niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 31 grudnia 2009

I znowu Sylwester, nadszedł czas na podsumowania, rozliczenia. Z jednej strony wiem, że wszelkie postanowienia nie mają sensu, jeśli za ich powstaniem stoi tylko data, z drugiej strony warto jest czasem podsumować coś, wyciągnąć wnioski, zapisać, żeby nie umknęło pamięci.

Rok 2009 upłynął w naszej rodzinie bez wielkich wydarzeń, naznaczony był jedynie przykrymi wydarzeniami u bliskich i znajomych, jak choroba Amelki. Był to za to rok wielu przemyśleń, zmian podejścia, sprawdzania siebie i rozczochrywania myśli, wszystko to odbywało sie to poza blogiem, który jest poświęcony dzieciom. Z nowości to przybył do naszej rodziny Pędzel, wielki kumpel dzieci, który okazał się być świetnym kotem z charakterem.

Co do dzieci, to rok dużych zmian, a też wewnątrz. Bruno przyspieszył z rozwojem, zwłaszcza ostatnie miesiące,  wypowiedzi wciąż nas zadziwiają. Dzięki niemu uwierzyłam, że chłopcy mogą być wiekszymi przytulakami niż dziewczynki. Zachwyca nas jego talent muzyczny, z którymi pewnie trzeba będzie za jakis czas coś zrobić - zna już przynajmniej kilkanaście piosenek - może nie całych, ale przynajmniej część, śpiewa je fonetycznie, nawet jak nie rozumie słów. Wciąż sobie podśpiewuje, a na dobranoc oprócz ukochanych książek życzy sobie zaśpiewania kołysanki. Jednocześnie mocny, niezależny i niezłomny charakter sprawiają, że uczymy sie rodzicielstwa wciąż na nowo.

Z Hani zrobiła się panienka. Ten kończący się rok to jej wielkie postępy, w jeździe na nartach, w pływaniu, w pewności siebie, w wygadaniu. Lubi wszelkie prace plastyczne i sama wymyśla sobie wszelkie wyklejanki, malowanki. Ma już swoje zdanie, a powrót buntu przywitałam z lękiem, jak reagować, ale mam nadzieję, że jest lepiej. Przyszły rok to dla niej wielkie zmiany  - przymierzamy się do pierwszej klasy, jeśli nie to i tak zmiana przedszkola na zerówkę.

W przyszłym roku życzę nam dużo czasu dla siebie, ciekawych wyjazdów, zagranicznych wakacji, które nam się bardzo marzą, ale też mnóstwa małych wypraw, które lubimy najbardziej. I przede wszystkim dużo zdrowia!

PS. ulubione teksty dzieci ostatnio:

Hania (kiedyś wielki niejadek, teraz smakosz i mięsożerca): Mamusiu, kocham Cię jak sto kotletów!

Bruno: Mamusiu, jestem chopcem! Było ektra, supel! (o jeździe na sankach, wyprawach, spacerach)

czwartek, 24 grudnia 2009
Kochani,
Życzę Wam pięknych Świąt Bożego Narodzenia, pełnych miłości, radości, spokoju i szczęścia!

Wszystkiego Najlepszego dla Was!

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Święta coraz bliżej i my czujemy też ich zbliżanie. W weekend udało nam sie załatwić mnóstwo zaległych spraw, najpierw zakupy, a wieczorem rozpoczęliśmy wielkie piernikowanie. W tym roku włączyła sie w to cała rodzina, przede wszystkim ja i Hania, która wyjadała ukradkiem surowe ciasto a potem wałkowała i wycinała fantazyjne formy, Brunek który zażadał najpierw gotowych pierników a potem znienacka wycinał pierniki na kawale rozwałkowanego ciasta i na swoim własnym kawałku i w ciągu 10 minut cały ubabrał sie w mące, skończywszy na M. który poproszony o powałkowanie kawałka, wciągnął sie tak bardzo, że sam wymyślał fantazyjne wzory pierników, w tym cudowny motor dla mnie i wozy policyjne dla dzieciaków :)

Mieliśmy też wyprawę po choinkę na cztery czerwone nosy - ubraliśmy się ciepło jak sie dało, wysmarowaliśmy paszcze tłustym kremem i poszliśmy na piechotę na plac z choinkami. Po drodze były bitwy na śnieżki i podziwianie śniegu, podstępny sposób na pójście do przodu czyli gonimy tego co jest na przedzie. Choinki w jedym miejscu okazały się straszliwie drogie, na szczęście w drugim udało nam sie nabyć skromną choinkę, dzieciaki wzięły swoje gałązki i ruszyliścy z powrotem. Jak to z Brunem bywa, zbuntował sie zaraz, że on nie chce iść, ani na rękach (moich, rzecz jasna) ani na nogach (własnych), ino będzie stał i koniec kropka. Poszłam więc w końcu po rozum do głowy, bo bunt Bruniastego jest na porządku dziennym i z dzieckiem pod pachą a potem po negocjacjach na rękach, dotarliśmy do domu.

Dzieciaki po swojemu, Hania jest słodka i kochana, ale jednocześnie jej ulubione powiedzienie ostatnio to "o nie!", probuje stawiać na swoim a niepowodzenia kwituje płaczem. Bruno za to, nasz mały showman splata w swoim zachowaniu mały bunt, zwłaszcza w jedzeniu - je juz tylko parę rzeczy, z powiedzonkami, które podsłuchał u dorosłych " to nieprawda!" "jak to?", "myślę, że nie", "chyba tak".

W tle leci nieustająco muzyka, bo wszyscy ją uwielbiamy. Na ogół kolędy, ale też i kołysanki-utulanki, której fanem jest Bru i szereg innych, ktore puszcza Hania. Wszyscy ciągle nucimy coś po nosem.

I tak to odliczamy już dni do świąt i minusy na termometrze, chciałabym się do końca zapomnieć w świętach, ale tu jeszcze parę dni i ostatnie punkty przedświątecznego maratonu. Oby minęły jak najspokojniej i w miarę ciepło!

Po pierwsze wielkie podziękowania dla Dorotki, mamy Trusi za cudowną, świąteczną przesyłkę. Wzruszyła mnie ona niesamowicie, a i dzieciaki zachwycone oglądały jej zawartość, piszczały na widok książki z legendami starego Krakowa, a ja postawiłam sobie cudny aniołkowy kalendarz przy łóżku.

Dorotko, brak mi słów. Buziaki i uściski dla Was!

wtorek, 15 grudnia 2009

Świat biegnie do przodu w szaleńczym tempie, nie zwalnia, nie odpuszcza, kręci się niczym w karuzeli minuta za minutą, godziny, dni. I jeszcze ta przedświąteczna bieganina, szaleństwo zakupów, tłumy, pośpiech, zadyszka. Tak myślałam sobie ostatnio, próbując nadążyć za wszystkim.

I nagle dotarło do mnie, że ten świat, który mnie otacza, wcale się nie spieszy. Minuta ma zawsze 60 sekund, pies jak zwykle wyje przeciągle w swoim tempie, Habunie latają po domu, ciemność przychodzi jak co wieczór. Ten cały pośpiech jest we mnie, w moich planach, w moich życiu. Ten niepokój czy ze wszystkim zdążę, wszystko załatwię, tu prezenty, tam pierniczki, tu łańcuch z papieru, tu opłatek, a tam dentysta dla dzieci. Na razie nie mam chwili, żeby złapać oddech, wciąż jestem w biegu, wciąż staram sie załatwić wszystko, w pracy, w domu, z dziećmi, dla bliskich. I dlatego nie ma mnie tutaj, na blogu.

Trzymam się tego, że święta już niedługo, że wtedy zwolnię i nacieszę sie tym co trzeba, ale i teraz udaje mi się ukraść fantastyczne chwile, jak późno-wieczorne oglądanie iluminacji na Trakcie Królewskim (wyprawa w poszukiwaniu tysiąca światełek, jak powiedziałam dzieciom), czy tez około mikołajkowe spotkania z przyjaciółmi.

Dzieciaki, jak to dzieciaki, wyczuwają cały ten ruch i czasem nieźle dają nam w kość, by w kolejnej chwili wynagrodzić wszystko. Bruno charakternik, wciąż próbuje ustalić, kto naprawdę rządzi w domu, a niesamowity upór sprawia, że nie idzie na kompromisy. Hania za to zmęczona jest chyba wstawaniem po ciemku, oczekiwaniem na śnieg, na świeta i na jakąś wyprawę, gdziekolwiek by była. Jednak dzielnie dają sobie radę, kleją gwiazdki, łańcuchy a Brunek nawet asystuje mi w wieczornym gotowaniu. Jeszcze tylko tydzień z hakiem...

***********************

Posadziłam dzieciaki na wysokim parapecie w kuchni, miejsca jest akurat tyle, żeby się pomieścili. Razem wyglądamy przez okno i czekamy na M. który za chwilę powinien nadejść z pracy. Póki co rozmawiamy sobie o wszystkim, o życiu, o tym co widać przez okno. Lubimy takie chwile.

Ja: dobrze, że mam tylko dwoje dzieci, bo we trójkę to byście się nie zmieścili na parapecie i co ja bym zrobiła? - żartuję. I nie wiem czemu pytam:

- A Ty Haniu chciałabyś miec jeszcze rodzeństwo? (chyba chcę sprawdzić, czy Brunek bardzo daje jej się we znaki)

- Pewnie, Mamusiu, chciałabym!

- A braciszka czy siostrzyczkę?

- oczywiście, że braciszka! Wtedy moglibyśmy we trójkę bawić sie samochodzikami. Wchodziliśmy na górę, do pokoju Brunia i tam bawilibyśmy sie samochodzikami, w różne wypadki, pożary, byłoby super! Z chłopakami to tak można się fajnie bawić!

- Ale z dziewczynkami też można, bo i lalkami i samochodami chyba też?

- z dziewczynami to samochodzikami nie, z chłopakami jest lepiej. Wolałabym braciszka.

Bruno: - ja też blaciszka! będziemy robić bum autami!

PS. Nic nie planuję, żadnego dodatkowego rodzeństwa nie będzie! Natchnęła mnie ciekawość podejścia Hani i ciąża Lynette w moim ulubionym serialu "gotowe na wszystko" :)

09:55, ingutka
Link Komentarze (2) »
środa, 09 grudnia 2009

Hania wymyśliła i poprosiła, że na dzieciaki mam mówić "Habunie" Ha-jak Hania, Bu - jak Bunio (tak na siebie mówi Brunek). - Mamusiu, powiedz teraz, Habunie chodźcie"- prosi.

- Habunie, chodźcie, idziemy do domu! - wołam, a dzieciaki zadowolne podskakują ze szczęścia.

Ta nazwa świetnie obrazuje ich zżycie. Są rodzeństwem, są razem, mają swoje sprawy, swoje zabawy i swoje spory. Każde ma na drugiego sposób, ale każde kocha drugie nieprzytomnie. Spędzają czas na własnych sprawach. Co pewien czas trzeba wkroczyć, zainterweniować "Hania, przestań się na niego pchać, Brunio nie zabieraj, Hania to miała" - rodzice przynajmniej dwójki dzieci mówią takie kwestie odruchowo. Kiedy jedno zaczyna piszczeć dla zabawy, drugie piszczy jeszcze głośniej, ale poza tym to sa Habunie. Kiedy Hania zapłacze, Brunek przybiega do mnie i prosi, żeby pójść do Hani, iść jej pomóc. Przytulanki i całusy są na porzadku dziennym.

Habunie idealnie dogadały się co do zabaw, dokonały negocjacji bez słów i zajmują sie naprzemiennie wszelkimi możliwymi zajęciami: trochę lalkami, trochę samochodzikami, trochę rysowania i trochę ganianek. Najpierw Brunio jest tata, Hania mamą, potem przerabiają zabawę w strażaków, na koniec grają w grę planszową.

Najlepsze jest to, że bladym świtem podczas weekendu Habunie bawią sie razem, dając rodzicom dodatkowe pół godzinki na dojście do siebie - a to za sprawą opiekuńczej Hani, chwała jej za to (np.Hania czyta Brunkowi książkę i prosi, żeby nie budził rodziców).

Wieczorem Habunie kładą się w jednym łóżku i proszą, żeby im poczytać: Hani dla treści, Brunkowi dla obrazków i towarzystwa bardziej. Potem szeptają sobie zaklęcia na zasypianie, jak mama i tata im mówią, dają sobie buziaki i Bruno idzie do swojego łóżka.

Cieszy mnie to, bo dzięki temu Brunek niesamowicie się podciąga w rozwoju. Zaangażowany w zabawy dla starszego przedszkolaka nie odpuszcza i daje z siebie wszystko. Wchłania nowe słowa, powiedzonka i wszelkie przedszkolacze partykuły. Nie odstaje przy swojej siostrze, a nawet stara się ją przegadać, ma własne zdanie i swoje powiedzonka.

Habunie grają wieczorową porą w grę "mała wielka myszka" z klubu przedszkolaka: Hania, mam palę! (parę)

Brunio, pokaż swoją parę, dobrą masz? To tutaj połozymy!

15:33, ingutka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 07 grudnia 2009

Przyszedł. Niewiadomo kiedy, niewiadomo jak, wiedzą to tylko rodzice, którzy udawali, że nie widzą, jak to drugie przemyka z prezentem do wiatrołapu. I dzięki temu w niedzielny poranek można było znaleźć w naszych butach prezenty.

Pisków było co niemiara. Hania skakała do góry, do sufitu, a Bruno, któremu udziela się to, co robi Hania, był równie szczęśliwy. Jedno i drugie od razu zajęło się swoim papierowym prezentem.

- Mamusiu, będę tu siedzieć cały dzień i noc i następny dzień i rozwiązywać, rysować i naklejać, ale suuper!!

Rodzice też spoglądali na siebie ukradkiem, czy "mikołaj" dobrze odgadł myśli i trafił z prezentem? Ufff...udało się!

Co prawda, dałam trochę ciała i dopiero w sobotę poinformowałam Hanię o niedzielnych mikołajkach. Jakos dla mnie Wigilia świąt BN jest tym głównym świętem, na które się czeka. Poza tym sama mam metlik w głowie, jak wytłumaczyć Hani, skąd się tyle mikołajów namnożyło, w przedszkolu, 6 grudnia rano, na spotkaniu z przyjaciółmi i jeszcze w wigilię, nie wspominając o tych w reklamach czy w okolicznych sklepach. Czy Mikołaj przynosi prezent na raty? Cóż, Hania nie pyta, a ja i tak kombinuję, żeby nie był zaskoczona w razie czego.

Jak tysiące rodziców wykorzystuję również obecność Mikołaja to dyscyplinowania dzieci. "Haniu, bądź grzeczna, bo mikołaj wszystko widzi i jak dziecko jest niegrzeczne to mu przynosi rózgę albo nic nie przynosi". Sama rózga to dla naszych dzieci abstrakcja, z racji ze nie uznajemy bicia, ale brak prezentu jednak wydaje się być lekko realny. Hania udaje luz, ale dopytuje: To święty Mikołaj jest niewidzialny? a skąd dokładnie wie? a czy on mnie widzi cały czas?". Szkoda, że Bruno jeszcze tego nie rozumie, marchewka za trzy tygodnie jest mniej atrakcyjna od łobuzerstwa za minutę, wiec chłopak nie próżnuje. Prezentów mu nie trzeba, tylko zabawy. A Hania? Jej potrzeba rodziny w domu, co też łączy sie ze świetami.

A ja poproszę od mikołaja worek z wolnym, dobrym rodzinnym czasem. I żeby zmartwienia wszelkie uciekły daleko.

środa, 02 grudnia 2009
Pędzel szaleje i drapie jak zwykle w zabawie.
Hania: - Mama, musimy zmienić mu imię, on powinien sie nazywać Drapieżnik, bo tak strasznie drapie!

*********************************

Wsiadam z dzieciaki do autobusu, siadamy na siedzeniu tyłem do kierunku jazdy. Brunio krzyczy
- ybciej (szybciej) autobusie, ybciej, ybciej!
Wygląda przez okno, nagle coś go tknęło i mówi zdziwiony:
- Mama, jedziemy do yłu (do tyłu)!
wtorek, 01 grudnia 2009

Po mału zaczyna mnie wciągać przedświąteczny stres. Chociaż do świąt jeszcze kupa, ups! to jest masa czasu, zaczynam sie denerwować, że nie zdążę ze wszystkim. Przede wszystkim kupno prezentów dla bliższych i dalszych i całkowicie nieznanych mi osób, przygotowanie dzieci na święta (czytanie, opowiadanie, kolędy), wyszykowanie domu, załatwienie wszystkich pilnych grudniowych spraw, spotkań okołoświątecznych z bliskimi znajomymi, zaplanowanie okresu świątecznego i poświąteczno- sylwestrowego. Czyżby obudziła sie we mnie perfekcyjna pani domu? Kurcze, na co to mi przyszło ;) Ale przyznam się, że nie mogę się doczekać tego czasu, kiedy będziemy wszyscy razem i będziemy mieli dużo wolnego czasu na rozmowy, spacery - oglądanie szopek a nawet i na jedzenie :)

Hania za to żyje Wigilią, nie może się już doczekać i obiecuje pomoc we wszystkich świątecznych przygotowaniach. Mamy już plany na pieczenie pierniczków (ciasto odleżakowuje swoje już od listopada), na robienie ozdób choinkowych i na zakup samej choinki.

Znając Brunia to najbardziej liczy na te pierniczki właśnie, ale już gotowe, w zeszłym roku opychał się nimi bez umiaru. Jest też wielbicielem zupy grzybowej.

****************************************

Hania z przedszkolem była po raz pierwszy w prawdziwym teatrze. Ogólnie podobało jej się bardzo, a już najbardziej...

- wiesz co było najfajniejsze Mamusiu? Najlepsze było to, że na końcu rozdawali cukierki!

16:15, ingutka
Link Komentarze (2) »

Najtrudniejsze są ranki. Wtedy chyba najbardziej kusi mnie urlop wychowawczy, na który nie mogę sobie pozwolić.

Moje dzieci mają tę unikalną cechę, której nie mam ja, że na ogół budzą się w uśmiechem na ustach. Hania po przebudzeniu potrafi w ciągu sekundy wyskoczyć z łóżka i włączyć się w główny nurt życia, Bruno budzi się nieco wolniej, ale po paru minutach śpiewa jak najęty. Ja wtedy staram się bardzo, żeby z moich ust wydobyło się coś co ma sens i brzmi jak słowo, bo najchętniej zanurkowałabym znowu do łóżka.

Szybko wiec zaplatam Hani warkoczę, przytulam się i ściskam z córeczką, która za chwile wybiega z tatą do przedszkola. Zostaję ja i mój mały wesoły synek, który włazi mi na kolana, wyjada moje śniadanie (no dobra, pyta najpierw "mama, mogę?") a potem śpiewa całą piosenkę o bobie budowniczym. Innym razem prowadzi mnie do sypialni, przynosi książkę i mówi "mama, pocitamy?" i już pokazuje mi żaglówki w książce o morzu. Ech, jak wtedy jest mi dobrze i jak bardzo nie chce mi się biegiem szykować do pracy. Odwlekam tę chwilę najdłużej jak się da, a i tak ranek jest za krótki.

Zawsze jak wychodzę mam wyrzuty sumienia i jednocześnie czuję tęsknotę. Żegnam sie z synkiem, który czasem wtula sie we mnie i mówi "mama, nie idz do pacy", a czasem rzuca tylko pa pa i pyta czy może zamknąć za mną drzwi. To wychodzenie jest najtrudniejsze, kiedy zostawiam to co najważniejsze. Potem dzień toczy sie niczym kula śniegowa, jedno wydarzenie goni następne, nie ma odwrotu, ważne, żeby zdążyć na czas. Rano udaje mi się udawać, że czas można rozciągnąć, każda minuta spędzona na wyścigach motocyklowych z synkiem, na rozmowie i utulankach z córeczką jest bezcenna i warta braku makijażu bądź też szaleńczego biegu do pociągu, bo znowu wyszłam za późno.

09:52, ingutka
Link Komentarze (1) »
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru