niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
niedziela, 30 grudnia 2007

Po okresie burzy i naporu, z Hani zrobiła sie naprawdę przesłodka dziewczynka. Jest grzeczna, a osobowość ma tak bogatą, że wciąż nie możemy się nadziwić, jaka to mądralina, jaka jest pogodna i uważna. Jest w niej dużo czułości, wiec na wszelkie smuteczki wystarczy, że jest obok.

Hania: Tatusiu, czy chcesz, żebym Cię pocałowała?

Tata (zaskoczony): tak Haniu, chcę :)

H: Ale tu, w czółko czy tu? (mówi pokazując na policzek)

Tata: Tu! (policzek górą :)

Cmok, cmok!

Jestem na zakupach, właśnie kupuję wędlinę.

Hania: Mamusiu, a wiesz ja Ciebie kocham bardziej!

Ja (nieuważnie, bo skupiam się na zakupie): tak, Haniu

Hania: no ja kocham Ciebie najmocniej, wiesz?

piątek, 28 grudnia 2007

Dzisiaj za to miałam pierwszą próbę generalną. Zostawiłam synka (i Hanię) na pół dnia pod opieką mamy mej i niani i poszłam na zakupy. Ach, długo cieszyłam się na te chwile, kiedy urwę sie z łańcucha, kiedy spokojnie poprzymierzam ubrania (szafa jest dramatycznie pusta, odkad schudłam), wypiję kawę a nikogo nie będę musiała trzymać na kolanach.

W sklepie zaskoczyły mnie tłumy nastolatek przepychające sie wokół bezwładnej sterty szmat. Gwar, tłok i obłęd w oczach, jakby działo sie coś wyjątkowego, jakby to była wyjątkowa walka o przetrwanie. Ja po paru minutach już miałam dość, czułam się, jakbym przybyła z innej planety. Po godzinie poprosiłam o przerwę, a gdy usiadłam przy stoliku w oczekiwaniu na jedzenie, wpadłam w prawdziwą melancholię. Wszędzie widziałam wózki, dzieci, matki, niemowlaki. Uświadomiłam sobie z całą siłą, jak bardzo lubię to moje rodzinne życie, moje problemy, które nieraz męczą, dręczą, ale są solą tego życia. Uświadomiłam sobie, jak to zewnętrzne życie, sklepy, praca jest powierzchowne. Kiedy M. do mnie dołączył miałam już łzy w oczach na dręczącą mnie myśl, że już skończył mi sie urlop i od poniedziałku wracam do pracy. Staram się być dzielna ale jest mi bardzo ciężko i smutno :(

Jedynym pocieszeniem jest to że Nianie z Bruniem poradziły sobie znakomicie. Maluch zjadł cały słoik zupy i grzecznie bawił się, został uznany nawet za spokojne dziecko! (jak dla mnie to mała maruda ;)) No i cieszy mnie to, że w pracy czekają na mnie z otwartymi ramionami, szykują podobno transparenty na moje powitanie, znam bowiem tych ludzi i lubimy się nawzajem.

W poniedziałek próba generalna - M. zostaje sam na cały dzień z dziećmi (po raz pierwszy) a ja idę do pracy. Byleby nie płakać :(

Uff..tegoroczne święta udały się wyśmienicie. Po raz pierwszy przy stole wigilijnym spotkały się dwie rodziny czyli moja i mojego M. Dzięki temu, niczym w dobrze skonstruowanym serialu,na wieczerzy nie zabrakło przedstawicieli żadnego pokolenia. Od niemowlaka, przyglądającego się z zachwytem pląsającym z piskiem dziewczynkom aż po dziadka, równie zachwyconego rodzinnym gwarem. Od jedzenia aż stół się uginał, a podłoga ledwie zniosła ciężar prezentów. Wśród nich znalazły się też i perełki, takie jak sztuczny biust dla maniaka jedzenia z piersi, Brunia :))

Czułam się wspaniale w tym gronie i uznałam, że teraz dom przeszedł ostateczną próbę i jest już Domem: sprawiła to nie tyle choinka, płonący kominek czy też obszerny salon mieszczący wszystkich gości. Sprawiła to atmosfera prawdziwych świąt , na które się czeka. Chociaż nie sprawiają mi one tyle radości co wtedy, gdy byłam dzieckiem, to powoli stają się wyjątkowym wydarzeniem dla Hani a i wkrótce dla obydwojga dzieci. a to mnie cieszy. 

Co do talii to proszę mi nie zazdrościć, ale przy megassaku Bruniastym, moje wszelkie zapasy z boków zniknęły miesiąc temu. Mogłam wiec beztrosko wcinać zapasy zalegające lodówkę i pól tarasu. Z drugiej strony trochę przejadły mi się ryby ;))

niedziela, 23 grudnia 2007

Kochani!

Ponieważ święta za pasem a nawet za paskiem, życzę Wam wszystkiego najpiękniejszego na te Święta, spędzcie je mądrze, w spokojnej, rodzinnej atmosferze. Dużo śniegu pod nogami i świętego Mikołaja, który spełnia marzenia. A jeśli taki Mikołaj do Was nie przyjdzie - pamietajcie, że i ta dziesiąta para skarpetek sie przyda ;))

Wszystkiego najcieplejszego życzy

Rodzina Haniołkowo-Brumisiowa w osobie Mamusi!

A na deser mała opowieść świąteczna

Moja empatyczna Hania powiedziała wczoraj podczas ubierania choinki: - Mamusiu, te aniołki to są bardzo smutne! Dlaczego? - spytałam zdziwiona. - bo nie mają ani Mamuni ani Tatula, one płaczą! Po czym przytuliła je mocno do siebie. Ty będziesz moją córeczką, powiedziała do słomianego Aniołka, a to Mamusiu, Twoja córeczka - podała mi kolejnego. Teraz już im nie będzie smutno, będą z nami! Chyba nigdy nasze choinkowe aniołki nie zostały tak ciepło przyjęte na święta. I wreszcie ich uśmiech wyglądał na szczery. Czego i Wam życzę!

sobota, 22 grudnia 2007

U jednych idą święta, u nas idą zęby. Ściślej rzecz ujmując - jeden ząb - masakrator. To właśnie ten fakt skłonił Bruniastego do wkładania wszystkiego co popadnie, łącznie z zupkami i deserkami, do paszczy. Niestety, ząb niczym płochliwa panna odsłonił narazie tylko swój mały czubeczek, najgorsze wiec przed nami. Kiedy tylko Brunio zasypia, Ząb, dolna prawa jedynka, zaczyna rozpychać się w dziąsłach bez litości, aż Malutek budzi się ze strasznym płaczem.

- boli Mamusiu, boli bardzo, zrób coś Mamusiu!!! - płacze mi synuś w ramionach a ja robię dobrą minę do złej gry i przez litość nie wspominam mu, że to dopiero początek, że przed nim jeszcze cała szczęka zębów...

piątek, 21 grudnia 2007
Grudzień, wczesny wieczór. Wszędzie ciemno i zimno, rozbudzone dopiero co latarnie, leniwie i niechętnie rzucają nieco światła idącym ulicą. Gdzieniegdzie przemykają matki z siatami, młodzież wysyłana po brakujące składniki ("karolina! a leć mi no i kup kilo cukru i torbe kaszy mannej!).

Ulicą tą przepływa też malownicza grupa. Ale zanim zobaczy ją postronna osoba, słychać donośny śpiew: "przybieżeli do betlejem...chwała na wysokości...w po-ko-rze!", słychać coraz wyraźniej dwa głosy: jeden wyższy z linią melodyczną i niższy, nadający charakter i akcentujący końcówki". Po chwili widać już ciemny wózek, z którego wystaje puciata twarz z bystrymi oczami niczym koraliki. Za nim sunie kobieta, jedną ręką pchająca pełny wózek (na górze dziecko, na dole zakupy), drugą ręką trzymająca drugie dziecko raźno maszerujące w czapce smoka, z rumieńcami na policzkach i nosie niczym czerwony guziczek.

Przechodząca obok staruszka na dźwięk kolędy i niecodzienny widok, uśmiecha się pięknie. Może taki widok krzepi serce?

To my! :)

czwartek, 20 grudnia 2007
Łuuuup! - huknęło dzisiaj w naszym domu, aż w uszach zadźwieczało. A to spadł mój kamień z serca. Dzisiaj to bowiem mój Uparty Syn łaskawie otwierał paszczę przy jedzeniu po raz pierwszy w życiu! Nie zaciskał warg, nie machał za mocno łapami i nie zrzędził otwarcie. Po prostu otwierał usta i zjadał (memłał) co tam dla niego miałam. Ilości może małe - ale zawsze coś. Jestem bardzo szczęśliwa, jaka to odmiana!

Mały łyk dla dziecka - duży krok w dobrą stronę dla Matki. Od miesiąca bowiem mam skłonność do nieustannego zamartwiania się, co to będzie jak wrócę do pracy. Wizje zabiedzonego dziecka z żebrami na wierzchu były na porządku dziennym. Mój Piersioch bowiem nic poza moją piersią do gębuli włożyć nie chciał. Jako że nie posiadam murzyńskiego biustu, rozciągniętego na trasie dom-praca, syn zmuszony będzie do zmiany nawyku. Sam jednak Bruno zmianą jadłospisu zdecydowanie zainteresowany nie był. Aż tu nagle - ciach i stało się. Sezamie otwórz się, niech matka sie cieszy na święta.

Oby to było na stałe!

Ostatnio nie możemy się z M. nadziwić, jakie mądre dziecko wyrosło nam pod bokiem. Ledwie chodzi do przedszkola, a można z nią już przeprowadzać dyskusje. Jest tego tyle, że nie udaje mi sie zapamiętać większości, tutaj przytoczę tylko parę z nich.

1. "Moja dobra Mamusia czyli co mama kupuje swoim dzieciom".
Busia - a co tu Haniu masz, to mama Ci kupiła?
Hania: tak, to Mama mi kupiła, mama mi wszystko kupuje, i budyny (czyli Hani ukochane budynie) i jabłuszka i brokuły i chusteczki i papier. Jak ostatnio skończyły mi się chusteczki to mamusia wzięła pieniądze, poszła do sklepu i kupiła je dla mnie, wiesz?"

2. "Mój kochany Braciszek"
Hania ma niesamowite podejscie do Brunia. Ciągle przytula go, cierpliwie tłumaczy mu codzienność i nie zraża sie tym, że mały jeszcze nie może się z nią bawić. Stara się mu we wszystkim pomagać i go bronić.
Ja: widzisz Haniu, Brunio zrobił wielką kupę i zabrudził sobie ubranko
Hania do Brunia: "Oj Brumisiu, zrobiłeś kupę, wiesz nie można robić kupy w majtki tylko trzeba na ubikację. Ale Ty jeszcze jesteś malutki i jeszcze nie umiesz robić kupy na nocnik, prawda? Ale jak będziesz wiekszy to będziesz robił kupę na ubikację, dobrze?"

Busia do marudzącego Brumisia:
" Oj maluchu, nie można tak płakać!
Hania groźnie do Busi: "on może płakać!
Busia: ale nie może tak marudzić.
Hania: A właśnie, że może! On jest jeszcze malutki i może płakać!

Aniu, późno bo późno ale opiszę w skrócie o ksiażkach:

"dziewczyna z zapałkami" - związek dwojga niedobranych osób, codzienność matki z dwójką dzieci opisane przez poetkę, która swoim, niezwykle trafnym i wysmakowanym językiem opisuje codzienność i zwyczajność. Lubię dobrze dobrane słowa, wielokrotnie podczas czytania książki wykrzykiwałam "ja też tak mam, ja też tak czuję, tak myślę" - dlatego ją poleciłam.

"Plac zabaw" - nowy styl narracji, splatające się ze sobą historie o zamianie ról w rodzinie, o współczesnych małżenstwach, o relacjach rodzinnych, sukcesach i porażkach. Można przeczytać.

Ostatnio za to w parę dni pochłonęłam książkę z biblioteki pt. "Której imie wymazano"(autorka Woolfolk Cross Donna ), wyd. Książnica .Akcja dzieje się w IXw, realia epoki są świetne oddane, bohaterką jest Joanna, która na przekór swoim czasom marzyła o tym, żeby się uczyć...czyta się jednym tchem, historia dająca dużo do myślenia, o ludziach, o kościele, o tamtych czasach i samej naturze ludzkiej. Nie zdradzę wiecej.

pozdrawiam wszystkich czytaczy!

poniedziałek, 17 grudnia 2007

Mój ukochany Synek kończy dzisiaj pół roku. Jejku, jaki już jest duży, jak sie zmienia mój niemowlak. A oto cechy charakterystyczne Brunia:

- ciągle przekręca się na brzuch i ćwiczy leżenie w tej pozycji, w drugą stronę nie potrafi się jeszcze przekręcić. wyciąga rączki po zabawki, pupę pcha w górę i robaczkuje lekko po zabawkę, pięknie pływa na basenie; po dzisiejszej wizycie u rehabilitantki Brunio powinien ruszyć z rozwojem, mamy zaplanowane ćwiczenia;

- waży ok.8 kg/70cm (z ubranek 74 już w większości wyrasta);

- wciąż jest tylko na piersi, ale wkróce będzie musiał rozszerzyć dietę (mój powrót do pracy;

- w nocy budzi sie dwa razy - ok.1/2 i ok.5/6 rano, w dzień śpi raz, ale jak cos się dzieje to może nie spać, przysypia sobie tylko na chwilę, żeby jakoś przetrwać i po chwili znowu jest gotowy do obserwacji;

- nazywany jest w rodzinie Inguch, ze względu na wielkie podobieństwo do mnie (strasznie mi miło, że ktoś tak ładny jest do mnie podobny ;) a na codzień mówimy do niego Brunio, Brumiś, Bruniasty, Brumidor, Brunior, Brusiek.

- na widok Hani pieje ze szczęścia, wybucha głośnym śmiechem, aż sie rwie do zabawy z nią. Na widok Taty cała twarz mu się śmieje.

- gada, zrzędzi, wydaje dziwaczne odgłosy, komunikuje sie z zabawkami;

- wciąż uwielbia wszelkie wyprawy, gapić się w twarze ludzi, lubi jak coś się dzieje, jak ktoś do niego gada i się uśmiecha;

Wszystkiego najlepszego Maluni mój, przede wszystkim bezstresowego rozstania z mamą i z piersią, zasmakowania w normalnym jedzeniu, pokonania barier w przemieszczaniu się i wielu ciekawych odkryć!

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru