niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
Blog > Komentarze do wpisu

Powroty szkolne

Weszliśmy z powrotem w tryby codzienności. Przedszkole, szkoła, praca. Spotkania, zebrania, zakupy, kupno kredek, kartek, chusteczek, niezliczone ilosci składek począwszy od segregatorów, poprzez komitety, wycieczki, podręczniki i inne takie.

Aczkolwiek Bruno stęskniony był za kolegami, to wejście na nowo w układ bycia małą częścią grupy, jednym z wielu dzieci, zajęło mu trochę czasu. Przy asyście rytualnych ryków dzieciaków z najmłodszej przedszkolnej grupy, żegnaliśmy sie codziennie z gulą w gardle - on wtulony we mnie mocno, ja starająca się robić dobrą minę, chociaż i mi było trudno. Na szczęście z każdym dniem było ciut łatwiej i jakos to poszło.

Hania też tęskniła za szkołą, bo lubi ją bardzo. Od razu wchłonął ją świat ośmiolatków, koleżanek piszczących na jej widok :) Problemem za to stało się, jak u każdego ucznia, ponowne wdrożenie do liczenia słupków i rozmaitych zadań, żmudnego wypisywania literek, mieszcząc sie w trzech liniach, w dodatku z dodatkiem nowych zajęc z ortografii - ach te wszystkie "ruwniny i krajdobrazy gurzkie", na szczęście Hania o włosach 'ciemny blont" ma "poczycie hymory" i daje sobie radę. Ale wdrożenie jeszcze trwa, kto by chciał ślęczeć nad zeszytami, kiedy w głowie jeszcze wakacje.

Najgorsze problemy z aklimatyzacją mam chyba ja, bo znowu pojawił sie ten codzienny reżim: poranne wstawanie, bieg do placówek wraz z odpowiednią ilością sprzętu i adekwatnym ubraniem do pogody porannej (zimno) i południowej (ciepło, ale wieje), bieg z przeszkodami tj. odebranie dziecka na czas, wyrywając się wiecznie niezaspokojonej pracy, przedzierając sie przez korki. Potem standardowe zrzędzenie, bo Hania znowu nie zjadła kanapki a zupy to nie zdążyła zjeść całej. Jeszcze tylko zakupy, jeszcze kapcie, jeszcze kolejny podręcznik i klej i pomidory na przetwory i jeszcze ksiażki do biblioteki i dom, i karmienie wygłodniałych i kolejne trening cierpliwości: odrabianie lekcji, pakowanie tornistra i jeszcze i jeszcze...

wtorek, 18 września 2012, ingutka

Polecane wpisy

  • wyznanie

    Brunek po obejrzeniu drugiej części Shreka: - Wiesz Mama, nie ma na świecie takiego eliksiru, po wypiciu którego przestałbym Cię kochać!

  • Miesiąc i pół

    Drugie dziecko nauczyło mnie, że w macierzyństwie nie ma czegoś takiego jak "zawsze", nigdy". Nie ma jasnych reguł, co się powinno, co działa. Po

  • Trzeci

    I w końcu jest. Dzięki zastosowaniu środków przymusu pośredniego (oxytocyna), w końcu na świecie pojawił się mój drugi synek. Spokojny, jasny, lubiący sobie pod

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/09/21 13:41:44
ach, jak bardzo się utożsamiam!
-
2012/09/25 18:44:16
jakbym sama to napisała... i jeszcze i jeszcze i ciagle mało. pozdrawiam ;-)
Hanusia Bru