niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 19 kwietnia 2011

Bruno jest Kreatorem. Tworzy, wymyśla nowe słowa, do których wymyśla wyczerpujące deficje (typu co to jest sikured - specjalne narzędzie to reperowania aut wyścigowych). Wymyśla bogate historie ze swojego życia, które nigdy nie miały miejsca (cyt."jak byłem mały, a Hani jeszcze nie było na świecie, to mieszkałem razem z Konstancją (dziewczynką z sąsiedzka, w wieku Hani), ale w pokoju były tylko dwa łóżka i jak się Hania urodziła to mieliśmy problem, bo Hania nie miała gdzie spać"). Wymyśla na poczekaniu piosenki i wiersze, które śpiewa i recytuje, kiedy ma tylko na to ochotę.

Jak wygląda wyznanie miłości Kreatora?

- Mamusiu, kocham Cię jak wszystkie słowa! Nawet angielskie np.laku noć!*

Każdy miłośnik języka i słów pojmie, jak wielka to musi być miłość :) wzruszyłam się!

* laku noć - dobranoc po chorwacku

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Za mną "babski dzień" czyli dzień spędzony solidarnie na wagarach na żądanie wraz z Hanią. Dzień na ostatnie zdrowienie, a przede wszystkim na przygotowaniach do ważnego dnia. I dzień na przyjemności wynikające po prostu z bycia ze sobą. To niesamowite, jaką frajdę bycie we dwie, cokolwiek, gdziekolwiek. Rozmawiać, być, opowiadać. Ręka w rękę.

Łapałam się na tym, że gdy zaczynałam zrzędzić np. że Hania nie chce pić prawdziwej czekolady w kawiarni (bo jest za mało słodka, jest "słona"- jak powiedziała :) przez głowę przechodziła mi myśl - czy naprawdę chcesz zepsuć te chwile? Dzień okazał się być bardzo długi a jednocześnie zaskakująco krótki. Zachłysnęłam się nieco taką normalnością, ucieczką od codzienności w której trzeba myśleć o pracy, być twardym, pamiętać o wszystkim i zapomnieć o tym, co w domu. Taki cudowny detox w najlepszym możliwym towarzystwie mojej wyrozumiałej Hani, która przymuje mnie taką jaką jestem i cieszy się, gdy jesteśmy razem. Z moja wesołą przyjaciółką, idealną towarzyszką dnia codziennego.

A skończyłyśmy ten dzień we dwie w wielkim, małżeńskim łożu,grzejąc się pod kołdrą, ziewając ze zmęczenia i kończąc książkę o Pomponie, bardzo śmieszną. I to było idealne zwieńczenie tego babskiego dnia

sobota, 09 kwietnia 2011

Hania siedzi w domu i dobry humor jej nie opuszcza. Chyba jakiś przelatujący bocian zaraził ją jakimś wirusem, bo ciągle mówi mi, że bardzo ale to bardzo chciałaby mieć jeszcze braciszka. Ha, jakby Bru nie był wystarczająco męczącym młodszym bratem! Ale nie, młodszy brat by się przydał, rozmarza sie Hania, mała dzidzia w domu, byłoby super! Albo nawet jakby tak mieć z pięciu Bruniów, byłoby śmiesznie! Z powodu odmowy z mojej strony zaradna Hania sama chciałaby mieć dzieci. Na szczęście Hania wie, że wcześniej będzie musiała studiować i pracować i co trudniejsze, mieć męża. Może więc wczesne babciowanie mi jeszcze nie grozi :)

Bruno dla odmiany ma fazę buntu - zaczęło się od przedszkola, parę dni później przeniosło się i na dom. Ciężko jest, Charakternik stawia się i walczy niczym Don Kichot, w przedszkolu robi miny i obraża na Panie Przedszkolanki. Ciężka to faza, Brunio na złość Mamie nie będzie zjadał kaszki, nie założy butów a nawet rzuci żółtym serem na podłogę. Żąda całkowitego oddania, uwagi i dostosowania się do niego, jego decyzji i zachcianek. Razem z Panią Przedszkolanką żalimy się sobie i podtrzymujemy na duchu. Na pocieszenie dowiedziałam się, że Bru jest bardzo bystry, zawsze uważnie słucha wszelkich czytanek i zna odpowiedzi, co w jego grupie nie jest takie częste. Może dlatego wychowywanie go jest bardziej wymagające?

Wydarzyła nam się też historia czapkowa. Po powrocie z pracy zobaczyłam nową czapkę z daszkiem u Brunia, w sam raz jak dla niego, wyglądała naprawdę świetnie. Następnego dnia Brunio z chęcią założył ją do przedszkola, a wieczorem cały czas chodził w niej po domu. Kiedy położyłam go spać, wstał jeszcze w poszukiwaniu czapki i zasnął dopiero wtedy, kiedy miał ją na głowie, uszczęśliwiony i spełniony. Widok to był piękny, poszłam wiec podziękować mieszkającej u nas chwilowo Busi za ten piękny prezent. Niespodziewanie okazało sie, że Busia tej czapki nie kupiła, a co dziwniejsze, nie zrobił tego też M. - każde z nas myślało, że to drugie ją kupiło. Czapka pochodziła z przedzszkola, Bru poprostu się nią "zaopiekował", a Busia nie zwróciła na to uwagi, bo nie zna jego rzeczy. Cóż, rozmowa na temat własności za nami, wyprawa po czapkę do sklepu ciągle przed, tylko gdzie ją kupić?

czwartek, 07 kwietnia 2011
Bawimy się w doktora House. To taka gra, w którą gra większość rodziców, jakich znam, bynajmniej nie z powodów hobbystycznych, a jedynie z powodu konieczności. Życiowej.

Hania dostała krostek, małych, drobnych i to zlokalizowanych w dziwnych miejscach - na stopie, pod brzuchem i trochę na plecach. I to wszystko. Zwołałam wiec konsylium w postaci osoby własnej oraz M. i próbowaliśmy zgadnąć, co to jest. Wyszło nam, że półpasiec, ale czy dzieci mają półpasiec? i to taki?

Jako, że w medycynę wierzymy jak najbardziej, od razu zapisaliśmy Hanię do lekarza. Diagnoza: nie półpasiec, dać antybiotyk. Powodem ma być zły stan gardła, a ściślej migdałków. I mamy burzy mózgów część 2, dawać czy nie dawać antybiotyku? Tak w ciemno, przy tak dobrym samopoczuciu ogólnym?  W sumie to obydwoje podjęliśmy decyzję dosyć szybko, nie dawać, leczymy pozostałymi lekarstwami i czekamy.

Jak to House. Mamy swoje teorie i swoje obserwacje. Nie wierzymy na ślepo, zastanawiamy się i konsultujemy. Inaczej się nie da.

PS. Hania siedząc w domu tworzy cuda - obrazki tasiemce, kolorowe koperty powycinane odpowiednio, laurki z wyznaniami miłości - cudo!

PS2. Nadal nie wiadomo co to za krosteczki i dlaczego są zlokalizowane akurat na górze prawej stopy?
21:41, ingutka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 05 kwietnia 2011
Pewnych rzeczy nie mówi się na głos. Na przykład takich, że Tajfun Starszy ma dostać medal za frekwencję, bo jako jedyna z grupy zerówkowej nie opuściła ani jednego dnia szkolnego. Stwierdziła to Wychowawczyni a rodzicie już oczami wyobraźni widzieli ten medal, to świadectwo, że dziecko zdrowo się chowa, że się dba o nie, że zdrowa dieta i hartowanie i w ogóle i w szczególe ...

Licho uwielbia takie momenty. Wystawia krzywe zęby i śmieje się, ile się da. I wystarczył weekend, który Tajfunka spędziła  na dworze, szczęśliwa niczym szczeniak, zabiegana, niedopięta i niedoubrana.

Poniedziałkowy telefon ze świetlicy rozwiał wszelkie wątpliwości: Hania ma gorączkę i jest osowiała. Wróciła czerwona, lekko nieprzytomna, padła wcześnie spać. Następnego dnia zadowolenie: syropy do picia, słodkie pigułki do ssania, domowa laba,świerszczyk do czytania i zabawa - jednak chorowanie jest fajne, co zauważył też Młodszy Brat i również chciał dołączyć. Niestety, spora rana na ustach, nosie i policzku, która powstała na wskutek upadku przy zabawie samochodzikiem, nie predysponuje go do wstąpienia do Klubu Chorych. Mam nadzieję, że go ominie ten zaszczyt, ale kto wie?
20:13, ingutka
Link Komentarze (4) »
sobota, 02 kwietnia 2011

Ale dziwnie...w domu słychać tylko poświstywanie śpiącego kota, cykanie zegara i wwiercającą się ciszę. Słyszę moje własne myśli. Włączam szybko nastrojową muzykę, której wyjątkowo nikt nie zagłusza gadaniem, tupaniem czy śmiechem. Dziwne.

Tajfuny rozpoczęły sezon podwórkowy, a po raz pierwszy w tym roku Brunek lata przed domem beze mnie. Wyglądam przez okno, patrzę jak dzieciaki rysują kredą, jak chowają się za choinką podczas zabawy w chowanego. Biega z nimi dziewczynka sąsiadów i chłopiec mieszkający parę domów dalej, którego imienia nawet nie znam. W zasadzie jest już pora na posiłek, ale nie mam serca wołać dzieciaków do domu. W takiej bandzie dziecięcej każda chwila jest warta więcej niż co innego.

Przypominam sobie czasy mojego dzieciństwa. Wychodzenie po szkole na podwórko było czymś oczywistym. Pamiętam jak uczyłam sie przeskakiwać przez płot (poprzez przerzucanie nóg nad głową). Akrobacje na trzepaku. Najrozmaitsze gry, pifko-przeciwko, kapsle, cała ta podwórkowa rzeczywistość.  Nie cukierkowa, nie różowa, ale bardzo ważna część rzeczywistości. Myślę, że lepsze to niż siedzenie przed komputerem czy telewizorem. I dlaczego cieszę się, że u Tajfunów zaczyna sie tez czas.

A ja...co tam, włączę sobie ulubioną piosenkę po raz dziesiąty, w końcu nikt nie będzie protestował :)

Rozmowy z Bruniem to takie małe życiowe przyjemności.

1. Bru patrzy z sentymentem, ba! z rozczuleniem na moje piersi:

- Mamusiu, a ja pamiętam Twoje piersi. Jak byłem mały to piłem z nich mleczko o tak: cmok!cmok! cmok! A jak wyszedłem z Twojego brzucha to strasznie się darłem o tak: "łee, łeee, łeeee!"

2.Przychodzę do łazienki w czasie gdy dzieci się ubierają po kąpieli.

- Mamusiu, a Ty skąd się tu wzięłaś? Spadłaś z nieba? Tak myślałem, że spadłaś z nieba!

3. W przedszkolnej szatni, wyjątkowo niespóźnieni.

- Mamusiu, a Ty lubisz przyjemności?

- oczywiście, a Ty? jakie masz przyjemności?

- zabawa, wyprawy rodzinne i przytulanie sie do mamy! - z tymi słowy rzucił sie w objęcia rodzicielki.

Żeby nie było za różowo, dwa dni temu ulubiona Ciocia Przedszkolna Brunka wzięła mnie na bok i poinformowała, że jest zaniepokojona, bo Brunek rysuje czarną kredką. Wyraźnie ją preferuje, a poproszony o autoportret narysował czarnego potwora, czym przeraził Panie. Padło podejrzenie, że coś sie złego dzieje, że to wewnętrznie przeżywa etc. Najpierw sie przejęłam bardzo, zasięgnęłam języka, ale potem uznałam, że to nie tak. Brunek, jak to artysta rysuje tylko to co go interesuje tj. roboty, samochody, czołgi. Do tego identyfikuje się z tym bardzo, sam uważa siebie naprzemiennie za robota czy wyścigówkę, zwłaszcza po wizycie w Centrum Nauki Kopernik (polecamy!). Jest już tak ukochany, że bardziej sie da. W domu nic się nie dzieje, poza moimi pracowymi stresami. Myślę, że taka jego uroda, zwłaszcza, że z niego niesamowicie pogodny facet. Panią Przedszkolankę uwielbiam, a jednak nie mogę się zgodzić, że to czarne chmury zawisły nad Bru. Co nie oznacza wcale, że swoją drogą bywa w przedszkolu niegrzeczny. Pracujemy nad tym, ale taki to już urok charakterników.

18:24, ingutka
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru