niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 31 marca 2005

Dzisiejszy dzień spędziłam jak kot wypuszczony z domu, który powoli stąpa po dworze, czujnie rozglądając sie wokoło, ale jednocześnie aż mruży oczy z rozkoszy wolności. Miałam bowiem dzień przerwy między codziennym wychowywaniem Haniołka a codziennym wyjściem do pracy. Niestety to drugie czeka mnie już od najbliższego poniedziałku, więc to ostatnia (ale i pierwsza od długiego czasu) taka szansa.

Swój spacer rozpoczęłam przy Politechnice i musze powiedzieć, że poczułam się jakby w zupełnie innym świecie. Odnowione kamienice na Lwowskiej, nowe knajpy na Poznańskiej, sklep z orientalną żywnością a przede wszystkim tłumy ludzi, rozgadani i roześmiani studenci, zakochani, którzy zapomnieli o bożym świecie, bardzo zajęci biznesmeni, młodzi rozdający ulotki i sprzedawcy z kramikami, wszystko to głośne, wyraźne, ruchliwe ożywione barwnymi straganami z tulipanami (czyli moimi ulubionymi kwiatami). Odzwyczaiłam się od tak intensywnego życia, więc obserwowałam je z zachwytem idąc gdzie mnie nogi poniosą. Przyznam też, czułam się, że nie należę do tego świata, jakbym przyjechała z małej wsi do centrum "stolycy".Do tej pory moim wszechświatem był Haniołek a za za cywilizację robił pobliski supermarket, odjechany ciucholand, zaciszna biblioteka z filcami pod nogami i kino z seansami dla niemowlaków. Inny świat.

Było bardzo przyjemnie i tym bardziej będzie mi żal znowu zamknąć sie na całe dnie w szarej puszce biura. Jeszcze bardziej żal mi każdej chwili, którą mogłabym spędzić z Haniołkiem. Ale trudno, trzeba to trzeba. Płakać będę w niedzielę i w poniedziałek. Szykujcie dla mnie chusteczki (a dla opiekunki cierpliwość :)

Tytułem wstępu: jakoś tak ostatnio się przyjęło, że M. daje wieczorem jeść kotom (ja w tym czasie dawałam butlę Haniołkowi). Na szczęście od paru dni Haniołek przesypia całe noce bez dodatkowego posiłku.

Tło: późne godziny wieczorne, słychać ponaglające pomiaukiwania kotów i widać ich hipnotyczno-proszący wzrok.

Ja: Dałeś kotom?

M: Ja? Myślałem że Ty dałaś.

Ja: Jaaa? Przecież Ty im zawsze dajesz wieczorem no i nie mówiłeś, że mam im dać.

M. No tak, ale nie protestowałaś, jak powiedziałem kocicom, że dzisiaj pani im da...

Jak widać przypisywana mężczyznom technika mówienia wprost (typu daj kotom) nie dotyczy wszystkich osobników. W każdym razie słowo się rzekło i skoro członkowie rodziny wytypowali mnie to nie miałam nic do powiedzenia i po chwili miska wylądowała przed zgłodniałymi pyskami.

środa, 30 marca 2005

Tworząc bloga założyłam osobną zakładę z myślą o książkach, które czytam, ale niestety jak zwykle okazało się, że życie życiem a plany można wsadzić do ..kieszonki. Czytam jak zwykle dużo i parę książek równolegle, teraz jednak przez moje ręce przechodzi jeszcze więcej książek, bo korzystam z zasobów biblioteki. To taki mój luksus, zwłaszcza rozmowy na temat przeczytanej książki z zaprzyjaźnioną bibliotekarką, nie wspominając o półeczce z nowościami mniam mniam.

Właśnie skończyłam książkę ukraińskiej pisarki młodego pokolenia Natalki Śniadanko pt. "Kolekcja namiętności". Czyta się ją dobrze, napisana jest z humorem i werwą, znalazłam w niej też dużo trafionych obserwacji i podobieństwa do realiów ukraińskich i naszych. Jedna sprawa zwróciła moją szczególną uwagę: autorka a właściwie główna bohaterka duży nacisk kładzie na galicyjskość swojego pochodzenia, na wyższośc języka ukraińskiego nad rosyjskim. Głowę daję, że większość Polaków nie ma zielonego pojęcia o tym języku ani o samym probleme zruszczonego (tak to sie mówi?) narodu, który szuka swojej tożsamości. Ja słyszałam go, bo znam pewną ukrainkę, ale pewnie jestem wyjatkiem. Ksiązka ta została wydana w serii Europejki i już ostrzę zęby na kolejne pozycje.

Równolegle czytam, wstyd przyznać "Annę Kareninę" i dochodzę do wniosku, że poza pewnymi konwenansami niewiele różni się nasze życie od układów, namiętności w tamtych czasach. Czyżby wszystko już było?

Przeczytałam też "cztery drogi ku przebaczeniu" Ursuli Le Guin, sięgnęłam po tę książkę, a raczej po tę autorkę za namową Exilvi i nie żałuję. Nie sięgałam po te ksiażki sądząc że to banalna fantastyka, a uderzyło mnie to, ze fantastyczne realia są tylko tłem dla pewnych uniwersalnych przekazów autorki. Zaciekawiło mnie wiele pytań, problemów egzystencjalnych uwypuklonych dzięki możliwością sf i już teraz cieszę sie na kolejną książkę która czeka na mnie na półce.

wtorek, 29 marca 2005
Mężczyzna który nie postawi partnerki na pierwszym miejscu, i w sytuacjach
konfliktowych pozostawi matce cień szansy że będzie po jej stronie przeciw
partnerce, nie będzie w stanie zbudować szczęśliwego związku. Matka będzie
próbowała się wcinać i rywalizować, a partnerka nie będzie miała nigdy
poczucia bezpieczeństwa.

Ale potem jest drugi wybór, żona rodzi syna i który z mężczyzn będzie dla niej
najważniejszy? Jeśli dziecko, to znowu klapa dla związku, rozsypie się albo
będzie byle jaki, matka zainwestuje uczucia w dziecko i wychowa uzależnionego
od niej maminsynka.

Dlatego w psychologii związków mówi się ze są dwa najtrudniejsze momenty w
dojrzałym życiu związku:
- gdy zamieszkają razem (po ślubie) - tego wyboru kto ważniejszy musi dokonać
mężczyzna
- po urodzeniu pierwszego dziecka - wyboru kto jest najważniejszy musi dokonać
kobieta"
poniedziałek, 28 marca 2005

Zauważyłam, że młodzi ludzie nie potrafią odnaleźć się w tradycji świat. Suche symbole tak naprawdę nic w sobie nie kryją, tradycyjne spotkania z dalszą i bliższą rodzinną to rozmowy o niczym i sztuczne podtrzymywanie tematów. Myslę, ze to pokolenie po prostu zadaje pytania, szuka i nie udaje. Wahają sie między fanatyzmem moherowych beretów a ateizmem wyzwolonych umysłów. Trudno nie wierzyć w nic... Może nie chcą też, żeby święta stały sie dla nich jedynie zalewem smsów z infantylnymi wierszykami, umilającymi dzień wolny od pracy i narodowo usprawiedliwione obżarstwo?

Jesli chodzi o mnie to znalazłam swoją drogę na swój sposób. Dla mnie Bóg to Bóg i nie potrzebuję całej otoczki nakazów i zakazów, noszę je w sobie. Święta to dla mnie czas dla rodziny, czas zwolnionego rytmu, zastanowienia się nad życiem, nad jego odradzaniem. Świeta to też drobne przyjemności - spacer z koszyczkiem do kościoła, wspólne przygotowywanie smakołyków, niecodzienny spokój. A teraz to nie moge sie doczekać jak Haniołek będzie malowała pisanki i oblizywała cukrowego baranka :))

Tak bardzo cenimy sobie szczerość, tylko czy tak naprawdę chcemy, żeby inni byli szczerzy? Nasze oczekiwania dotyczą chyba tylko tej części myśli innych, które by nam sie spodobały?

Czy w większej grupie szczerość jest możliwa? czy musi zaniknąć kosztem kompromisu i pokojowego współżycia? Co by było gdyby w biurach ludzie powiedzieli by sobie wszystko szczerze - sodoma i gomora?

Może na szczerość skazani jesteśmy w rodzinie, gdzie i tak nie da się niczego ukryć i gdzie nie trzeba się starać, żeby być lubianym, bo to w końcu rodzina?

Czym się różni taktowność od braku szczerości? Czy przemilczenie to kłamstwo albo obłuda? A może litość i uprzejmość? A może chowamy sie za taktownością, bo nie chcemy robić sobie wrogów z ludzi?

 

Hanek to bardzo charakterna postać. Spokojna i pełna radości, ale jak coś nie podoba to nie ma zmiłuj. Hanek uśmiecha się całą twarzą - rozświetlają się oczy, pojawiają sie dołeczki przy usteczkach- zwłaszcza na widok mamy i Taty. Ale jeśli coś się Hankowi nie podoba (czyt. dostaje do jedzenia coś na co "nie ma ochoty") daje to wyraźnie do zrozumienia, zaczyna burczeć, jęczeć, oczywiście z zamkniętymi ustami, tak żeby nikt nie mógł wsadzić w usta butelki ani łyżeczki z jedzeniem. Kiedyś coś Hanka bardzo wkurzy albo przestraszy, włącza syrenę, która przechodzi jak ręką odjąl po usunięciu przyczyny niezadowolenia (nie istnieje u niej płacz w ramach sztuka dla sztuki, zawsze jest jakiś powód).

Co by jeszcze powiedzieć o Hanku. Lubi sobie gadać, wzdychać, mówi fuj, ble, In-gaaaa, pluje z zamkniętymi ustami wymawiając brrr czy też wrrr, mówi już nie, ale odwrotnie - czyli eńńńńńńń :)) Czasem też wita sie po polsku i po angielsku mówiąc "heeeeeeej" czy też Hejjjjjjuuuuu".

Spryciara jakiś mało - nasz Hanek :)

sobota, 26 marca 2005

Kochani, niech święta upłyną Wam miło w rodzinnej atmosferze, nie obżerajcie się za bardzo, tylko kochajcie i dzielcie sie jajkami! :)

wtorek, 22 marca 2005

Tak łatwo mi pisać jest o głupotach. Dlaczego nie potrafię pisać  o tym, co naprawdę boli, czego sie boję, co mnie martwi? Łatwiej schować sie i udawać przed innymi, że jest w porządku, kiedy w środku jestem cała stężała, skupiona na tym najwazniejszym? Czy ja po prostu nie chcę innych martwić? Wyjść na marudera? Mówić o kimś, kto sobie nie życzy? Nie mówić, bo i tak to nic nie da? Nie angażować ludzi bo czuję, że i tak nikogo nie obchodzę ani ja ani moje zmartwienia?

Choroba, rak, starość, niedołężność, bezradność, niesprawiedliwość, niepewność, troska, zaufanie, zakłamanie, samotność.

Nie potrafię.

Obydwa zdjęcia zrobiłam w Szczyrku, tuż przy uliczce, którą szłyśmy z Haniołkiem. Weszłam w las i odkryłam piękny strumień. Oglądając go nabrałam przekonania o świecie równoległym, niezależnym i niewidocznym z głównej drogi, świecie za którym tęsknimy ale nie możemy go znależć. Tak mocno trzymamy głowę skierowaną na wprost, do góry, nakierowaną na cele, ambicje, że nie przyjdzie nam do głowy odkręcić na chwilę zbolałych stawów i spojrzeć w bok, gdzie czekają na nas takie cuda...

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru