niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
poniedziałek, 30 kwietnia 2007
Jak to z praw fizyki i przyrody wynika, zawsze gdy ciało A oddziaływuje na ciało B, ciało B nie pozostaje obojętne (no chyba, że chodzi o zaloty, ale nie o tym tutaj mowa). Tak jak my oddziaływujemy na Hanię, ucząc ją nowych słów, tak do naszego codziennego słownika wkraczają niepostrzeżenie zasłuchane u Potomkini powiedzionka.

Tata Hani, rosły mężczyzna idzie wiec do sklepu i prosi panią sprzedawczynię o " 2 kg kartofelków, trzy pomidorki i ogóra". Herbatę pijemy z "kuba" (zgrubienie od kubek), zaś hitem ostatnich zakupów w okolicznym sklepie stała się "kaszlanka" - takim bowiem wdzięcznym mianem ochrzciła Hania kaszankę, usłyszawszy po raz pierwszy jej nazwę (mamusiu, poproszę kaszlankę). Kaszlanka tak się spodobała zarówno uśmiechniętej sprzedawczyni (proszę, to kaszlanka dla Ciebie) jak i kolejce za mną, że długo jeszcze powtarzano tę nazwę, widząc Hanię.

Zapewne do obiektywnej oceny "hanonizacji" naszego języka potrzeba postronnego obserwatora - ale o takiego trudno. Kto tylko zna Hanię, nie dziwi się, że kończymy trójstronną rozmowę przez telefon (z jednej strony Tata, z drugiej strony mama i Hania) zwrotem "Miłego gnia! (dnia)".

Czego też czytelnikom zyczymy :)
piątek, 27 kwietnia 2007
Mama: Haniu, powiedz piasek!
Hania: piasek.
M: A powiedz piaskownica,
H: kanonica.

M: piasek
H: piasek
M: Pias-kow-ni-ca
H: ka-no-ni-ca!

PS. Jak sie nazywa piaskownica Hani?
Hanonica!
czwartek, 26 kwietnia 2007
Czasami zaczynam sie zastanawiać, kto w naszym domu naprawdę rządzi. To, że z kotami mamy remis - to już sukces. Hanię natomiast postanowiliśmy wychować w ramach rozmawiania i tłumaczenia, jednak pamiętając o zasadzie konsekwencji, odporności na głupie prośby i zasadach, w których łatwiej się małemu człowiekowi żyje. Kiedy jednak patrzę na moje ledwie 2,5- letnie dziecko, czasem sie zastanawiam, kto tu jest w rzeczywistości górą. Czy w jakiś tajemniczy sposób pilnujący się na każdym kroku, a mimo to zafascynowani córką rodzice, nie dali się stopić jak wosk małej, słodkiej, brązowookiej czarodziejce?

Oto bowiem słyszę od rana:
- Mamusiu, proszę mi przynieść wodę z soczkiem. A teraz mamusiu chodźmy zjeść kaszkę! Dziękuję! A teraz poczytamy książeczkę, może być taaa??? Proszę, wytrzyj mi gluta. Mamusiu, idziemy na spacer do lasu? czy już?

Wracając ze spaceru:
- Mamusiu, proszę wytrzeć buty [dopisek autorki: na wycieraczce], jak się wchodzi do domu to trzeba wytrzeć buciki! [ nie ważne, że na ulicach sucho - buty trzeba wytrzeć]

W salonie:
"Mamulu, proszę spójrz tam - tu Hania łapie delikatnie rączkami moją głowę i skierowuje ją w odpowiednim kierunku - widzisz co tam jest? Tam leci mucha!
[próbuję wstać z kanapy] - Mamusiu, proszę nie wstawaj, siedź na kanapie. Robię Ci herbatkę z cytrynką, miodem i cukrem, napij się! Czy jest dobra? Czy już ją wypiłaś? Potrzymam Ci kubeczek, żeby się nie wylało!




środa, 25 kwietnia 2007
Wraz z lawinowym rozwojem mowy, wypowiedzi, bazy wyrazów i powiedzonek, rozpoczał się ostatnio, całkiem niespodziewianie u Hani czas opowieści. Zdarzyło się już, ze kiedy położyłam się na chwilę na kanapie, zmęczona bólami brzucha, Hania przyszła do mnie, powiedziała "Leż mamusiu, poczytam Ci książeczkę", po czym "czytała" trzymając książkę i mówiąc co jej ślina na język przyniesie.

Dzisiaj wieczorem daliśmy się we trójkę zauroczyć chwili. Po ciepłym, pachnącym ogródkowymi kwiatami i wiosenną ziemią dniu, nadszedł bardzo spokojny i jasny wieczór .Korzystając wiec z okazji zjedliśmy kolację w naszym ogródku na ławeczkach z pieńków. Hanusia, szczęśliwa z obecności obydwojga rodziców i miłego pleneru, brykała w najlepsze. W końcu usiadła z nami na ławeczce, pokazała nam "księżyl i gwiazdki", przytuliła się do mnie i z przejęciem wysnuła wieczorną opowieść niczym prawdziwa bajarka. Nie przypomina mi ona niczego co by Hania mogła usłyszeć, dlatego wiec ku pamięci niezwykłej wyobraźni Haniołka przytoczę ją.

"Wiesz Mamusiu, Hania poszła z Grubasą Kochaną [ tak nazywamy starszą z naszych kotek, a jednocześnie wielką miłość Hani z uwagi na cierpliwość] na spacer do lasu, na górkę. Hania idzie, idzie, a tu nagle wyszedł krokodyl i złapał Grubasę za nogę. Hania powiedziała mu: "No no Ty Krokodylu niedobry! Wypluj Grubasę, wypluj!"
niedziela, 22 kwietnia 2007
Z powodu małego kryzysu zostawiam myśl, którą bardzo sobie cenię. Jest ona przypisywana Sokratesowi, nie pamiętam jej dokładnie, wiec przytoczę jej sens. Otóż podobno Sokrates, spacerując któregoś dnia po targowisku powiedział zadowolony "Jak cudownie jest wiedzieć, bez ilu rzeczy jestem w stanie się obyć".

Jak sobie pomyślę - tych rzeczy jest naprawdę sporo. Im więcej, tym lepiej, do tego wora wrzuciłabym chętnie jakieś głupie myśli, zdania zaczynające sie od  "powinnam", rzeczy, które robię bo trzeba. Najważniejsze jest jednak myślenie, kiedy widzi się miliony rzeczy na które mnie stać, że stać jest mnie na to, żeby im nie mieć. Wbrew większości. Im mniej, tym wiecej wolności.
wtorek, 17 kwietnia 2007

A tak to wyglądało podczas poprzednich ciepłych dni, parę tygodni temu.

Korzystając z pięknej pogody młoda mama z piłką z przodu oraz wygadana dziecina Hania, spędzają czas na świeżym, ciepłym powietrzu, odkrywając ogródkowe ślimaki, mrówki,zaspane pająki, znane i nieznane kwiatki tudzież piaskownicowe baby etc.

Dopiero wieczorem pojawiają sie niepokoje co z brzuchem, czy uda się donosić, to głównie wieczorem Brumiś skopuje mamę, lista rzeczy do zrobienia "przed" się rozciąga w nieskończoność.

Ale w dzień można sie cieszyć, że córeczka jest tak blisko, że mamy dla siebie czas, że mamy siebie nawzajem i to jest najfajniejsze - dlatego nie ma nas, idziemy do "ogródka". Wkrótce napiszemy więcej.


piątek, 13 kwietnia 2007
W dniu wczorajszym Synek po raz kolejny mnie zaskoczył - ha, zapewne nie po raz ostatni. Po długim okresie komunikacji a'la tam-tamy (walenie w brzuch), nadszedł dzień USG, gdzie chociaż jednostronnie mogliśmy się zobaczyć.

Okazało się, że Brumiś (tak jest nazywany Potomek) wziął się ochoczo do roboty, skwapliwie wykorzystując wiktuały, jakie podsyła mu mama via pępowina i osiągnął już rozmiary jakby był o miesiąc starszy. Zdumiona lekarka mierzyła główkę i brzucho po parę razy, bowiem wyniki nie chciały wyjść inaczej niż na 34/35 tydzień, a tu dopiero 31. Również waga, jaka wyszła z podsumowania robi wrażenie - 2120g. Potwierdziło to moje spostrzeżenia, że brzuch mam wiekszy niż przy Hani.

Najważniejsze, że Synek jest cały zdrowy, niestety moje łożysko starzeje się, dlatego też zostałam skierowana na dokładniejsze USG z przepływamy. Staram sie tym nie martwić, ale wizje mam różne. Brumiś oczywiście zareagował w sposób typowy - mogliśmy we trójkę (ja, M. i pani doktor) z zafascynowaniem przyglądać się, jak połyka wody płodowe, pomagając sobie wydatnie językiem. Grunt to dobre śniadanko!
środa, 11 kwietnia 2007
Jak Hania będzie duża:
- będzie chodzić do pracy jak mama i tata;
- będzie nosić jak mama duże, duże piersi;
- będzie nosić majtki;

tylko najpierw musi urosnąć taka duża, duża!
wtorek, 10 kwietnia 2007
Ostatnimi czasy Hania, fanka łózeczek ze szczebelkami (nie potrafi zasnąć w obcym, dużym łóżku), otrzymała w prezencie od rodziców nowe, piękne łóżeczko "dla dużych dziewczynek". Oczywiście, cała uroczystość odbyła sie z odpowiednią pompą - Hania najpierw pomagała Tatusiowi skręcać nowy mebelek, podawała śrubki etc. a następnie od Mamusi dostała nową pościel (zwłaszcza poszewkę z pszczółką Mają!). Wbrew obawom rodziców, Hania natychmiast zaaklimatyzowała się w nowym łóżeczku (chcę spać w nowym łózeczku, Mamusiu!).

Początkowo Hania po przebudzeniu z przyzwyczajenia czekała aż ktoś przyjdzie i zarządzi wstanie z łóżka. Z pokoiku zaś Haniołkowego co rano dobiegały dźwięki "Mamuuuuusiu, mamuuuuusiu, juz się obudziłam".

Wczoraj po przebudzeniu wraz z M. poczuliśmy na sobie wzrok. Poza naszą sypialnią, w kąciku przedpokoju, z którego jest dobry widok na sypialnie rodziców, cierpliwie stała Hania, z ukochaną pieluszką na głowie i czekała, aż się obudzimy i ją zawołamy. Kiedy w końcu daliśmy jej znać - była szczęśliwa i od razu zaczęły się poranne czułości.

Pełna obaw kładłam sie wieczorem spać. Co to będzie - dzień roboczy, a wiec poranny ptaszek małżonek M. skoro świt zerwie się do pracy i obudzi Małą. Czy Hania da mi pospać? Czy zlituje sie nad matką, która ma do odespania parę nocy?

W nocy ciężko śniłam swój jak zwykle skomplikowany sen, tym razem o układach damsko-męskich, o niezwykle rozbudowanym tle psychologicznym - kiedy pod koniec tej ciekawej historii facet okazał sie być łajdakiem, było mi przykro. Nagle poczułam, że ktoś mnie delikatnie gładzi po policzku. "A wiec jednak" pomyślałam, ale mizianie było na tyle delikatne, że nie mogło pochodzić od silnej męskiej ręki. Z wysiłkiem strongmena ciągnącego jedną ręką samolot wyładowany trzema turnusami uczestników wczasów odchudzających, uchyliłam potwornie zaspane powieki (było baaardzo rano). Zobaczyłam małą postać, ubraną w pidżamkę i mój własny, awangardowy, burszynowy naszyjnik. Istotka ta penetrowała zawartość mojej szafki nocnej, tuż przy mojej twarzy. " nie, tylko nie to - jęknęło moje zaspane ciało (instykt macierzyński jeszcze spał). Odwróciłam się wiec szybko na drugi bok, chcąc uchwycić resztki snu. Za chwilę usłyszałam, jak ktoś gramoli się do łóżka i kładzie pod kołderką tuż obok mnie. Uchyliłam powieki na milimetr i zobaczyłam wpatrzone w siebie wielkie brązowe oczy pełne miłości. Ich posiadaczka cierpliwie czekała aż mamusia się obudzi. No, może niezupełnie cierpliwie, bo co pewien czas czułam czułe głaskanie na głowie i buzi.

Skończyło się poranne spanie....
 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru