niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
poniedziałek, 28 lutego 2005

Czego to matka nie zrobi dla swojego dziecka? Czego to dziecko nie zrobi, żeby uatrakcyjnić życie matce?

Haniołek, wykorzystując nerwy Mammy Haniołka-niejadka, ustaliło sprawiedliwy kompromis: Haniołek zje butlę, w zamian za to będzie jedną rączką podszczypywać skórę na ręku Mammy a drugą zaciskać na jej nosie bądź wargach. W końcu sprawiedliwość musi być!

niedziela, 27 lutego 2005

Gdzie jesteś Haniołku, kiedy nie ma Cię ze mną? O czym śnisz podczas długich, sennych nocy? Kto wkrada się do Twych snów; wkładana namolnie butelka z mlekiem? Szczerze wyszczerzone twarze rodziny? Bure niebo jakie widać z poziomu wózka?

Sny Twojej mamy są pokręcone jak ...no właśnie, nawet nie dadzą się do niczego porównać, A o czym śnisz Ty Gwiazdeczko, która prawie niczego jeszcze nie widziała i o niczym prawie nie wie? Czy czujesz jak stoję nad Twoim snem, wpatrzona z zachwytem na Twoją uśpioną twarz? Czy czujesz jak bardzo chcę Ci powiedzieć, że Cię kocham?  

sobota, 26 lutego 2005

Haniołek dostał skierowanie na pobranie krwi. Jako że Hanioł ma wykupiony abonament w Pewnym Centrum medycznym Drogim i Teoretycznie Super Fajnym, to założyliśmy z Haniołkowym Tattą, że Piguły będą wiedziały jak pobrać krew od takiego maluszka.

Piguła nr 1, która powitała nas w gabinecie, zrobiła na widok dziecka ledwo zauważalny pełen przerażenia grymas, ale że w sumie miła to była istota, to poprosiła, żeby poczekać na Pigułę nr2. Piguła nr 2 na nasz widok zrobiła mega minę z wszystko mówiącym zmarszczeniem brwi i zapytała dlaczego przyszliśmy właśnie tu? (centrum owo posiada parę przychodni). Dodam tu od razu, że kiedy dzwoniłam chcąc się upewnić kiedy i jak mam pobrać krew, nie skierowano mnie konkretnie do zadnej z nich. Ale nic to. Po chwili piguły ucieły sobie ciekawą dyskusję merytoryczną na temat "jaką igłę dać dla maluszka i jaką metodą pobrać krew". Hmmm...Spekulacje te zakończyły się konkluzją, iż u takich maluchów to nie da się pobrać krwi za pierwszym razem, że to takie skomplikowane. Na szczęście Piguła nr1 próbowała zabawić Haniołka, mówiąc do niej ciepło po imieniu, podczas gdy Piguła nr2 instruowała nas jedynie: proszę trzymać GO mocno, proszę skrępować MU nóżki. W końcu taki niemowlak to pewnie jeszcze nie człowiek, nie trzeba się wysilać i dowiedzieć o jego płeć i imię...

Dalej było tylko lepiej, ale aż nie chcę o tym pisać. Była krew haniołkowa na rękach piguły i jej fartuchu, była blada Mamma haniołkowa, było pytanie Piguły nr 2 do Haniołka "no czemu płaczesz??" jakby niewyspane, pokłute dziecko nie mogło zapłakać nad swoim biednym losem...na koniec z na wpół rozebranym dzieckiem wylądowaliśmy na korytarzu przychodni.

I jestem wściekła, bo przecież wrażliwość i serdeczność, dwie jakby sie wydawało podstawowe cechy pielęgniarek tak mało kosztują, a ich brak tak dużo!

PS. przepraszam za nieskładną spójnię, ale jak o tym pomyślę, to we mnie wrze...

Parę miesięcy temu otrzymałam przesyłkę. Przyszła ona bez specjalnej awizacji, chociaż spodziewałam sie jej nadejścia. Do przesyłki owej nie załączono niestety intrukcji obsługi (żeby tak chociaz po chińsku, to by się człek nauczył), ale posłużyłam się metoda ojca rodziny, który zakupuje magnetowid i udaje że zna sie na wszystkich guziczkach i funkcjach - po prostu dzień po dniu nauczyłam się obsługi owej przesyłki.

Na wierzchu opakowania znalazłam małą śliczną paczuszkę, udekorowaną różową wstążeczką. po rozpakowaniu okazało się, że jest to siła jaką na ogół dołączają do tego typu przesyłek. Siła ta pozwala nie spać w nocy, walczyć o ową przesyłkę w ciągu dnia. Siła ta pozwala widzieć co jest w życiu ważne.

Niedawno odkryłam że do przesyłki dołączony był pewien gratis, który przeoczyłam. Jest to strach. Strach czy nic się nie stanie, czy jeśli nic nie słychać to wszystko jest w porządku i najgorszy paralizujący strach, kiedy coś jest nie tak. Strachu tego od przesyłki oddzielić się nie da i tylko się pocieszam, że może za kilkanaście lat strach sie zmniejszy, wyblaknie, przetrze to może nie bedzie aż tak uciążliwy? Znając mnie...nie ma szans!

piątek, 25 lutego 2005

Ostatnio zastanawiam się nad kubkami smakowymi, jakie posiada człowiek. Czy rodzimy sie z pełni zdefiniowanymi smakami? Niemowlaki mają już wszak swoje pierwsze preferencje (kaszka tylko malinowa, jabłuszek nie). Na ile nawyki żywieniowe rodziny, w której się wychowujemy będą wpływały na nasze przyszłe wybory? Czy eskimos do końca życia będzie lubił np. surowe mięso? Czy dziecko wegetariańskie zawsze będzie miało uraz do mięsa?

Zastanawia mnie jeszcze w jaki sposób powstaje nasz smak - czy jest to swoista ruletka na której losujemy co w przyszłości będzie nam smakować? Czy już w momencie urodzenia wiadomo, że na przykład gotowana marchewka nie jest tym co tygrysy lubią najbardziej?

Mamma Haniołkowa odebrała haniołkowe wyniki badania moczu.Wyniki są złe. Mamma odchodzi od zmysłów bo jeszcze nie wie co to dokładnie oznacza.

Bez odbioru.

Uwielbiam poranną prasówkę przy śniadaniu lub kawie, smakuje niczym pyszne ciasto na deser. Z dzisiejszej lektury wczorajszej gazety wyb. dowiedziałam się np., że:

-google są tajną bronią USA, bowiem poprzez wybór indeksowanych stron (duża ich ilość nie jest w ogóle indeksowana, co oznacza, że przeciętny internauta do nich nie dociera) można wpływać na światopoglądy ludzi. Pojawił sie projekt zeskanowania zbiorów biblioteki uniwersyteckiej w Michigan (7mln woluminów!), co wywołało protesty. A nie lepiej samemu zeskanować własną bibliotekę? Z drugiej strony krąży mi po głowie myśl, że kiedyś po internecie będą krążyć książki niemieckie mówiące, że druga wojna światowa to wymysł polskiej propagandy a nikt nie doszuka się kanonu literatury, na której wychowało się moje pokolenie. Niemożliwe?

- organizacje chrześcijańskie w Stanach lansują ostatnio śluby kontraktowe, czyli takie, z którego bardzo ciężko jest uzyskać rozwód (tylko przy zdradzie, przemocy, przestępstwie, po 1,5 roku separacji, po obowiązkowej terapii etc.) Jeśli się kocha to nie trzeba az tak się zaprzysięgać prawnie (chyba, zeby uwięzić partnera), a jak się nie kocha to po co się męczyć razem?

- na koniec najlepsze - okazało się, ze Dawid Michała Anioła ma zeza i to rozbieżnego - nobody is perfect?

środa, 23 lutego 2005
Nie będę schlebiać gustom. Nie będę przypodobywać się czytaczom. Żadne odkrywcze myśli nie przychodzą mi do głowy. Intrygujące puenty codzienności nie zaprzątały moich dzisiejszych myśli. Cieszę się byciem z Haniołkiem. Poranną kawą. Chwilką wolną podczas drzemki Haniołka (luksus). Smakuję codzienność. Jestem. (bo myślę?).
wtorek, 22 lutego 2005

Złośliwy, inteligentny rozmówca. Czuły, ciepły i troskliwy mężczyzna. Typ, co z każdym się dogada. Awanturnik-amator. Szalony kierowca. Pasjonat motoryzacji. Współuczestnik obżarstw wszelakich mimo to często na pseudo-diecie. Qcharz-odkrywca. Kompan najdziwniejszych wypraw w nieznane. Wytrwały rowerzysta. Fantastyczny kochanek. Zakochany bez pamięci w swojej córeczce. Żywe srebro. Gaduła. Najlepszy kumpel. Ambitny tancerz. Uparciuch, pedant i Zosia samosia. Wrażliwy na moje smuteczki, niezawodny pocieszyciel. Perfekcjonista. Kura, co nie potrafi spać w dzień. Obraża sie na koty za ich numery. Zawsze czuję się przy nim kobietą. Wiem, że mnie kocha. Nigdy sie z nim nie nudzę.

Tęsknię za nim gdy go nie ma nawet paru godzin. Gdy jest muszę co jakiś czas przytulić się, żeby uwierzyć, że na pewno ze mną jest. Mój M.

Mówi, że sukces ma wielu ojców a porażka żadnego. A jak to jest z uczuciami? Kiedy jest mi cholernie źle czuję, że świat sie do mnie odwrócił. Widelec spada na ziemię, ledwo usiądę; obiad się ukradkiem przypala, włosy się wywijają na trzecią stronę.W tym samym momencie Haniołek energicznie przebudza sie ze snu, a zadowolony kot kończy kręcić zawijasa w kuwecie. W nawale innych nieszczęść moje wydaje się takie blade i nieuczesane. Nie chcę nikomu zawracać nim głowy. Nie chcę być taka słaba ...Jednocześnie tak bardzo chcę, żebyś ktoś się nim przejął, pogłaskał mnie po głowie, przytulił i powiedział, że będzie dobrze.I tak bardzo boli, jak kogoś bliskiego naprawdę to nie obchodzi.I dziwi mnie, że świat nie zadrżał w posadach poruszony moim bólem. 

Gdy jestem szczęśliwa, cały świat śmieje się mnie, nawet wredny grymas Nauczycielki z IXp. wydaje sie być rodzajem uśmiechu. Chcę moją radość każdemu wykrzyczeć, rzucić się na szyję, wywiesić sztandar mojego szczęścia i nic mnie nie rusza.

Dobrze, że umiem tańczyć, żeby to wszystko odreagować.

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru