niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 28 listopada 2006

Hania podchodzi do naszej kotki i kładzie głowę na jej grzebiecie: "Dubasa (czyt.Grubasa), kocham Cię!!"

Hania podchodzi do psa dziadków, czyli moich rodziców, przytula go mocno rączkami i szepcze: "Flanek, kooocham Cię!"

Mamusinka i Tatusinek jeszcze musza trochę poczekac na wyznanie miłości. Może dlatego, ze nie mamy czterech nóg? ;))

Muzyka czasem pięknie splata się z pogodą.

Wczoraj w pogoni zajęć usiadłam na chwilę przy oknie i zapatrzyłam się w aksamitnie szary, otulony mgłą niczym pajęczyną, dzień. Zamyśliłam się, a po chwili usłyszałam w radio pewną piekną piosenkę - Dżem, "List do M." . Głos Ryśka był tak przejmujący, że zapomniałam w jednej chwili o wszystkim, gdzie jestem co robię. Pomyślałam o samotności bez Boga.

Czy jesteśmy w stanie tak naprawdę wyobrazić sobie, że Boga nie ma? Czy jesteśmy w stanie funkcjonować bez Boga, w jakiejkolwiek postaci? Dzisiejsze czasy wydają się przynosić odpowiedz, że tak, że owszem. A jednak, nie słyszałam o żadnej cywilizacji, która by się rozwinęła bez udziału jakiegoś Bóstwa, czy to Buddy czy Słońca czy też Jezusa. Bez względu na kolor skóry, na czasy, ludzie zawsze wierzyli w siłę nadprzyrodzoną, która jest nad nami. A może istniała jakaś wysoko rozwinięta społeczność, która się bez takowej obyła?

 Idąc dalej tym tokiem, dlaczego ludzie tak bardzo potrzebują Boga? Żeby wprowadzić porządek w swoim życiu i czytelne zasady? Żeby można było dyscyplinować i trzymać w ryzach ludzi? A może żeby dac im jeden z cenniejszych darów - nadzieję? Dobrze jest wierzyć, że ktoś się nami opiekuje, że nawet kiedy sprawy wyglądają beznadziejnie jest szansa na cud z pomocą boską? A może chcemy wierzyć w Boga z wrodzonego poczucia sprawiedliwości, wierząc, ze złoczyńców spotka kara a nasze cięzkie życie będzie nagrodzone w zaświatach? Albo wolimy wierzyć w reinkarnację niż wyobrażać sobie wieczną nicość?

sobota, 25 listopada 2006

I jeszcze moje słowo w kwesti płeć a wychowywanie.

Jestem jak najbardziej za tym, żeby żadne schematy społeczne nie wpływały na wychowanie dziewczynek czy chłopców. Niech dzieci mają w tej sprawie słowo ostateczne - one nie wiedzą, że w związku z posiadanem pewnych cech płciowych powinny bawić się tymi a nie innymi zabawki. One są otwarte na wszystkie nowości.

 Nasza Hania to śliczna dziewczynka. Od większości rodziny dostała lalki. Wiadomo - lalka rzecz niezbędna dla każdej dziewczynki. I Hania czasem bawi się z Lalą, poprzytula, przewiezie wózkiem - a po chwili okłada lalę i sama chce jezdzic wózkiem.

Ukochane zajęcia Hani to jednak pomaganie Tacie (zwłaszcza w piwnicy i w garażu). Ulubiony zestaw to skrzynka z narzędziami - Hania ma np. swoją plastikową wiertarkę, którą może wiercić dziury w ścianie razem z Tatą. I jestem dumna, kiedy widzę, jak Hania sadowi się na krześle i "naprawia auto". Bierze w rękę młotek i w skupieniu wbija wystajacy z ciężarówki bolec, próbuje przybić połamane plastikowe kółka w swojej ciężarówce-zabawce. Ile ma przy tym frajdy i jak skrupulatnie zabiera się do dzieła!

Kiedy patrzę teraz na plastikowy zalew wszelkiego rodzaju zabawek w marketach to aż mnie zęby bolą. Wychudzone laleczki z oczami na pół twarzy i srebrno-różowymi kreacjami i ich kilkanaście klonów dla różnych przedziałów wiekowych. Zestaw dla dziewczynki składający się ze srebrnej korony, klapków z puszkiem i różowych koralików. Wypasiony odkurzacz dla dziewczynki koniecznie (bo czemu to chłopiec miałby bawić się odkurzaczem?). Fartuszek ze zdjęciem uśmiechniętej dziewczynki.

 Póki co Hania omija to wszystko obojętnym wzrokiem. Prosi tylko o to wielkie, plastikowe auto, które dumnie puszy się na półce.

Nie twierdzę, że dzieci się tym nie chcą bawić - ale gdzie te naprawdę mądre zabawki? Gdzie zabawki, które uczą dziewczynkę czego innego, niż tego że ma być sliczna, zadbana i dobrze sprzątać w domu? Zanurzam się w dział chłopięcy - to tam szybciej znajdę rozwijające klocki. Może uda znaleźć mi się drewnianą kolejkę?

Czy już od samego poczatku musimy rozdawać karty pt. Ty masz być taka a Ty taki, bo jesteś już małym mężczyzną? Czy naprawde widok kilkuletniego chłopca częstującego swoje lalki herbatką z własnego plastikowego serwisu jest aż tak szokujący?

piątek, 24 listopada 2006

W dniu wczorajszym nastąpił ten dzień. Po wielu domysłach, rozmyślaniach i gdybaniach, po marudzeniach i czułych westchnięciach, w końcu udało się namierzyć Sprawcę.

Sprawca, nazwijmy go Potomkiem, z przesłuchania nic sobie nie zrobił. Właściwie przespał wiekszość czasu, lewitując sobie swobodnie w swojej celi. W końcu, udało się go dobudzić po lekkich poszturchiwaniach dr gin, zwanej dalej Śledzczą.

W toku śledztwa ujawniono, że Potomek mierzy 5,1 cm oraz posiada wszystkie zarzucane mu cechy: zgrabną główkę, półkule mózgowe, malutkie paluszki na rączkach czy też drobne nóżki. Obudzony przez Śledczą przeciągnął się leniwie niczym kot, zamachał nóżkach, pomiział się po twarzy, jak przystało na śpiącą osobę i postanowił powrócić do tej jakże miłej czynności, czyli do drzemki. Potomek niewerbalnie pochwalił swoją celę, jedynie Śledcza nakazała poprawę bytu Właścicielki celi, co może oznaczac krótkie zwolnienie.

Na udokumentowanie przeprowadzonego przesłuchania, Śledcza wykonała szereg zdjęć, na których udało się złapać Potomka na gorącym uczynku czyli podczas snu. Oto on/ona (płeć Potomka zostanie ujawniona za ok. 2,5 miesiąca z uwagi na dobro śledztwa ;))

niedziela, 19 listopada 2006

Jak już niżej wyznałam, po raz drugi w życiu dzielę się swoim ciałem z drugą istotą. Mały Kropek pracuje dzielnie przez noce i ranki, aby jak najszybciej z dwóch małych komórek powstał ten niesamowity twór, zwany człowiekiem.

Stan błogosławiony - jak to nazwał zapewne jakiś mężczyzna, który nic wspólnego z byciem w ciąży nie miał - wciągnął mnie bez reszty. Nie oznacza to jednak że wieczory spędzam na fotelu bujanym, robiąc na drutach skarpetki dla maleństwa, w przerwach głaszcząc sie po płaskim jeszcze brzuchu. Nie słucham też Mozarta, przymierzając małe śpioszki do własnego ciała. Nie, nie tak wygląda ten cudowny proces od strony matki.

Moja ciąża skupiła się na strategii przetrwania dnia. Jak wstać i dotrzeć do kuchni? Jak nie zwymotiować na widok śniadania? Jak prężnie wepchać się do pociągu i nie dać się napadom mdłości? Jak przetrwać w pracy tyle godzin? Dlaczego jestem tak głodna a nie mogę nic zjeść? Dlaczego, kiedy docieram do domu mroczki latają mi przed oczami a jedyne co mi się marzy to zemdleć w ramiona opiekuńczego właściciela sanatorium?

Tak,tak, stan błogosławiony. Ten wyczekiwany Potomek, po mału już zapewne kochany, ale wciąż jeszcze mentalnie nieobecny, to swoisty odkurzacz. Przyznaję się szczerze: wysysa ze mnie wszytkie możliwe siły. Jednak przed otoczeniem, a co gorsza przed samą sobą, nie sposób usprawiedliwać się tak wczesną i niewidoczną ciążą. Trzeba wziąć sie w garść...nie martw się, to przejdzie (na inne dolegliwości...to tylko mdłości...to zmęczenie... ;))

Stan błogosławiony. Bez kawy i alkoholu, bez normalnego jedzenia, ze spadkiem wagi, zmęczeniem. z walką z wiecznym mitem matki ciężarnej ubranej w różowe ciuchy, leżącej w słoneczny dzień w słoneczny dzień w łóżku i obmyślającej przez dziewięc miesięcy czy jej dziecko to Jaś czy może Małgosia.

Stan błogosławiony - dobrze, że mam swoją Hanię, bo wiem, że warto.

PS.Żeby nie było - obok wyżej wspomnianych dolegliwości staram sie żyć normalnie. Pracuję całkiem wydajnie i zamierzam jeszcze długo, prowadzę dom, spotykam sie ze znajomymi, mnóstwo czytam, załatwiam w tzw. międzyczasie.

Trochę nowości o Hani: rozgadała się dziewczyna potężnie. Każdy dzień przynosi nowe wyrazy, powiedzonka czy zdania.

Słuchamy jej teraz z uwagą i wyłapujemy ze śmiechem perełki. Hania stara się powtarzać, wszystko co usłyszy i używa potem tego w swoich wypowiedziach. Co prawda mówi o sobie jeszcze w trzeciej osobie ale forumuuje zaskakująco celne wypowiedzi. "Hania czuje, jest zimno!" Wieczorem wygania z salonu i mówi: "Mama idź zrób Hani kaszke, Hania godna (głodna) jest!" W wannie w czasie kąpieli "Mama, umyj Hanię, Hania budna (brudna). Tata ubrany w bokserki i na bosaka to "Tata golas na nogach!"

Niektóre wyrazy jeszcze sprawiają jej trudność. Odziedziczyła do mnie skłonność do wąchania jedzenie, razem wąchamy przyprawy i Hania uczy się, że to cynamon a to kumin. Kiedy zanurza nos z lubością np. w mój obiad mówi "Hania chącha". Kiedy widzi, że wyjmuję pojemniczek z przyprawami od razu  mówi: "mamusia, cymanon plosie" - i zanurza swój okrągły nosek z miną znawcy w ulubionym, korzennym aromacie.

Dyman - pięknie brzmi zwłaszcza dla rodziców ze skłonnościami do dwuznaczności. A przecież chodzi o zwykły dywan.

Talarnia - latarnia

Tapiczek - słowo o szczególnym wdzięku to swojski patyczek.

W aucie prawie że nie słuchamy już radia. Hania wystarczy za cały zestaw stereo. Na bieżąco komentuje sytuację na drodze "kolki są tety" (korki są niestety). Jak za długo stoimy na światłach Hania woła "Tata jedź! Tata jedź". Poza tym dowiadujemy się co widać za oknem 'tu jest komin, leci dym, leca ptaki daleko, daleko". Opowiada co zdarzyło się w ostatnich dniach, śpiewa piosenki a jak ma szczególny nastrój do figli, zdejmuje buty i macha zadowolona bosymi stopami.

Co mnie cieszy - wciąż jestem dla niej Mamusią, Mausinką. "Mamusia odź do Hani" słyszę rano głosik i chociaz wstawać sie nie chce, nie sposób odmówić tej prośbie. Zwłaszcza że kolejne krzyczane są w nieco większym natężeniem i chociaż uprzejmości wypowiedzi nie można nic zarzucić, to okoliczne ptaki i koty zapewne traktują to jako poranny budzik. Bo co jak co, zdrowe płuca nasza córa ma. Po Tatusiu :) 

środa, 15 listopada 2006
"Czasami czuję się jak wegetarianin pracujący w mc donaldzie".
Gdzieś spomiedzy listopadowych chmur, okresu oczekiwania miedzy jesienią a zimą, miedzy wolnym z okazji 11 listopada a oddalonymi czasowo Świetami Bożego Narodzenia, wypełzł temat pracy, tego wymarzonego zawodu, w którym mogłabym się spełnić w 100% (dostałam takie pytanie). Praca w której można byłoby się wyżyć i użyć wszystkich swoich zdolności i umiejętności. Praca, która daje prawdziwą satysfakcję. Niestety, taka praca nie jest udziałem większości młodych osób. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma - jak mawiała Gąska Balbinka i jak myśli większość zaspanych ludzi mknących rano do pracy przez korki.Po jakimś czasie pracownik przyzwyczaja się do swojej pracy, uczy się ją doceniać, cieszy się, że ma z czego żyć, że ma fajnych kolegów. Czasem tylko przemknie przez myśl, ze w idealnym świecie, w idealnych warunkach mógłby robić coś innego. Czasem ludzie nawet zapominają o swoich marzeniach. Zapytani o to mówią "Inna praca? A po co? Tu mi płacą, mogę wyjść o 17 z pracy, jest nieźle, czego chcieć wiecej?" Ile osób wie, czym jest prawdziwa pasja czy powołanie? Jeśli wiec ktoś dałby mi wybór i pieniądze to po przemyśleniu za i przeciw otworzyłabym dzieciecą ksiegarnię - pełną zabawek, z głośnym czytaniem ksiażeczek, teatrzykiem,wyświetlaniem slajdów, rezenzjami, kącikiem malucha i kątem dla dorosłych. Albo może byłaby to księgarnia dla doroslych, z przytulną kafejką z fotelami i książkami na wyciągnięcie ręki, z funkcją antykwariatu. A może dodatkowo i jako biblioteka z płatnym abonamentem? Pomysłów mam sporo :)) Odpadło z marzeń napisanie książki (chociaż czasem powraca) czy tez praca z dziecmi. A czym Wam czasem zdarza się myśleć o innej, wymarzonej pracy? Co chcielibyście robić, gdzie siebie widzicie?
poniedziałek, 13 listopada 2006
Mniejwiecej półtora miesiąca temu Mama Haniołkowa zobaczyła dwie kreski...
piątek, 10 listopada 2006

Główna Generałowo, melduję wykonanie zadania! - Tak powiedziała do siebie Matka Haniołkowa niecały tydzień temu. Za nią bowiem po raz kolejne (w związku z przeprowadzką) częściowo wykonane zadanie, jakie zawsze spada na barki pracujących matek. Zadanie, które wymaga dużych pokładów determinacji, przenikliwości i inteligencji. Potrzeba do niego wrodzonej życzliwości ale też nieufności. Asertywności okraszonej budującym uśmiechem.

 Wybór Niani.

Oto z grona miłych (bądź nie) kandydatek, trzeba wybrać tę Jedyną, tę, która naszemu dziecku oprócz spędzanych z nim godzin odda tez kawałek swojego serca. Tę, która na widok płaczącego obcego przecież dziecięcia nie będzie wychodzić z domu a tylko zapyta się o co chodzi, albo można nawet przytuli wdzięcznie do swoich ramion. Mówiąc w skrócie - trzeba znaleźć taką, dla której będzie to spędzanie czasu z coraz bliższym dzieckiem a nie odbębnianie godzin według ustalonej wcześniej stawki.

Zadanie to, które dla wiekszości ojców bądź też bezdzietnych może się wydawać proste jak budowa cepa, natrafia jednak wiele trudności. Jak odnaleźć tę jedyną? O co pytać na rozmowie? Co robić gdy zgłasza się za mało chętnych? Co robić gdy za dużo? Co zrobić, gdy potencjalne nianie zainteresowane sa tylko stawką, nie rzuciwszy jednego spojrzenia bądź pytania na dziecko? Jak przekonać nianię do siebie i dziecka?

Wtedy też, po raz pierwszy staję po tej drugiej stronie. Staję się pracodawcą - i niezbyt dobrze się z tym czuję. Wiem, że gra jest o najwyższą stawkę, bo o moje własne dziecko, ale chcę też być jak najbardziej fair, świadoma jak ważne jest to we wzajemnych relacjach.

Ostatnia niania spadła nam z nieba. Wieczorem pojawiła się po prostu przed domem pytając czy to prawda, że poszukujemy niani. Wychowana na książeczkach o Marry Poppins od razu wpuściłam ją do domu. Bojaźliwa Hania, która boi się nowych znajomości, szybko zaakceptowała nową Ciocię i żwawo pokazała jej swoje zabawki, czytała książeczki. Następnego dnia zjadła obiadek z jej ręki.

Ufff..

Małą chmurką jest tylko włączony ciągle gdy wracamy telewizor, ale dzisiaj  poprosiłam o odłączenie Hani od tv, mam nadzieję, że będzie dobrze (Hanka ma ustalony limit ok. pół godziny dziennie na Teletubbisie lub Inną tego typu bajkę. Telewizji aby leciała nie właczamy nigdy). 

 Najwazniejsze jest to, że Hania polubiła Ciocię ("Hania lubi Ciocie X". I mam nadzieję, że wzajemnie, o czym świadczy może wymalowany na czerwono paznokiec Hani (!!!) i nowa fryzura (kucyk). I jeszcze to jest ważne, ze Hania mówi z radością "Jutro Ciocia X. Tez przyjdzie do Hani!" :)))

Zadanie wykonane, Główna Generałowo!

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru