niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
poniedziałek, 31 stycznia 2005

Markety (czy. markjety) łącza ludzi. Do tego wniosku doszłam podczas wizyty w jednym z supermarketów, oglądając tylne części ciał licznych kobiet buszujących w koszu z koszulkami nocnymi w słodkie kotki za jedyne 9,99 zł. Każda z kobiet miała w swoim koszyku ową koszulkę, jedna jeszcze przy kasie wciskała swój egzemplarz na swoje przednie XXXL aby upewnić się, że na pewno się zmieści. Zmieścił się.

Dzięki temu na całym osiedlu kobiety masowo odpłynęły w ramiona orfeusza zjednoczone chińskimi koszulkami nocnymi.

piątek, 28 stycznia 2005

Otoczenie młodych matek dzieli sie na trzy grupy.

 Pierwsza z nich posiada małą a właściwie żadną wiedzę na temat dzieci a reprezentują ją głównie młodzi faceci. Grupa ta roztacza wizję macierzyństwa jak małego piekiełka na ziemi, istnego kamieniołomu, a jego główna bohaterka czyli matka to istota blada, z podkrążonymi oczami (te zarwane noce) z selerami zamiast włosów (brak czasu dla siebie), chuda (zgubny brak alkoholu) trzymająca w jednym ręku tarę i na niej piorąca tetrowe pieluszki (postęp z pampersami jeszcze do nich nie dotarł), zaś w drugim ręku ścierająca jabłuszko dla dziecka na tarce (coś im się kołacze, że dzieci zjadają jabłuszka). Osobnicy z owej grupy odwiedzają młodą matkę przeświadczeni o jej czasowym nieszczęściu z własnej woli, przynosza kwiaty i starają sie ja pocieszyć. Są zdumieni że mama ma czas i na spacery i na umycie włosów.

Druga grupa posiada dokładnie przeciwną wizję macierzyństwa czyli istnej sielanki w której radosne dziecko budzące sie z uśmiechem na ustach zjada spokojnie swoje mleczko po czym bawi sie samo aż do momentu kiedy zmęczone samo kładzie sie do łóżeczka. Nie doszłam jeszcze do tego jak owa grupa widzi kwestię przewijania, czy zakłada zmianę pieluszki raz na dobę, czy też że dziecko samo ją sobie zmieni. W wizji tej Matka to osoba, która nie wie co robić z wolnym czasem (bo w końcu jest na tym dłuuugim macierzyńskim), ogląda wszelkie seriale, szyje ubranka gotuje z nudów trzydaniowe obiady jednocześnie ucząc dziecka pierwszych literek i to po angielsku. Grupę tę stanowią głównie młode kobiety, które nie wiedzą jeszcze jak to jest z dzieckiem a wszelkie problemy młodej matki przyjmują ze zmarszczeniem brwi i myślą "no tak, nie radzi sobie, a przecież to łatwizna". Myślę, że w ich wyobraźni dzieci to słodkie bobasy z różowych ubrankach które albo śpi albo mówi: "Mamo kocham Cię'".

Bogu dzięki za trzecią grupę i za najwspanialsze moje dziewczyny z Internetu!

Mam nadzieję, że dzieci mające pociąg do butelki nie będą miały skłonności do alkoholizmu ;PP

Wieczorem moje zmęczenie ciągnie mnie za powieki, zmula umysł. Koło 21 myślę, że nie dociągnę do nocnego karmienia, a jednak zawsze jakos daję radę. Sił dodaje mi myśl o najmilszej chwili.

Koło 24/1 w nocy budze Maleńką. Na ogół jest bardzo zaspana, więc odruchowo otwiera buzię zasysa butelkę i zamyka oczy. Po chwili w półmroku sypialni słychać tylko westchnienia Hani, cmoktanie, dźwięki odpowietrzającej się butelki i chrapanie Taty Haniołka. Jak Hania zje, wypluwa smoka i wtedy zaczyna się ten najmilszy moment. Biore ją do odbicia a ona patrzy na mnie nieprzytomnie na chwiejącej sie główce. Po chwili jej głowa opada mi na pierś a ona zasypia wtulona we mnie całym malutkim ciałem. Jej ciepły, słodki sen aż paruje a jej podświadoma miłość czyni ze mną cuda. Roztapiam się jak wosk pod wpływem jej ciepła, czuję, że dla niej stanę sie supermenką, pokonam każdego.Ta mała rączka kurczowo chwytająca mnie za pidżamę trzyma w sobie coś znacznie potężniejszego - mnie całą zamkniętą w pocałunku składanym na najmniejszym paluszku. Czuję, że trafił mi się najpiękniejszy skarb, jaki można znaleźć na świecie ...skarb miłości. Mój mały Haniołek!

To miał być blog Haniołka. Wiem to i biję sie w piersi jako Haniołkowa mama, ale nic na to nie poradzę, zę zawsze muszę coś wtrącić. Odtad więc będzie to blog rodzinny :))
12:02, ingutka
Link Komentarze (1) »
środa, 26 stycznia 2005

Dziecko i punktualność to dwie sprzeczności. Pytania typu: "to na którą będziecie??" musza zadawać jedynie ludzie całkowicie pozbawieni empatii tudzież kompletnie nieobeznani z prawdziwym macie/ojcożyństwem. Bowiem uprzejme aluzje a nawet dosłowne uwagi typu "Haniołku - obudź się o 17 bo się spóźnimy" niestety nie działają na dziecinę. Zawsze też okazuje się, że rzeczy do zrobienia jest przy każdym wyjściu coraz więcej a im więcej osób bierze w tym udziały tym bardziej wydłuża sie czas potrzebny na wyjście. Jako że zawsze znajdzie się ktoś, kto jeszcze nie rozumie owej całkowicie normalnej zależności, postanowiłam używać wyrażeń typu:

- będziemy wieczorem/popołudniu!

- jak sie dziecko obudzi,

- jak Bóg da (a jak nie da? ;)

- jak się uda

Proszę o wyrozumiałość!

wtorek, 25 stycznia 2005

Macierzyństwo jest darem. Jest też wyzwaniem przy którym wrogie przejęcie microsoftu czy też wysyłka porcelanowych kielichów w siatce z oczkami do RPA to pikuś.

Na przykład rzucam zdanie: jutro wpadnę do firmy z Haniołkiem. Brzmi - niewinnie i lekko, ot, przy okazji po drodze zajedziemy, rzucimy uśmiech, uroczo pokonwersujemy i odlecimy w dalsza drogę.

A rzeczywistość? Najpierw trzeba dopilnować, żeby dziecko sie wyspało. Jak się obudzi to trzeba przewinąć, przebrać (czyt.wystroić), żeby się pochwalić piękną dzieciną, następnie należy nakarmić, nakarmić, dokarmić dokarmić dokarmić, zdecydowanie odstawić butelkę i odbeknąć. W czasie gdy dziecina jest zamroczona obżarstwem należy w szybkim czasie - ubrać się wyjściowo, uczesać, wstawić wrzątek, umalować, spakować dokumenty, spakować wrzątek, zimną wodę, mleko w proszku,butelki, ubranie na zmianę, pieluszki, zmienić kotom kuwetę, westchnąć że już późno, rozebrać się ze swetra bo gorąco,naszykować fotelik, odebrać telefon, nasmarować dziecku buzię, włożyć buty, ubrać dziecku czapkę, rękawiczki, kombinezon, wsadzić dziecko w wózek, włozyć sweter, ubrać się, wyjechać z wózkiem na korytarz, cofnąć się i sprawdzić czy podgrzewacz wyłączony, sprawdzić gdzie są koty, wrócić pod windę i westchnąć głęboko. A to dopiero poczatek! Jeszcze nie dotarliśmy do samochodu! W takich chwilach dziękuję, że nie mam bliźniaków!

poniedziałek, 24 stycznia 2005

Co może oznaczać jak nagle w środku nocy poczujesz na twarzy coś zimnego?

Oznacza to, że jeden z kotów poczuł nagle wśródnocny przypływ choroby sierocej i postanowił upewnić się, że kochasz go wystarczająco mocno.

A co oznacza jak nagle w środku nocy dostaniesz nagle sójkę łokciem w oko?

Oznacza to iż w.w. osobnik postanowił szukać czułości u Twojego męża a ten przez sen niestety nie trafił kota tylko coś (a raczej kogoś) innego.

Każdy ma jakieś hobby, zainteresowanie, coś czemu poświęca szczególną uwagę i coś co sprawia mu największą przyjemność. Jedni mozolnie wspinają się na góry, drudzy rozwiązują krzyżówki.

A ja? Wciągam dolną wargę!

Podczas weekendu stwierdziłam, że nie lubię wizyt. Dalczego? Dlatego:

- najpierw ubierają mnie w kombinezony, smarują buzię, wkładają do fotelika samochodowego, a jak już wreszcie siedzę w aucie i moge sobie słodko przysnąć to mnie okrutnie budzą, bo się okazuje, że już jesteśmy na miejscu! Tatta jeździ za szybko i w dodatku zawsze staje na czerwonym świetle, a to nudne!

- podczas wizyty wszyscy rzucają się na mnie, chcą mnie wziąć na ręce, zamiast przedstawić się jak należy i dać mi czas na nawiązanie więzi! Chyba każdy liczy na to, że nagle powiem jakąś mądrość, która powali wszystkich na kolana.

- nacieszywszy się mną odkładają do mnie na tapczan lub każą spać w jakimś ciemnym obcym pokoju i każą mi spać! A za kilkanaście lat, znając życie to pewnie zakażą mi spania w obcych miejscach na imprezach!

- wizyty są nudne - dorośli ciągle tylko gadają, gadają, jedzą i jedzą i gadają a gdzie są moje zabawki i czas na medytacje?

- Mamma w sobotę o 2 w nocy podczas pobytu u rodziny postanowiła, że w związku z tym, że się kiepsko aklimatyzuję to jednak nie jedziemy w góry. A czy to moja wina, że w ogóle nie chciało mi się spać a Tatta chrapał w niebogłosy?

Dlaczego mimo wszystko jest fajnie na wizytach?

- Mamma i Tatta nosza mnie na rękach bez oporu i bez limitów - wystarczy, że im zasygnalizuję, że tak powinni się zachować. Mamma mówi, że jak tak dłużej pójdzie to zmieni imię na Arni- od Arnold.

- jestem w centrum uwagi :)

- chcąc pozwiedzać nowe miejsca nauczyłam się wypełzać z fotelika samochodowego i to w trzech ruchach - odkryłam, że ruch robaczkowy działa! po paru skrętach i wyciągnięciach ciała siedziałam na podłodze, ale nie dane mi było długo sie cieszyć tą odzyskaną wolnością...

- moge zaobserwować mnóstwo nowych ciekawych przedmiotów i zjawisk. Niech no tylko zacznę chodzić to wezmę wszystko do ręki. Ciekawe ile herbatników zmieści się do video i czy portfel tonie w ubikacji? Co będzie jak w komputerze wpiszę: format c:/ ???

 
1 , 2
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru