niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
poniedziałek, 31 marca 2008

Jak dobrze mieć rodzeństwo! Nic lepiej nie pomaga na nudę jak brat czy siostra. Można razem sobie pośpiewać, pokrzyczeć czy pogadać sobie, nawet w języku niezrozumiałym. Można wspólnie taplać sie w wannie, można i razem tarzać się w salonie, bawić sie grę, jak to Hania wymyśliła rzeka-statek (Hania jest rzeką, Brunio statkiem:

Można sie bawic w chowanego, tylko trzeba głośno wołać: "Brunio, tu jestem!", można sie bawić w berka (Hania ucieka na nogach, Bruno ją goni raczkując), można nawet wspólnie bawić się w tunelu:

Tysiące zabaw jeszcze przed nimi, fajnie jest to obserwować! :)

sobota, 29 marca 2008

Hania widząc, że w domowym zabieganiu nikt nie ma czasu poczytać jej książki, bierze grubą księgę pod pachę i idzie na kanapę. Tam siada, otwiera książkę i "czyta" na głos dobitnie:

- Cała Polska czyta dzieciom!

W tym samym czasie Bruniasty pokrył się niezliczoną ilością kropek, zgrupowanych niczym archipelagii wysp na nieznanej planecie i równocześnie zrobił sie nie na żarty nienażarty :) Krostki ma wszędzie, pod sterczącym puszkiem na głowie, na uszach, buzi,nosi, brzuchu, mnóstwo na pośladkach. Jednocześnie pochłania wielkie ilości mleka, wreszcie od dawien dawna zjadł obiad i patrzy co by tu jeszcze :) Ufff, przynajmniej jeden problem z głowy.

Ja z kolei jakoś straciłam apetyt i Maużonek pyta sie mnie, czy przypadkiem nie mam ospy :)

Muszę jeszcze pochwalić Maużonka: po porannej pobudzce, którą dzisiaj synuś zaserwował mi już o 4:30, M. przejął rano dzieciaki i dał mi odespać poranne wstawanie. A potem już o 9 wysłał do mnie do łóżka Hanię z kubeczkiem gorącej kawy..to się nazywa poranek :) Sniadanie już grzało sie w piekarniku (grzanki), to lubię :)
piątek, 28 marca 2008

Jakie są korzyści ze stojącego dziecka? Ot, chociażby przymusowa pobudka ze wschodem słońca, kiedy to oczom matki ukazuje się widok wiernego fana, stojącego za barierką łóżeczka. Wygląda ów jak łowca autografów na widok swojego bożyszcza: uśmiecha się i szczerzy promiennie od ucha do ucha, grucha uszczęśliwiony na cały głos a monio wyrzuca jak najdalej się da. Tajemnicą poliszynela jest to, że chłopczyk umie pięknie stawać, ale nie umie jeszcze siadać - kiedy wiec osiągnie pozycje pionową stoi aż nie padnie :) Fan ten jest tak przejęty porankiem, pozycją stojącą, ze wszelkie negocjacje pt. "synu zwariowałeś, jest 5:30, śpij jeszcze! " nie mają racji bytu - dzieć położony z pieluszką przy buzi natychmiast niczym wańka-wstańka powraca do ulubionej pozycji stojącej.

Ale o to na scenę akcji wkracza paparazzi - niech to tylko pierwsze nieśmiałe dźwięki z akcji kina na wpół niemego odbywającego się w sypialni, przepłyną do leżącego tuż obok pokoju córki - już za chwilę słychac równie uszczęśliwiony głos - Mamusiu! Mamusiu! Cudem udaje mi sie powstrzymać, żeby nie odkrzyknąć: co?! Za chwilę, równie wypoczęta i wyspana jak braciszek Hania, gotowa jest do wszelkich psot, zabaw i przytulania się.

Poczekajcie - myślę - zaczniecie chodzić do szkoły, to odechce sie Wam wstawania skoro świt! Zobaczymy kto będzie górą. A póki co, pocieszam sie myślą, że już w ten weekend zmieniamy czas - mam nadzieję, że dzieci się o tym nie dowiedzą i będą sie budzi o 6:30 a nie o 5:30. No i dzień mam dłuższy - coraz trudniej dociągnąć do kawy o 14 :)

Kochane Czytelniczki i mamy! Bardzo dziękuję za pomoc, za Wasze wsparcie, poczułam się znacznie lepiej! W zasadzie wiem, że ważne że w ogóle je, tyle, że chciałabym żeby jadł już normalnie. Poza tym nacisk na matkę robi swoje, jak tylko dziecko ciut odbiega od normy, otoczenie oczekuje, że matka sprawi cud i doprowadzi sytuację do normy. Czasem brakuje mi magicznej różdzki albo kryształowej kuli, żeby wiedzieć jak pomóc i co dolega.

Dziękuję jeszcze raz, fajnie, że jesteście!

Co ważne: Bruniowi wyszły dzisiaj pierwsze kropki! A wiec mamy ospę nr 2, mam nadzieję, że po chorobie wszystko wróci do porzadku. Może to właśnie ospa plus wredne ząbki są odpowiedzialne za marudzenie.

PS. Odpisuję dopiero teraz, bo byłam w delegacji. Wkrótce nadrobię zaległości blogowe.

wtorek, 25 marca 2008

Kochane mamy czytające, może Wy mi coś doradzicie? Życie uczy mnie, że ile dzieci, tyle problemów i przy Bruniu, który to jest czwartym dzieckiem w najbliższej rodzinie, spotykam sie z problemami,których wcześniej nikt nie przerabiał i które nie wiem jak rozwiązać.

Chodzi o to, że od czasu zapalenia oskrzeli, które to miało miejsce w lutym, Brunio stopniowo przestał jeść cokolwiek poza mlekiem i kaszką poranną. Najpierw zrezygnował z zupek Cioci Eli, potem ze słoiczkowych. Ostatnio to nic tylko butla. Żeby tego było mało - oprócz zaciśnietych ust na widok wszelkich treści, Brumiś ma również odruchy wymiotne. Chociaż nigdy nie ulewał, teraz potrafi lekko bluzgnąć mlekiem (może pod wpływem ewolucji?). Dzisiaj dostał malutki mięciutki kawałek bułeczki, gdy tylko dotarł on do gardła, spowodował odruch wymiotny i po chwili z buzi wyleciało pół zjedzonej pół godziny wcześniej kaszki :( 

Ma wiec jakby połączenie dwóch problemów: totalnie nie jest zainteresowany innym jedzeniem poza butlą, chociaż to już 10 miesiąc (Hania aż sie wyrywała do dorosłego jedzenia w jego wieku) a drugie to ten odruch wymiotny, jakby coś miał w gardle, co cofa jedzenie.

Ostatnio (ok.3 tyg. temu) zmieniłam mleko na nan HA2 i nie wiem co mogę jeszcze zrobić. Dostaje discoflor co wieczór, profilaktycznie ze wskazania alergologa.  

Mam dwa pomysły: to kluje się ospa (Hania zaczęła zarażać 2 tygodnie temu) - ale czy tak długo to może trwać? Drugi typ to wychodzace naraz dwie górne jedynki -jedna jest już wyczuwalna, przebiły się falbanki, druga wciąż sie przebija.

Jeśli ktoś ma pomysł to bardzo proszę. Na razie daje mu czas na wyklucie się ospy, a potem pójdziemy do pediatry. Dodam tylko, że przed chorobą Brunio pięknie zjadał obiadki, nawet olbrzymie porcje - dwia obiadki na raz.

Pomocy Mądre Głowy! Nie mogę już słuchać zrzędzenia Pewnych Mądrych Osób, że w tym wieku to już dziecko powinno zjadać mnóstwo rzeczy, też to wiem, ale co robić?

Święta minęły nam ekspresowo i bardzo rodzinnie. Wybraliśmy się do Dziadka, który z racji istnienia Hani i Brunia jest już Pra-Dziadkiem. Było jajecznie, smacznie, rodzinnie i bardzo wesoło. Hania wykorzystywała wszystkich członków rodziny aż do cna, ganiając się, rysując czy grając w swoje nowe gry (polecam gry dla przedszkolaków!). Zupelnie nie wyglądała na dziecko, które właśnie kończy ospę. Bruno z zainteresowaniem penetrował zakamarki nieznanego mu jeszcze domu - z niesamowitą dokładnością próbował przekręcić klucz w licznych szafkach, bądź też stawać przy licznych krzesłach.

Jeśli chodzi o mnie to najbardziej marzyła mi się poobiednia drzemka - jak ja zadroszczę dzieciom, które moga położyć się w dowolnym momencie! Uziemiona z racji jeszcze chorującego przedszkolaka i jeszcze nie chorującego niemowlaka mogłam jedynie walczyć z sennością, która to walka z góry skazana jest na klęskę. PraDziadek, zachwycony udanymi wnukami namawia mnie na "produkcję masową" tj. na urodzenie kolejnych dwóch lub trzech dyziątek. No cóż, jeśli już, to najpierw chciałabym przespać noc i wyspać się do oporu, która to rzecz nie udała mi się od 3,5 roku.  

Acha, z nowości to okazało się że Bruniastemu rosną naraz dwie górne jedynki!

poniedziałek, 24 marca 2008
i cieszę się, bo za chwilę będę się kąpać!

w poprzek oczywiście, bo tak najwygodniej, czemu to dorośli mówią nawet jak trzeba spać? W poprzek najwygodniej :)

niedziela, 23 marca 2008

Od dzisiaj możemy oficjalnie uznać, że Bruniasty dołączył do grona Boraczków. Jeszcze z pewną nieśmiałością, ale mój piękny syn raczkuje już po salonie - na razie w gościach, ale zawsze :) Nóżka za nóżką, rączka za rączką - i nieustraszony odkrywca salonu znajduje się parę metrów dalej. Co pewien czas wygimnastykowany syn wyprostowuje nogi a głowę chowa między ręce, tworząc figurę tzw. pająka tudzież niedźwiedzia (brzuch do dołu). Figura wychodzi mu świetnie ale zarówno syn jak i całe otoczenie nie wie, co z tym dalej zrobić :)

Chociaż dołączenia do grona raczkujących jest dla nas rodziców, znamienne i ważne, Brumisiek nic sobie z tego nie robi. Szczytem jego ambicji jest stnie przy meblach, a raczkowanie to tylko środek do osiągnięcia celu. Podczas gdy matka zadowala sie raczkowaniem, syn ćwiczy, ćwiczy i ćwiczy...Ciekawe, kiedy pójdą za tym i rezultaty?

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru