalam menu skromnego śniadania po uroczystości (jakieś propozycje?)- ale to już przyjemność (co innego bedzie z gotowaniem ;). Bez alkoholu! Bo to święto dziecka a nie picie. i staram się dopilnować wszystkiego, mam nadzieję, ze niczego nie przeoczę i nie uchybię jakimś zwyczajom.

Zrobię po prostu po swojemu. Moje dziecko, mój chrzest. Prawda? :D

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru