niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 27 lutego 2007

Po krótkim "odpoczynku" na zwolnieniu, powróciłam do pracy. Koledzy, przekonani że w głowie mam jedynie skurcze porodowe i inne atrakcje związane z potomkiem, przywitali mnie z otwartymi ramionami i sercami. Nieomalże wznosili peany na moja cześć. Chwilę później okazało się, że osoba, którą wdrażałam na zastępstwo od grudnia, zostanie przesunięta do innych zadań, zaś w mojej działce zapanuje zasada "aby jakoś przetrzymać ten czas". Może stąd to ciepłe powitanie :))

Z figury przypominam coraz bardziej kasztanowego ludzika, bowiem na wciąż szczupłych nóżkach kołysze się pingwinowato coraz większy brzuszek. Spojrzenie w szafę uprzytomnia mi, że większośc zgromadzonych w niej ubrań to wspomnienie rozmiaru z przed ciązy, jedynie skarpetki noszę w tym samym rozmiarze. Spojrzenie na ciągle falujący brzuch przypomina mi (chociaz nie zapominam o tym ani chwili), jakiego to łobuziaka w sobie noszę. Spojrzenie na M. - w porządku, nadal widzi we mnie kobietę, to mnie podbudowuje, kiedy nie mogę złapać tchu.

A najlepszym lekiem na zimowe smutki, chandry, na pogodę, która owija się wokół głowy i zamula, na czas na przeczekanie, na wyczekiwanie i zapominanie, sa spotkania z ludźmi. Ostatnie miłe spotkanie z dziewczynami, z którymi razem studiowałam uprzytomniło mi, że może tak naprawdę nie zmieniamy się aż tak bardzo jak nam się wydaje? Może te wszystkie rewolucje i zwroty w naszym życiu wygładzają jedynie nasze kanty, a w głębi duszy jesteśmy tacy sami przez te lata? Możemy zmienić fryzurę, styl bycia ale nie zmienimy siebie w środku? Możemy zmienić priorytety ale nie zmienimy sposobu w jaki działamy i czujemy.

Może tylko wydaje nam się, że nabieramy mądrości i doświadczenia a tak naprawdę jesteśmy tak samo naiwni i bezbronni wobec świata jak parę lat temu?

poniedziałek, 26 lutego 2007

Po wykorzystaniu Hani w charakterze radia, nadszedł czas na bardziej zaawansowane funkcje. Dziewczynka nasza, idąc z czasem, z postępem i osiągnięciami, jak swego czasu głosiła reklama, "upgradowała się" do nawigacji drogowej. W przeciwieństwie do zwykłych urządzeń, jej zasięg z tylnego siedzenia jest imponujący a system nie potrzebuje 3 satelitów (jak GPS) aby namierzyc drogę. Nie ma problemu z kablami, z ładowaniem i kompatybilnością - system funkcyjny Hania dostosuje się do zastanego auta. I tak oto jedziemy i słyszymy znienacka" Tatusiu, skręc w lewo, proszę!" , "tatusiu jedz prosto", "Tatusiu, jedź za autobusem!".

System posiada też automatyczny czujnik prędkości. "Ale Tata szybko jedzie. Tatusiu, jedź wolno!" (to niestety, może się nie spodobać części kierowców, którym się wydaje, że jeżdzą wolno, w przeciwieństwie do wskazań prędkościomierza).

Unikalna funkcja to również rozpoznawanie kolorów świateł. "Czelwone światło, musimy czekać", "Zielone, Tatusiu jedź". Czujnik ruchu powoduje, że najmniejsze przesunięcie samochodu na czerwonym świetle powodu alarm "Tatusiu, stój, czelwone, nie wolno jechać!!!"

Oczywiście, Haniołkowy zestaw ma również funkcje komentatorskie. Możemy dowiedziec się na przykład, że "teraz jedziemy wiaduttem a teraz mostem", " tu jedzie autobus i tam jedzie drugi autobus, o i jeszcze jeden, piąty autobus".

Miłośnicy zagadek logicznych i krzyżówek mogą też gimnastykować umysł" Mamusiu, co ta dziewczynka ma?" Mamusiu, a co to za piersi rozpięte? (patrz bilboardy media markt z obfitym biustem), czy też "O mamusiu, ten kubek ma szalik (bilboard "gorący kubek knorra).

Naprawdę system jest niesamowity i tak unikalny, ze na świecie jest jego jeden jedyny egzemplarz. Jego jedyna wada jest taka, że na ogół nie działa funkcja wyciszania ;)

piątek, 23 lutego 2007
Jaki jest ulubiony napój Hani?

- jebatka!

Najlepiej z cukrem i cytrynką i najlepiej z kubka od mamy!

PS. wszystkie dwuznaczności proszę wykluczyć!
czwartek, 22 lutego 2007
W sklepie:
Haniu, zobacz kupiłam dla Ciebie kompot (mieszankę kompotową), przyjdziemy do domu, zrobię i Ci dam.
- Mamusiu, a o czym jest ten kompot?

PS.Chyba kupuję Hani za dużo książeczek - ale książek przecież nie może być za dużo, prawda?
Hania mając do wyboru bajkę typu teletubbisie, domowe przedszkole czy też czytanie dowolnej książeczki, bez wahania wybiera to drugie. Telewizor może dla niej nie istnieć, bez książeczki nie przeżyłaby jednego dnia - cała mama, moja duma :D
środa, 21 lutego 2007
Jakby na zaprzeczenie poprzedniej notki o pannicy Hyde, od tamtego czasu Hania stanowi wzór cnót dwulatki. Jest zgodna, nie robi awantur, dzielnie znosi wszelkie zmiany dnia i można się z nią dogadać.

Do głosu doszła natomiast jej gadatliwa osobowość wzmocniona mocną barwą głosu rodziny Dyziaków. Tak wiec Hania na przemian słucha uważnie naszych rozmów, zapamiętując z nich co ciekawsze wyrazy i fragmenty (zwłaszcza tych, które nie są dla jej uszu) i nadaje audycję na wszystkie możliwe tematy.

Wczoraj wracałyśmy z naszej wyprawy jednym z mniejszych autobusów. Kiedy już zajęłyśmy jedyne wolne miejsce, rozpoczęła się audycja, która dostępna była za darmo dla wszystkich pasażerów pojazdu, nie wyłączając kierowcy - mocny głos Haniuli dolatywał wyraźnie aż na sam koniec busa. Niczym nakręcona niewidzialną ręką katarynka Hania nadawała:
" O Mamusiu, zobacz jedziemy wreszcie! Szybko jedziemy, ale szybko. Autobusie! (krzyk), nie jedź tak szybko, trzeba jechać wolno! Co to było? to chyba kopala. Tu Hania zakołysała sie mocno) Co ta Hania robi? Co ta Hania wyprawia? Ha ha ha! A tu jedzie samochód, ten jest czerwony a ten biały. A tu ciężarówka, co ona wiezie? Pewnie różne rzeczy, kto je włożył? Może tramwaj, może pociąg? Mamusiu, a kto tu siedzi?Mamusiu, kto to jest??? (tu Hania delikatnie dźgnęła palcem tajemniczą, zakapturzoną postać siedzącą do nas tyłem. Jako że nie znana była mi jej płeć, wolałam nie strzelać i zmieniłam szybko temat).
Kiedy Hania wyczerpująco omówiła otaczającą ją rzeczywistość (domy, tory, ludzie etc.), pomilczała kilkanaście sekund, chcąc namyślić się nad dalsza twórczością, po czym znudzeni pasażerowie autobusu uraczeni zostali zaangażowanym, dziecięcym śpiewem. "w gózie tyle gwiazd, w dole tyle miast..." i tak dalej i tak dalej...

Przy takiej córeczce, mogłabym mieć majtki na głowie i tak nikt by pewnie nie zauważył :))
Szary poranek. Dwóch nędznie ubranych bezdomnych starannie przegląda śmietniki w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Jeden odważnie "nurkuje" do pojemnika i starannie przegląda jego zawartość. Drugi do niego woła:
- tam nie szukaj, tam są same śmieci!
poniedziałek, 19 lutego 2007

Z internetowego kalendarza ciazy

Tydzień 24:

Mam duzo energii! Skaczac i nurkujac, obracajac się i kopiac - twój maluszek zdaje swietnie sie bawić. Własnie wtedy, gdy układasz się w łóżku marzac o spokojnej nocy, maleństwo zaczyna swój trening. Czy nie masz wrażenia, że jest teraz bardziej ruchliwe niż zwykle? Nie mylisz się: dzieci sa najbardziej aktywne pomiędzy 24 i 28 tygodniem. Potem twój mały sportowiec nie będzie już mieć miejsca na wykonywanie akrobacji, które tak dobrze opanował.

Delikatna skóra. Gdyby twoje dziecko mogło teraz przyjrzeć się własnej klatce piersiowej, miałoby okazję odbycia pierwszej lekcji anatomii. Jego skóra jest wciaż bardzo cienka i przezroczysta, widać więc przez niš naczynia krwionosne, kosci i narzady wewnętrzne. Z miesišca na miesiac skóra dziecka będzie stawać się coraz grubsza, aż stanie się tak samo nieprzejrzysta, jak skóra dorosłego człowieka.

Podglšdanie. Chociaż oczy dziecka wciaż sa jeszcze zamknięte, wszystkie częsci oka już się rozwinęły, włacznie z siatkówka, która będzie dojrzewać w ciagu następnego miesiaca. Tęczówka, kolorowa czę?ć oka, jeszcze nie ma pigmentacji. Nabierze ona koloru w ciagu najbliższych kilku miesięcy, choć ostateczny odcień ustali się dopiero po urodzeniu.

Wymiary. Twój ma waży w tym tygodniu około 600 gram i mierzy między 25 a 28 cm.

Z życia:

1. Mój mały Synek regularnie masakruje mi brzuch. W regularnych odstępach czasu czuję jak budzi się mały karateka i rozpoczyna swój regularny trening. Jest to cos tak nierealnego, że czasem wydaje mi się, że kiedys taka noga przebije się przez miękka powłokę brzucha. Przede wszystkim jednak, jako zarówno obecna jak i przyszła matka, zastanawiam się wtedy, czy jest jakis powód tego telegramu przesłanego z brzucha za pomoca pantonimy. Za mało jadłam? Niedobre jedzenie? Za mało tresciwe. Niewygodnie Ci, maluchu? Na szczęscie madra natura tak to wymysliła, że podczas gdy mi coraz bardziej brak sił, Syn rosnie w siłę, czego dowodem jest coraz dumniej sterczacy brzuch. Sterczy on tym dumniej, że już nie mogę zapiać ulubionego, czerwonego płaszcza, tak wiec na ogół idziemy razem: najpierw mój brzuch a potem ja.

Takie ruchy to też okazja, żeby nawiazać pierwszy kontakt. Pokonałam już barierę wstydu i gadam do Syna, kiedy tylko mam taka okazję. Dobrze, że ciężarne sa otaczane nimbem wybaczenia wszelkich dziwactw - dzięki temu mogę bezproblemowo podyskutować z Potomkiem, nie narażajac się na posadzenie o schizofrenię, utratę zdrowych, beda jakichkolwiek zmysłów. Z okazji tej czasem korzyta też M., gadajac od czasu do czasu do brzucha, co coraz mniej mi się podoba, jako że Syn po chwilowej przerwie na wysłuchanie przekazu, nadaje morsem drukowanymi literami "Tato, tato, tu jestem!!!" Tatusiu!!! Zobacz jaki jestem fajny!" . Obydwaj panowie się ciesza niesamowicie, tylko ja biedaczka musze pózniej uciszać rozhukanych męskich członków rodziny. I tu niestety natrafiam na barierę braku autorytetu - moje błagalne pro?by "Synu spij!!! Jest pierwsza w nocy!" odnosza wręcz odwrotny efekt. "O mama nie spi? Pobawmy się w berka!".

Co do pozostałych parametrów: pomimo tego, że już nie mogę doczekać się do porodu, że coraz pieszczotliwiej wymawiam potencjalne imię dla małego, że uwielbiam mówić o swoim Synu, nadal niepojęte jest dla mnie, że w moich brzuchu mieszka taka przecież wciaż mała a jak bardzo kompletna istota. Mały ludzik, mały człowiek - czyli istota wyposażona w zmysły, w szereg doskonałych organów i jeszcze tę czastkę nieuchwytna i całkowicie niepowtarzalna - duszę. W ciagu pół roku w moim skromnym brzuchu powstał najdoskonalszy cud, którego nie potrafia do końca rozgryzć i podrobić najdoskonalsze umysły ludzkosci.

Ech, Syneczku...

czwartek, 15 lutego 2007

Jako osoba odporna na wszelkiego rodzaju słodycze, myślałam, że Tłusty Czwartek ominie mnie szerokim łukiem. Owszem, może i małżonek przyniesie mi w darze jakąś smętną, polukrowaną ofiarę tradycyjnego obżarstwa - niedobitka z cukierni. Takowego gniota raz do roku nalezy spożyć, najlepiej wraz z herbatą i zapomnieć o tradycji na rok.

Ale nie.

Kiedy przechodziłam przez swoiste centrum mojej dzielnicy, z nudów przyjrzałam się dwóm ciastkarniom. Jedna - świeciła pustkami. Koło drugiej wiła się pokręcona kolejka jak za starych dobrych czasów. "Ech, że tez chce sie ludziom stać"- pomyslałam i poszłam swoją drogą.

Kiedy jednak przechodziłam tamtędy pół godziny później, kolejka nie zmalała ani na trochę. "Hmmm" - pomyślałam niezbyt twórczo, "może tylko zobaczę przez wystawę - w końcu małżonek wraca dzisiaj nocą to nikt mi pączka nie kupi". Kiedy już dochodziłam do cukierni, Synio dał mi wyraźnie znać, co sądzi na temat pączków, których nigdy w zyciu nie jadł. Było to swoiste wejście smoka w wersji zabrzuszonej, co odczytałam jako jasne i dobitne "Natychmiast i dużo!".

To może kupię kolegom z pracy, pomyslałam i stanęłam na końcu kolejki. W pracy okazało się, że wszyscy dostali już swoje służbowe i teraz te 10, nie przepraszam 7 pączków czeka tylko na wyciągnięcie ręki...

Na swoje usprawiedliwienie powiem, że są naprawdę przepyszne, dawno takich nie jadłam. Kolejka się nigdy nie myli!

PS. Nadmiar kalorii mam zamiar zwalić na Syna ;) 

wtorek, 13 lutego 2007

Czytamy z Hanią kolejny tom przygód pana Pettsona i jego kota Findusa. Natrafilam na obrazek, na którym Pettson siedzi z nosem spuszczonym na kwinte i wpatruje się zdołowany w okno. Wytłumaczyłam wiec Hani o co chodzi z samotnością (jest smutno, bo nie ma rodziny).


Po chwili pojawia się Tata, Hania woła:

H: Tatusiu, Tatusiu, zobacz! Pan Pettson jest smutny!

Tata: Ale dlaczego ten pan jest smutny?

H: Pan jest smutny, bo nie ma mamy ani taty ani dzieci ani nie ma...krowy!


PS. może kupię sobie krowę? 
poniedziałek, 12 lutego 2007

Stereotypy i hollywoodzkie filmy (w sumie na jedno wychodzi ;) mówią, ze nie ma nic słodszego od kilkuletniej dziewczynki. Na ogół największe problemy z nią zwiazane to odpowiedni dobór spinek do włosów czy tez rajstopek pod kolor sukieneczki (chociaz tu akurat stereotypy narzucają kolor różowy).

Nic bardziej błędnego.

Dziewczyna to bowiem dziecko jak każde inne, które musi przejść swój bunt czy to łagodniej czy to burzliwiej, aby wspiąc się na kolejny poziom rozwoju. Tak wiec nasza słodka dziewczyna to książkowy wręcz przykład Dr Jekylla i Mr Hyde.

Kiedy wszystko jest w porządku, Hanusia to taki miód smarowany na kromkę chleba. Lubi się przytulać, pięknie opowiada historie, jest grzeczna a osoby z rodziny po mału okręca sobie wokół palca, tyle że nieświadomie. Wyprawy z nią to odkrywanie świata, zakupy w sklepie to zachwycone spojrzenia sprzedawczyń.

Czasem jednak, za sprawą ciemnych mocy (np. niewyspania, długotrwałej nudy, zbyt dużej ilości zmian i innych, nieznanych nam bliżej czynników) Hania z sekundy na sekundę zmienia się w Ms Hyde. Dziewczynka, która jeszcze przed chwilą podziwiala z mamusią króliczki na wystawie, nagle kładzie się na środku przejścia w sklepie i z krzykiem i łzami oznajmia, że dalej nie idzie i koniec. Wszelkie próby negocjacji spełzają na niczym - dwulalka niczym zombi znajduje się wtedy w transie. Nie słyszy, nie widzi co się z nią dzieje, ważne tylko, żeby być na "nie" - za wszelką cene i im głośniej tym lepiej. Hania nie chce wyjść ze sklepu i wracać do domu, Hania nie chce się ubierać, Hania nie chce i już. Pytanie co chce pozostaje na ogół bez odpowiedzi - wszak nie o to chodzi. Kolejnym przejawem buntu może być i ucieczka od rodziców - schowam się trochę dalej, ciekawe czy będą mnie szukać. Wejdę do pralni za ladę, tam mnie pewnie nie dopadną, a mam ich dosyć.

Bywa i tak, że wiadomo o co chodzi, ale uparci rodzice odmawiaja podania dziecku smoczka w sklepie czy też zrobienia czegoś, na co dziecko ma ochotę - wtedy rozpacz nakręca się na całego. Na ogół już po 5 min nikt nie wie o co chodzi, ale show must go on. Nieznośni rodzice starają się wtedy ignorować buntowniczkę, co jeszcze bardziej nakręca decybele wrzasków (czekam tylko, kiedy sąsiedzi wezwą pomoc społeczną do biednego dziecka ;)

Nie jest to łatwe doświadczenie - rozsądek mówi bowiem, że najważniejsza jest konsekwencja i nie zwracanie uwagi na tę próbę sił. Czasem oznacza to ubieranie na siłę rozwrzeszczanego buntownika, aby móc w ogóle wyjść ze sklepu - z jednej strony trzeba mieć do tego końskie zdrowie i siłę fizyczną, w czym ciążowy brzuch bynajmniej nie pomaga, z drugiej strony jest się narażonym na uwagi ludzi, którzy dzieci nie mają i nie podoba im się to co widzą. Z drugiej strony o wiele częściej zdarzyło mi się, że podchodziła do mnie kobieta ze słowami pocieszenia: niech się pani nie martwi, to przejdzie, to typowe, to pewnie dwulatek? Zdarzała się nawet propozycja pomocy.

Innym dobrym sposobem, kiedy już dziecko nie wie, o co poszła awantura (co dziecko chciało a nie dostało) jest zmiana tematu - rozmowa Mamy z Tatą na tematy interesujace dwulatka czy też prośba o pomoc dwulatka w domowej krzataninie. Hani jest bardzo na rękę takie wyjscie z twarzą - kiedy nikt nie jest przegrany.

Idealnego sposobu jednak nie ma. Pozostaje cieszyć się Dr Jekyllem i brać na wstrzymanie kiedy nawiedza nas Ms Hyde - w końcu nic nie trwa wiecznie, nie wiadomo co będzie dalej :)

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru