niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
piątek, 30 kwietnia 2010

Zrobiło się ciepło i Tajfuny każdą wolną chwilę chciałyby spędzać na dworze. Ja zresztą też, ale w pracy musi mi wystarczać otwarte okno i tęskne spojrzenia na coraz bardziej zielone drzewa.

Hania po dwóch dniach prób jeździ jak stara na dwukołowym rowerku. Jest z siebie bardzo dumna i co chwila prosi, żeby pójść z nią na rower. Dobrze, że w domu nie da sie pedałować, bo pewnie i tam by jeździła. Wolne chwile spędza też na placu zabaw, gdzie nawiązuje nowe znajomości, sama nie wiem, gdzie ten mój nieśmiałek się schował. Zazdroszczę dzieciom tej umiejętności podejścia do zupełnie obcego dziecka i rozpoczęcia nowej znajomości, wspólnej zabawy, jakie to jest inne od dorosłej gry poznawania się, sądowania, testowania. Ja jestem Hania, a ja Marta, to bawimy sie w syreny i wszystko jasne.

Bruno jest za to dużym chłopakiem. Chodzi dzielnie w majtkach i najkochańszej czapce z daszkiem z zygzakiem mcquinnem od taty i podkreśla, że jest już duży.

Busia: Chodz, Bruńku, napijesz się soku przed wyjściem!

B: Nie, chłopaki- policjanty nie piją!

Chłopaki zresztą dużo rzeczy nie robią i równie dużo rzeczy robią, ważne żeby tego przestrzegać. "Mama, chłopaki też noszą gumki na włosach, uczesz mnie". Skoro tak, to za chwilę do pokonania jeden z ostatnich stopni do bycia przedszkolakiem: całkowite pożegnanie z pieluchami, które jeszcze pojawiają sie w nocy. A ja nucę sobie niesamowicie wpadającą w ucho piosenkę z bajki o SamSamie:

" Łóżkosikacze ty się bój, bój się bój,  chroń materac swój
W nocy cię wilgoć dopaść chce, czuwaj, my i tak zmoczymy cię
Łóżkosikacze si si, tak to my,  żółte krople trzy
Gdy już trzymanie znudzi cię, czekaj, zaraz możesz zmoczyć się
W łóżku twym mieszkamy, by prześcieradło moczyć ci "

www.youtube.com/watch?v=cw6w7TNt1Kk

(zaczyna się koło 3 minuty)

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Wraz z rozwojem mowy i innych umiejętności społecznych Bru zakończył sie po mału okres, w którym Hania była jego opiekunką, wyrocznią, a on małym dzidziusiem, zdanym na jej łaskę. Teraz to już typowe rodzeństwo z w miarę równym podziałem sił, w związku z tym konflikty między nimi są na porzadku dziennym.

I jak to zwykle bywa, kłótnie wynikają z byle czego: ktoś kogoś popchnie, ktoś sie bawi czymś nie swoim, a może właśnie swoim, ale nie chce pożyczyć, a w ogóle to on/ona zaczęła. I albo słychać ryk i płacz Brunia - jego sposób na problemy albo wrzask Hani, chociaż niestety częściej załatwia to ona po swojemu -zabiera cos siłą, popycha i inaczej odreagowuje złość. W związku z tym powinnam nieustająco czuć się jak Sędzia, ale wcale nie zamierzam. Jak powiedziała mi ostatni pewna mądra Dusza, lepiej nie pytać, kto kogo, żeby nie nakręcać spirali podejrzeń, lepiej prosić, żeby sie sami dogadali. Tak, tylko obawiam się, że wtedy wygra silniejszy. Próbuję znaleźć wiec zawsze jakąś trzecią drogę, co łatwe nie jest. Wydaje też mi się, że ja to najmocniej przeżywam, gdyż Tajfuny, kochające się pomimo konfliktów na zabój, już w minutę po kłótni potrafią ganiać się po domu z kwikiem szczęścia na ustach albo ćwiczyć całusy na własnych policzkach. Ja za to dopiero oswajam się z nieustająm, starym jak świat, wwiercającym się w mózg zawołaniem: " Maaamaaaaa"!

Z ważnych wydarzeń: Bruno dostał sie do przedszkola państwowego! Bardzo się z tego cieszę, że Bru wchodzi na nową drogę, myślę, że szybko odnajdzie się w przedszkolnych realiach, tak bardzo spragniony jest towarzystwa innych chłopców i rówieśników (a tu wśrod rodziny i przyjaciół dominują baby).

Tak wiec, na poczatku września będziemy mieli dwoje debiutantów: Przedszkolaka i Zerówkowiczkę.

Z Hanią powróciłyśmy właśnie do opowieści o Piaskowym Wilku Asa Lind. Może obie nie możemy doczekać się już do wyjazdu na morze, tam bowiem ma miejsce owa opowieść. Ja lubię tę opowieść ze względu na wilka i jego filozoficzne podejście do życia, Hania pilnie śledzi niepokorną Karusię, obie zachwycamy się niektórymi określeniami, które już weszły do naszego słownika np. siniaki to medale za odwagę.

Jeśli macie ochotę poczuć zapach morza i smak piasku, jeśli rozmyślanie to jedno z Waszych ulubionych zajęć - polecam!

sobota, 24 kwietnia 2010
Dzieciństwo to piękny, bo jedyny czas, kiedy ktoś daje Ci prezent, ponieważ zrobiłeś kupę na nocnik. Potem jest już tylko trudniej.

Tak, to wspaniały czas, kiedy piękne jest to, co nam się podoba, a nie to, co narzucają nam inni - podczas kąpieli:
Hania: - Brunio, ale masz piękną ranę na kolanie!
Bru: dziękuję Ci Hania!


wtorek, 20 kwietnia 2010

Wiem, że w tle działo i dzieje się to, co wszyscy wiemy, ale życie dzieci nie zna próżni i jeśli nawet dzieciaki zasmucą sie tragedią to nie zajmują się tym cały czas, nasza wiec w tym rola, żeby życie ich biegło normalnie. I tak też sie stało. To blog o moich dzieciakach, wiec piszę o nich, nie o moich odczuciach.

Przyszedł weekend, a wiec czas, który Tajfuny lubią najbardziej. Co prawda Brunek jeszcze za bardzo nie potrafi policzyć dni, żeby wiedzieć, że to już, ale Hania wie, co oznacza nadejście soboty - zajęcia w grupach zainteresowań, wyprawy i korzystanie z obecności rodziców nieomalże 24h. A jeszcze do tego większa okazja do zabaw i przepychanek z bratem.

Najpierw udało się odwiedzić Dziadka, z okazji święta Babci i jak to mówi Bru "ale było supel", jak zwykle zresztą.

Następnego dnia Tajfuny rozpoczęły ekspansję ogródka na szeroką skalę - były konkursy na najciekawszy zjazd ze zjeżdzalni i przepychanki, które z nich teraz sie będzie huśtać. Było odkrywanie ślimaków i biedronek, koszenie trawy i gotowanie zupy i lodów piaskowych. Dzieci były brudne i przeszczęśliwe. A ja miałam czas, żeby ogarnąć dom, tony prasowania i inne domowe przyjemności. Za to wieczorem w pełni rozpoczęliśmy sezon ogródkowy wyprawiając grilla z kolacją na tarasie. Siedzieliśmy w naszym skromnym 4-osobowym gronie,  w towarzystwie zachodzącego słońca, kotów śpiących pod nogami i snuliśmy plany wakacyjnych pikników, biwaków i innych wyjazdów, kąpieli w morzu i lodów w ilości masowej.

- mamusiu, ja chcę dzisiaj spać na tarasie! - westchnęła Hania, kichając od nadciągającego zimna. Ma już tak jak i ja, naturę włóczykija i uwielbia wszelkie wyprawy, ciągnie ją w świat.

Brunio narysował swoje dzieło:

- zobacz Tata, tu narysowałem zamek i tu zamek, a tu samochód i co Ty na to powiesz?

No tak, coraz bardziej nie wystarcza słów, żeby w pełni docenić jego elokwencję:

- tatusiu, mówiłeś do mnie?

- dziekuję Ci Mamusiu Kochana, że mnie pohuśtałaś! Kocham Cię bardzo, bardziej!

A wieczorem już po raz kolejny delektujemy się piękną książeczką naszej ulubionej Astrid Lindgren pt. "Ja nie chcę iść spać" wydawnictwa Zakamarki - piękne ilustracje, pełna zrozumienia dla dzieci treść sprawia, że nawet Hania daje się namówić kolejny raz, a Bru siedzi jak zamurowany podczas czytania. I ja z chęcią po nią sięgam, jest mi bliska wizja Mamy nie mogącej zagnać do łóżka energicznego synka :)

czwartek, 15 kwietnia 2010

Mam szczęście. A raczej dwa Szczęścia:

środa, 14 kwietnia 2010

Uwielbiam dziecięce formy odmiany wyrazów, ich specyfikę i brzmienie.

Po wieczornej kąpieli w łazience Hania wkłada dwie małe stopki do wielkiego kapcia Taty i sobie tylko znanym (syrenim?)sposobem wychodzi w nim z łazienki. Brunio- naśladowca natychmiast wkłada drugiego na jedną nogą i mówi: (basem) Jestem Tatą! Po chwili patrzy na bosą stopę i woła:

- Haniaaa, oddaj mi mojego kapecia!

********

Brunio po spacerze mocuje się z butem, który nie chce zejść z jego stopy:

- Ty głupi butu!

**********

Podczas kolacji:

- Tatusiu, poproszę jeszcze żółtego seru!

**************

- Mamusiu, nie wiem gdzie jest moje aucie!

wtorek, 13 kwietnia 2010

Przytulam się do M. i wzdycham:

- jesteś moją słabością.

- A Ty jesteś moją siłą - odpowiada M.  

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Krótko i na temat:

Brak słów...

Wczoraj, z myślą o dzieciach pojechaliśmy pod Pałac Prezydencki. Dzieciaki wysłuchały od mamy kim jest Prezydent i inni Ważni Ludzie w Państwie, co to znaczy tragedia, żałoba. Zobaczyły co to znaczy uczcić czyjąś śmierć, upamiętnić kogoś. Zobaczyły całe mrowie ludzi, morze zniczy i kwiatków. Mam nadzieję, że Hania bedzie pamiętać.

A w południe udało nam się stanąć wśród dźwięku syren. Brunio, jeszcze za mały, by zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi i Hania, która stała bez ruchu trzymając mnie za rękę z poważną miną.

A ja myślę o B. która straciła kogoś bardzo, bardzo bliskiego w tej katastrofie :(

piątek, 09 kwietnia 2010

Dzieci mi rosną i rozwijają się jak szalone, a poznaję to po coraz większym poziomie elokwencji podczas rozmów i sporów.

M. podczas kąpieli w wannie niechcący pochlapał Brunia na głowie.

- Tata, jestem mokry, widzisz co narobiłeś?!!!

Zaś najbardziej zadziwiła mnie Hania. Pewnego ranka wstała  lewą nogą, niewyspanie z poprzednich dni dało jej się we znaki, w związku z tym miała Humorki. Efektem tego była postawa na "nie" do świata i do mnie. Był ryk, że nie chce jeść kaszki rano a potem po zabraniu kaszki ryk, że właśnie chce ją zjeść. Potem nastąpiła wymiana zdań, w której ostatnie zdanie miała moja młoda Buntowniczka:

- Ale to jest Mama, Twoje zdanie! - stwierdziła i z zadartym nosem wymaszerowała z kuchni.

Idę pobuszować po księgarniach w poszukiwaniu podręczników o sztuce prowadzenia sporów ;)

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru