niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
wtorek, 17 listopada 2015
Brunek po obejrzeniu drugiej części Shreka:
- Wiesz Mama, nie ma na świecie takiego eliksiru, po wypiciu którego przestałbym Cię kochać!
poniedziałek, 02 listopada 2015
Drugie dziecko nauczyło mnie, że w macierzyństwie nie ma czegoś takiego jak "zawsze", nigdy". Nie ma jasnych reguł, co się powinno, co działa. Po ułożonej Hani, trafił się mi synonim Anarchii. Wszystko było inne. Miałam to w głowie i niby wiedziałam, że niczego nie mogłabym być pewna, a jednak kusiło mnie, żeby już się na coś nastawić, uśrednić.
Tymczasem Leoś tworzy zupełnie inną historię i nie sposób przystawić do niego miarki. Początki były trudne, bo jak każde dziecko przyniósł ze sobą coś, czego jeszcze nie przerabiałam. Dlaczego teraz marudzi, dlaczego płacze? Czemu nie je, dlaczego nie śpi? czy mu za zimno czy za gorąco? Jak wszystkie matki świata na nowo przerabiam tę zdartą płytę.
Na szczęście za nami już pierwszy miesiąc i dostaję w nagrodę pierwsze prezenty: uśmiech od ucha do ucha, pogadanki, czy dłuższą przerwę w nocy. Ot tak, żeby zmotywować dzielną matkę i dać przedsmak tego, co będzie dalej.
A tu jeszcze dzielne Starszaki, jeden zauroczony braciszkiem, drugi walczący o swoją uwagę i miejsce w rodzinie. Prawdziwy macierzyński kocioł.
Planowałam pisać więcej, ale Trzeci na dobre przekreślił te plany i wolne chwile, przynajmniej na razie. Ale ja tu jeszcze wrócę!
piątek, 25 września 2015
I w końcu jest. Dzięki zastosowaniu środków przymusu pośredniego (oxytocyna), w końcu na świecie pojawił się mój drugi synek. Spokojny, jasny, lubiący sobie podjeść, za to nielubiący wysiłku. Po siostrze odziedziczył problemy z językiem, ale daję sobie z tym radę.

Jakie jest trzecie macierzyństwo? Inne, spokojniejsze. Chociaż wciąż, każdego dnia uczę się pokory i za mną parę ciężkich wydarzeń, których bym się nie spodziewała, ale podchodzę do tego z większym spokojem. Tak, jestem niewyspana, zmęczona, ale wiem, że ten czas jest wyjątkowy, już nie wróci. Wiem, jak szybko biegną minuty, jak z małego noworodka nagle w domu wyskakuje gadający szkrab. Jestem spełniona, wiem, że to moja ostatnia przygoda w macierzyństwie i chcę ją w pełni docenić. To jak smakowanie ostatnich truskawek.
 Na razie codzienność to zbiór wydarzeń, każdy dzień jest inny. Ciężko w tym znaleźć regułę, na razie uczymy się siebie, spoglądając sobie w oczy. Kim jesteś Mamo? Kim jesteś Synku?
Brunek staje przy dużym oknie na piętrze.
- wiesz Mama, bardzo lubię wyglądać przez to okno. Świat wydaje się być nieskończony. Na drzewie leży rosa, wygląda jakby całe się świeciło. A kościół sięga nieba. Świat jest piękny!
17:55, ingutka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 września 2015
... czekamy, kiedy pojawi się numer trzy. W sumie w każdej chwili, w każdej sekundzie.
Numer jeden i numer dwa są bardzo przejęci, zwłaszcza H. nie może już się doczekać i zachęca numer trzy, żeby pokazał się światu. B. łapie numer trzy za wyłaniającą z brzucha stopę i zachwyca się magicznym zjawiskiem na to, że nieokreślony brzuch reaguje na jego słowa. Czekamy.
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Po tylu latach przerwy zaglądam nieśmiało... na ile zmieniły się moje dzieci, zmieniłam sie ja, zmieniło się nasze życie? Ile spraw umknęło mojej pamięci?

Nadchodzą święta 2014; dzieci powitały mnie dzisiaj dekoracjami w domu wykonanymi własnoręcznie wraz z odpowiednio zaaranżowaną prezentacją wykonaną przez Pajęczynę i Kacpra - takie przybrali imiona. Dla wygody szanownych rodziców na środku postawione zostały dwa krzesła z poduszkami.

Teraz artyści siedzą w wannie i ćwiczą grę na flecie - podczas wigilii ma się odbyć śpiewany koncert.

Pierniki tradycyjne już upieczone, jak zwykle przygotowywane przez całą rodzinę, nikt się nie leni.

W zeszłym roku dzieciaki postraszone przez Ciocię Kasię, że Mikołaj może nie przynieść prezentów, jeśli nie spróbują 12 potraw, popróbowali prawie wszystkiego - Hania dobiła do 12, Brunek niewiele mniej. Ciekawe, jak będzie w tym roku?

Będziemy razem, to najważniejsze.


wtorek, 18 września 2012

Skąd on to ma? Gdzie usłyszał? Zastanawiamy się z M.

Ostatniej niedzieli Brunek poproszony o podniesienie swojego szlafroka z podłogi (sam go zrzucił) odmówił kategorycznie spełnienia polecenia. Poproszony ponownie powiedział:

- dziwna jesteś Mamo, dziwna, nigdy taka nie byłaś. Wszystko to takie dziwne, dziwne - i zadumany znikł w swoim pokoju. Bez szlafroka.

Weszliśmy z powrotem w tryby codzienności. Przedszkole, szkoła, praca. Spotkania, zebrania, zakupy, kupno kredek, kartek, chusteczek, niezliczone ilosci składek począwszy od segregatorów, poprzez komitety, wycieczki, podręczniki i inne takie.

Aczkolwiek Bruno stęskniony był za kolegami, to wejście na nowo w układ bycia małą częścią grupy, jednym z wielu dzieci, zajęło mu trochę czasu. Przy asyście rytualnych ryków dzieciaków z najmłodszej przedszkolnej grupy, żegnaliśmy sie codziennie z gulą w gardle - on wtulony we mnie mocno, ja starająca się robić dobrą minę, chociaż i mi było trudno. Na szczęście z każdym dniem było ciut łatwiej i jakos to poszło.

Hania też tęskniła za szkołą, bo lubi ją bardzo. Od razu wchłonął ją świat ośmiolatków, koleżanek piszczących na jej widok :) Problemem za to stało się, jak u każdego ucznia, ponowne wdrożenie do liczenia słupków i rozmaitych zadań, żmudnego wypisywania literek, mieszcząc sie w trzech liniach, w dodatku z dodatkiem nowych zajęc z ortografii - ach te wszystkie "ruwniny i krajdobrazy gurzkie", na szczęście Hania o włosach 'ciemny blont" ma "poczycie hymory" i daje sobie radę. Ale wdrożenie jeszcze trwa, kto by chciał ślęczeć nad zeszytami, kiedy w głowie jeszcze wakacje.

Najgorsze problemy z aklimatyzacją mam chyba ja, bo znowu pojawił sie ten codzienny reżim: poranne wstawanie, bieg do placówek wraz z odpowiednią ilością sprzętu i adekwatnym ubraniem do pogody porannej (zimno) i południowej (ciepło, ale wieje), bieg z przeszkodami tj. odebranie dziecka na czas, wyrywając się wiecznie niezaspokojonej pracy, przedzierając sie przez korki. Potem standardowe zrzędzenie, bo Hania znowu nie zjadła kanapki a zupy to nie zdążyła zjeść całej. Jeszcze tylko zakupy, jeszcze kapcie, jeszcze kolejny podręcznik i klej i pomidory na przetwory i jeszcze ksiażki do biblioteki i dom, i karmienie wygłodniałych i kolejne trening cierpliwości: odrabianie lekcji, pakowanie tornistra i jeszcze i jeszcze...

20:52, ingutka
Link Komentarze (2) »
środa, 12 września 2012

Nie było nas trochę, za to ciekawie spędziliśmy czas. W tym roku wyjątkowo musieliśmy organizację naszych wakacji oddać innym i dzięki temu wylądowaliśmy na wymarzonej przeze mnie greckiej wyspie Korfu. Od dzieciństwa marzyłam, żeby tam pojechać, po lekturze fantastycznych książek Geralda Durrella, przyrodnika z duszy i serca, wyspa ta wydawała sie byc niemal magiczna.

Muszę przyznać, że Korfu spełniło moje oczekiwania z nawiązką. Wystarczyło tylko wypożyczyć samochód albo wsiąść w autobus, aby po pokonaniu piekielnie wąskich i wyjatkowo krętych dróg odkrywać fantastyczne cuda natury. Przyznaję, że nie było łatwo, tak krętych dróg ze świecą szukać, pierwsze podróże więc były nieco trudne. Musieliśmy robić przerwy, Aviomarin ściął dzieciaki, w końcu jakoś się przestawiliśmy.

Dla dzieciaków pobyt w hotelu, który miał własny basen na dworze to już było spełnienie marzeń. A w dodatku tuż obok rozpościerało sie seledynowe morze jońskie! Hania, syrena z duszy, w zasadzie nie wychodziła z basenu, była chyba najdłużej pływającym dzieckiem i to na basenie dla dorosłych, w najgłębszej części (2,8m). Brunek robił sobie rozsądne przerwy, za to stał sie mistrzem skoków w najciekawszych pozycjach.

Moim małym konikiem sa kulinarne odkrycia, z zapałem wciągam w to całą rodzinę. Najciekawiej idzie z Tajfunami, na początku dzieciaki oporne były niczym muły do nowych potraw, teraz z miesiąca na miesiac, z roku na rok coraz odważniej sięgają po nowe smaki, przekraczają swoje granice. I takie właśnie przełamanie dla nowych smaków miało miejsce i na Korfu - wspólnie zajadaliśmy sie grillowanymi sardynkami, przegryzanymi chlebem maczanym w gorzkiej i zielonej lokalnej oliwie. Zwłaszcza ta oliwa była dla mnie zaskakująca - ja odkryłam ją dla siebie będąc dorosłą (teraz szaleję za olejem rzepakowym, złotem północy), a tu dzieciaki nie miały oporów, żeby ją zjadać, chociaż oliwki wciąż leżą na półce produktów nie zjadanych. Arbuzy, nektarynki też smakowały inaczej w polsce - dojrzałe, soczyste przesiąknięte pełnym smakiem.

Korfu to również piekne miejsce na wycieczki, poczawszy od najwyższej góry "Pantokrator", z którego rozpościera sie widok na połowę wyspy, przez serce wyspy, miejscowść Korfu, zatłoczoną, gorącą, pełną urokliwych uliczek, muzeów, poprzez niesamowite miejsca widokowe, wioski w glębi wyspy, gdzie masowa turystyka jeszcze nie dotarła i można zobaczyć panów siedzących przed kafenio, komentujących rzeczywistość, staruszki ubrane na czarno i kobiety rozpieszczające nawet obce dzieci. Wreszcie kamieniste klify jak z bajki, kanał miłości i plaże do wyboru do koloru. Trzeba tylko uważać na rozpełzającą sie falę chińskiej tandety, obecną wszędzie tam, gdzie pojawiają sie turyści.

Na koniec pozostaje wybrać się grecki wieczór, gdzie tańce są podstawą. Z naszej rodziny brylował w nich...Bruno, który sam sie zgłaszał, a wywijał tak zręcznie, aż zwrócił na siebie uwage wszystkich.

Zeby nikogo szlag nie trafił z zazdrości albo że to takie tylko przerysowane, dodam, że gorąco było jak cholera, że klima nam często nie działała, a woda w kranie była często tylko zimna, że jak skończył się czas wypożyczonego samochodu to musieliśmy sobie wynajdywać milion zajęt, bo nie potrafimy usiedzieć w miejscu na basenie za długo i nas nosi, że Brunek zasypiał czasem ostatni, tak go nosiło, że przeczytałam wszystkie zabrane ksiażki i musiałam wyczytywac hotelowe. Zawsze można znaleźć mnóstwo minusów, ale najlepsze to, że po prostu byliśmy razem od rana do nocy, co w naszych zabieganych czasach jest luksusem, na który trzeba czekać raz do roku.  

sobota, 28 lipca 2012
Zemsta pokoleniowa.

Dopadła mnie nagle, chociaż niby mogłam się jej spodziewać, ale skubana uśpiła moją czujność na dobre.

Ja, która zakupy ubraniowe traktuje jako zło konieczne, zakupy butów to koszmar (bo zawsze coś nie tak, w sklepach duszno, za dużo ludzi i mam ochotę dać nogę po pierwszych trzech minutach), mam teraz za swoje.

U Hani zaczęło się. W sklepach do przymierzalni znosi prawdziwe stosy ubrań, a znalezienie ich wcześniej zajmuje dobry kawał czasu. Ma swój styl i swój gust, nie tak łatwo znaleźć coś co jej odpowiada - bo rozmiar nie ten, kolor nie pasuje, wzór nieodpowiedni. Za to buty, oj buty, te jakoś zawsze są dobre, nawet jak niedobre, to przecież dobre - złote, w kwiaty, z kwiatem, z falbanką,  z kolorem, nawet jak spadają/uciskają to przecież nie przeszkadza Mamo, naprawdę, dam radę w nich chodzić.

Jedna bluzka, druga trzecia, dwie sukienki, a tu nogi odmawiają mi posłuszeństwa, mroczki latają  przed oczami, ale przecież nie będę się zachowywać niczym gderliwy mąż, wiec coś tak bąkam o ograniczonym budżecie, o zbliżającym się końcu lata, w końcu wzdycham pod nosem i cierpliwie wyrażam opinie a potem zaliczam kolejny sklep. Dopiero w trzecim orientuję się, że tak naprawdę wyruszyłyśmy do sklepu po okulary słoneczne (bo Hani są za małe) i kostium kąpielowy (koniecznie dwuczęściowy i ładny), ale akurat tych rzeczy nie widzę w rzeczach do przymierzenia. Za to ta bluzka jest taka jak marzyłam Mamusiu, no zobacz z tyłu ma takie paski i jest piękna. A ta pidżama ma takie świetne spodnie, to nic że mi spada, nie szkodzi. A teraz mama zobacz jaka ładna bluzka z transformersem, koniecznie trzeba ją wziąć dla Brunia, jak nie masz pieniędzy to ja mu kupię, koniecznie musimy ją wziąć, ucieszy się.

Wracamy wiec do domu z naręczem ubrań (dziecięcych), bez okularów, bez kostiumu, za to zmęczone i szczęśliwe - ja, że zakupy się skończyły, Hania - dumnie niesie kupione dla Brunia koszulki i od razu po przyjściu mu je wręcza, dumna, że sama je wypatrzyła i tak dobrze dobrała.

Ciekawe kiedy zacznie podbierać mi ubrania - bo buty i kosmetyki podbiera już od dawna :)

PS. To były takie pierwsze zakupy i obiecane od długiego czasu
PS. zakupy też dotyczyły wyboru prezentu na imieniny, które Hania dopiero co obchodziła.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 113
Zakładki:
* Hania czyta
* polecam
* teraz czytam
Czytelnia
Czytelnia blogowa
Dziecięce
Kiedyś jak miałam czas grałam
Lista obecności
Mamowe pichcenie
Mamy, Taty i dzieci
Moje pasje wszelakie
Odwiedzam
Oglądam
Taniec
Uczę się
Wnętrza
Zwierzątkowo
Hanusia Bru