niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
czwartek, 28 lutego 2008
Czuję sie jak w bajce: spać mi się chce jak śpiącej królewnie a roboty jest jak przy siedmiu krasnoludkach :)
środa, 27 lutego 2008

Takie to pytanie zadała mi wczoraj Hania. Jej dociekliwy umysł nawet podczas krótkiego spaceru musi rozważać rozmaite kwestie. Niestety, nie potrafiłam stanąć na wysokości zadania jako Matka-Nauczycielka i wystękałam tylko:      - wiesz co, lepiej spytaj Tatusia, on bedzie lepiej wiedzieć.

Hania jednakże, niezrażona totalnie brakiem wiedzy matki, dalej snuła swoje rozważania:

- Mamusiu, ja myślę, że prąd jest czarny. Bo ja zajrzałam do kontaktu i on był czarny :)

wtorek, 26 lutego 2008

Ludzkość, aby uprzyjemnić sobie zbyt nudny jej zdaniem żywot na naszej planecie, wymyśla co raz rozmaite konkursy. I tak powstają zawody, kto najszybciej zje 50 hamburgerów albo kto pierwszy pokona jakis dystans na jednej nodze. W ten sposób wyłonieni zostają mistrzowie całkowicie zbędnych dyscyplin. Kiedy oglądam wzmianki o takowych zawsze zastanawiam się po co to wszystko, ale skoro się komuś chce...

Myślę, że znacznie bardziej ciekawe mogłyby być zawody w życiowych dziedzinach. Po dzisiejszym ubieraniu Brumiśka śmiało zgłaszam jako kategorię "ubieranie niemowlaka". Otóż żywotny i wyspany Synek podczas zmiany pieluchy wyczynia istne cyrki. Najpierw wiec przekręca sie z pleców na brzuch - bo tak lepiej widać. Nic to, ze matce trudniej jest zapiąć pieluszkę. Zresztą nawet na brzuchu, na przewijaku, jest za nudno - i tak to sporych już rozmiarów i przede wszystkim silny chłopak postanawia przemieścić się na podłogę najkrótszą drogą - głową w dół. Aby nadać sobie odpowiednie przyspieszenie, należy się przy tym odpowiednio odpychać rękami i machać nogami. Matka wtedy porzuca pieluchę i łapie niecierpliwego Robaczka, tłumacząc mu, że tak nie wolno. Po chwili Chłopak znowu pełznie, tym razem do przodu, chcąc przerzucić swoje ciało do łóżeczka, tu jednak sprawa jest już trudniejsza.

I tak to poranne przebieranie staje sie kategorią niemal olimpijską. Kto bedzie górą, ja czy syn? A im większy jest Brumiś, tym wiecej czasu potrzeba na opanowanie tego żywiołu i tym mniej czasu na moje przygotowania do pracy - czasem myślę, że będę jechać do pracy w pidżamie i w toalecie dokonywać przebiórki, jak nie zapomnę. A może będę spała już w koszuli i spodniach? ;) 

Ale wracając do rzeczy - czy przebieranie takiego niemowlaka nie było naprawdę zajmującą kategorią? Widowiskową a jednocześnie szalenie praktyczną? I coś mi się zdaje, że wygrałaby kobieta, zaprawiona w bojach, z bogatym, codziennym doświadczeniem :)

Można by dorzucić jeszcze karmienie niejadka, wycieranie buzi umazanej jedzeniem, obcinanie paznokci, ubieranie zimowe (m.in. czapka, szalik, rękawiczki, smarowanie buzi tłustym kremem) - kategorii jest pełno, do wyboru do koloru.

Najbardziej pocieszające jest to, że my mamy zdobywamy w tych kategoriach mistrzostwo na co dzień, tyle że bez rozgłosu i bez medali. We are the champions :)

niedziela, 24 lutego 2008

Jak to po chorobie bywa, dochodzenie do całkowitego zdrowia trochę trwa. Hania, po zaciętej walce z bakteriami za pomoca dwóch antybiotyków, poległa całkowicie w temacie...kup. Przepraszam wrażliwych czytelników, ale każda mama wie ile ten temat może przysporzyć bólu. Były płacze i wycie z bólu i strachu przed siedzeniem na wiadomym przybytku, była specjalna dieta (kefirki, owoce, owsianka etc.), w końcu po paru dniach zaciekłej walki z tematem, głównie w osobie Busi, wyszłyśmy w miarę na prostą. Ale czy przedszkolna dieta sie przysłuży Hani to zobaczymy.

Brumiś za to pewnego ranka obudził sie opuchnięty. Najpierw myślałam, że mi dziecko dorosło przez noc, bo wyglądał nieco inaczej. Dopiero po dokładnych oględzinach okazało się, że to spuchnięte oczy. Jako główni winowajcy na czarnej liście znalazły się dwie nowości: żółtko i nowe mleko - obie odstawione. Cholera bierze z tymi alergiami.

A ja szukam wiosny. Po nieudanych poszukiwaniach w naturze, postanowiłam przejść się po sklepach i kupić sobie coś zielonego. W kolorze soczystej trawy albo lodów agrestowych, o barwie lepkich liści kasztana albo wiosennego ogórka w przekroju. Niestety, może poszukiwania spełzły na niczym. Sklepy zawalone są czarnymi ciuchami, w najlepszym razie fioletowymi czy czerwonymi. Pozostaje tylko wypatrywać sałaty w warzywniaku :)

czwartek, 21 lutego 2008

Życie jest pełne niespodzianek - ta zupełnie nieodkrywcza myśl przyświecała naszemu wczorajszemu wieczorowi. Z drugiej strony kiedy się jest rodzicem niemowlaka, trzeba być gotowym na wszystko.

O przyjściu z pracy zasiedliśmy zgodnie z M. nad talerzami parującej zupy ogórkowej, towarzyszył zaś nam Brunio pełzający u naszych stóp po podłodze. Tak jak zwykle, przestawiał stół, na którym stały talerze, staraliśmy się wiec wyjątkowo uważnie zjadać zupę i pilnować swoich porcji, oprócz tego pilnowaliśmy kapci, które to są ulubioną zabawką Bru. Po pewnym czasie Bru zajął sie sobą i mogłam spokojnie zjeść jeszcze ciepłą zupę, co u matek wcale takie częste nie jest. Nie zdążyłam sie jednak nacieszyć tym stanem, kiedy poczułam mocne szturchnięcie w bok. "Co jest?" - pomyślałam, chcac zrugać małżonka, gdy zobaczyłam, że ten pokazuje mi coś gwałtownie na migi. Podążyłam za jego wzrokiem a tu...

...Brumiś właśnie kończył siadać. Leżąc na brzuchu podciągnął nóżki jak do raczkowania a potem po mału podciągnął się na rączkach, wciąż opierając o podłogę. Nowe odkrycie napełniło go od razu szczęściem - jejku, tyle rzeczy w zasięgu łapek! Od razu zadowolony złapał najbliższy koszyk z zabawkami, wsparł się na nim i zaczął wyrzucać z kosza zabawki. Po pewnym czasie nowo zdobyta pozycja zaczęła Kulkowi ciążyć. Dotarło do niego, że wprawdzie wie już jak się siada, ale nie wie, jak wrócić do stanu pierwotnego. Intensywna gimnastyka polegająca na zginaniu i przekręcaniu nóg, przenoszeniu środka ciężkości na boki też nie zdała rezultatu. "Ale sie zrobiłem" - pomyslam Bru i czym prędzej za pomocą syreny głosowej wezwał rodziców na pomoc.

Tego wieczoru Bru usiadł jeszcze dwa razy, za każdym razem sprawniej, za każdym razem cieszył sie z nowego horyzontu i za każdym razem kończyło się to wrzaskiem bezradnego akrobaty, który jeszcze nie do końca panuje nad swoim niemałym ciałem.

Niezmienia to faktu, że cieszy się z M., jesteśmy dumni i ciekawa jestem, kiedy teraz synul rozpocznie raczkowanie.

wtorek, 19 lutego 2008

Niczym wahadełko puszczone w ruch powoli wracam do znanego mi rytmu. Cyk, cyk, poranne wstawanie, cyk cyk, praca, cyk cyk, wieczorne rytuały. Po całej masie przeżyć i zmartwień, cieszy mnie przewidywalność tego cyklu. Zresztą przy dwójce dzieci można zapomnieć o nudzie.

Z Brunia zrobił sie pogodny facet. Dzień spędza na ćwiczeniach, podciąga nogi, prostuje ręce i z uporem maniaka chwieje sie na nóżkach. Jego determinacja jest godna podziwu, przy czym po pewnym czasie zaczyna się wkurzać zdziwiony, dlaczego ciało nie słucha jego komend. Robi sie poza tym coraz bardziej kontaktowy, przy zabawie "idzie rak nieborak" śmieje sie w głos, przy "a ku ku" zanosi się śmiechem. Umie już wyciągać rączki i nurkować z rąk w kierunku zainteresowanego obiektu. Z jego umiejętności szczególnie cieszy mnie precyzyjne przekładanie stron w książeczce papierowej dla maluchów - czyżby moje czytelnicze geny zakiełkowały i w małym Inguchu?

Hania za to to prawdziwa gospodyni. Kiedy Babcia na głos zastanawiała się, gdzie jest masło, Hania wyjaśniła: " Babciu, masło jest na drzwiach lodówki, na górze, po lewej stronie". Przy poszukiwaniach tarki w jedną sekundę znalazła właściwy przedmiot. Gdy tylko cokolwiek dzieje sie w kuchni, Hania taszczy swój taborecik, na którym staje, żeby lepiej widzieć co się dzieje na blacie. I oczywiście pomaga we wszystkim - ostatnio sama maczała kotlety schabowe w jajku i bułce. Kiedy podczas mojej nieobecności Babcia smażyła kotlety mielone, Hania zapytała zdziwiona: Babciu, a gdzie jest jajko? (do obtaczania). Cieszy mnie jej ciekawość magii kuchni, prostych zaklęć za pomocą których ze zwykłej mąki można stworzyć pyszne ciastka. I ta nieustająca chęć działania i tworzenia.

Wejść z powrotem w ten rodzinny świat nie było łatwo. Codzienne życie wymaga precyzyjnych planów, panowania nad codziennością tak aby udawać, że życie toczy się samo. Gdy oglądam występy łyżwiarzy na lodzie, wszystko wydaje sie być takie proste i łatwe, w rzeczywistości popisy poprzedzone są latami ciężkiej pracy. Podobnie i życie codziennie - chociaż na pierwszy rzut oka proste i nudne, wymaga mnóstwa drobnych działań (zakupy, kontrole lekarskie, sprzątanie, urzędy etc.), aby toczyć się bez zakłóceń.

A mi jeszcze marzy sie wiosna...

poniedziałek, 18 lutego 2008

Zbiegiem okoliczności pracuję obecnie bardzo niedaleko miejsca, w którym spędziłam swoje dzieciństwo. Wystarczy teraz, że siedząc przy biurku wychylę mocniej głowę - i widzę już mój stary blok. Wystarczy, że dalej zapuszczę sie na spacerze i wzrok sam mój już natrafia na ślady z mojego dzieciństwa.

Pamięć to niesamowita rzecz. Pozwala istnieć całym światom, które gdzie indziej nie mają już racji bytu. Na łące, po której ganiałam się z kolegą z klasy, z którym dla zabawy tłukliśmy się kijami, aż wróciłam z zakrwawioną głową domu, tak to teraz stoi nowoczesny wieżowiec. Tuż obok rozkładały swój kramik staruszki, teraz błyszczą marmurowe posadzki. Po drugiej stronie istniał bazarek, tu stał kramik z nabiałem z młodym sprzedawcą, który lubi ze mną sobie żartować, tam dalej stała baba z kapustą kiszoną, którą zajadała sie nasza jamniczka. Parę kroków dalej szukam wzrokiem baru mlecznego, do którego zachodziłam czasem z mamą po jej pracy. Na jego miejscu stoi teraz pizzeria, czy ktoś tam jeszcze pamięta smak naleśników z jabłkiem?

Próbuję nie widzieć tego świata z metalu i szkła, w końcu wciąż jeszcze stoi remiza, której strażacy zaczepiali mnie gwizdami, gdy szłam ze szkoły. Wciąż jeszcze istnieje parę zaułków, w których przy zmrużonych oczach widać powiewające dwa długie warkocze, ślady małej dziewczynki, dla której tutejsze okolice stanowiły wszechświat. Mały świat, który miał przetrwać przez lata, a po którym pozostały w większości wspomnienia - u każdego inne. I czy to tylko sentymentalizm powoduje, że ten świat ze wspomnień wydaje mi się piękniejszy i lepszy?

(...) Ludzie żyli bez względu na to, czy się ich zauważało czy nie, psy natomiast zmuszały do zwracania na siebie uwagi, zwłaszcza jeśli dochodziły do wniosku, że nie czyni się tego w sposób zadowalający. Koty z kolei potrafiły doskonale udawać, że ludzie w ogóle nie istnieją, jeśli tylko im to odpowiadało, ale to już zupełnie inna sprawa.

John Connolly "księga rzeczy utraconych".

Trwa rozmowa rodzinna, na chwilę zapada cisza. Hania mówi:

- Tatulku, ale cisza!

- Taak? Gdzie?

- No ja nic nie mówię, Ty nic nie mówisz...

niedziela, 17 lutego 2008

Coraz szybciej pędzą miesiące i oto mój Brumiś kończy 8 miesięcy i zaczyna 9 miesiąc. Ciężki to czas dla małego faceta, bo:

- chciałoby sie gdzies dalej zajść, a tu ciało ciąży, trzeba wiec dnie spędzać na intensywnych ćwiczeniach do raczkowania typu: podnoszenie ciała z przodu, balansowanie na kolanach i próba koordynacji zadań;

- zęby męczą okrutnie, widoczne są już dwa, ale chyba kolejne idą, w związku z czym Brunio pakuje do buzi dosłownie wszystko co wpadnie mu w łapki, rozmiary i rodzaj użytego materiału nie ma znaczenia, no, stół nie zmieścił sie do paszczy :)

- z powodu chorób chłopisko zrezygnowało chwilowo z zupek i obiadków, z powodu wyjazdu mamy przekonał się do butli, mam nadzieje, że w tym miesiacu wszystko sie ureguluje;

- krtań małego człowieka wydobywa z siebie niesamowite dźwięki, od pomruków przez westchnięcia aż po operowe śpiewanie, gadanie typu tatata i dadaada czy odpowiadanie na zawołanie mamy: hejooo;

- otaczają go czasowo różne osoby, co cieszy chłopaka, lubi wszystko co nowe, przygody, podróże, nowe twarze. Ulubione zabawki to nadal wszelkiego rodzaju kapcie, Hani zwierząta plastikowe, gazety i inne materiały do gniecenia.

- waży ok.9kg/73 cm, gdy patrzę na niego i Hanię, zastanawiam się, kiedy sie zrównają wagą. Coraz ciężej mi go nosić i nie mogę sie doczekać, kiedy będziemy chodzić za rączkę.

- chcąc zaspokoić potrzeby brzuszyska chłopak budzi się w nocy dwa razy, ach jakbym chciała, żeby już przesypiał noce!

- jest bardzo wdzięcznym rozmówcą, lubi wszelkie karuzele, gilanie, lubi być tam gdzie Hania, gdzie rodzice, nie lubi spać za długo, nie lubi być unieruchomiony, nie lubi nie widzić nic w wózku.

Fajny facet z niego!

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru