niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
Blog > Komentarze do wpisu

równowaga

Walczę nad równowagą. To krótkie zdanie obrazowuję moją codzienność i próby zapanowania nad nią.

Hania wraca ze szkoły z jednej strony pełna entuzjazmu, z drugiej strony zmęczona, co czasem objawia się zwiększoną płaczliwością. Pamięta i obowiązkowo odrabia pracę domową, ale już nie panuje nad porzadkiem w tornistrze, pełnym arcydzieł tworzonych w świetlicy. Gorzej, jak wypadnie nam coś wieczorem (tj. zaraz po pracy) typu wizyta u lekarza, zakup butów, wtedy równowaga zostaje zachwiana, dziecko zmęczone a jego życie ciężkie. I chociaz postanowiłam sobie, że będę z Hanią ćwiczyć głośne czytanie, nie starcza już nam czasu. Krótkie czytanie i już zegar wskazuje taką godzinę, w której Hania powinna już spać, inaczej się nie wyśpi, a spirala zmęczenia niezauważalnie nakręci się na nowo. A przy 7-latce, która trzy razy w tygodniu ma intensywne ćwiczenia na basenie, dzień po dniu, to niełatwe.

Bruno ma swoje fazy. Ogólnie to facet, z którym jest po drodze, dogadujemy się dobrze, ale są lepsze lub gorsze dni. Niech no tylko poczuje zamach na swoją niezależność...Wszystko musi zrobić sam, zdecydować sam i robi to w swoim tempie. Z drugiej strony stara mi sie pomagać w coraz bardziej skomplikowanych zadaniach. Ech, niełatwa ta równowaga, miedzy uszanowaniem jego osoby a wypełnieniem jego obowiązków, tym bardziej, że Bru, kiedy już spotka go kara typu zakaz oglądania bajki wieczorem stara się nam pokazać, że nie robi to na nim żadnego wrażenia - phi, przecież on wcale nie chcial oglądać. I siedzi tyłem do TV, o proszę, widzicie Rodzice!?

W pracy - wiadomo. Już przyzwyczaiłam się, że ciągle coś sie dzieje, ale to jesienią zmęczenie bardziej daje sie we znaki.

W domu - że też nikt nie pracuje nad samosprzatającym sie domem, z rzeczami zaprogramowanymi na miejsca, które za sprawą magicznego guzika wracają na swoje miejsce, same się prasują, stół, który sam opróżnia się z licznych obrazków, kasztanów, zostawionych zabawek, samooczyszczające się łazienki.. 

Czuję się, jakbym żonglowała coraz to większą liczbą piłek, coraz szybciej i szybciej, czasem aż nie mam czasu spojrzeć, co się dzieje tuż obok i bardzo mi z tym źle.

Nałogowo czytam co tydzień opisy filmów, jakie wchodza do kin, wybieram filmy, które chciałabym zobaczyć i może kiedyś mi się uda, ale ta wizja jest coraz bardziej odległa. To tak jak zdjęcia wszystkich cudownych potraw, które kiedyś ugotuję, a które znajdują się w licznych książkach w domowej bibliotece. Kiedyś. Tak, kiedyś na pewno. Na tej liście trzymam jeszcze leżenie w łóżku przez pół dnia i czytanie książek. Kiedyś. A na razie - do roboty!

czwartek, 06 października 2011, ingutka

Polecane wpisy

  • Boże Narodzenie 2014

    Po tylu latach przerwy zaglądam nieśmiało... na ile zmieniły się moje dzieci, zmieniłam sie ja, zmieniło się nasze życie? Ile spraw umknęło mojej pamięci? Nadch

  • dlaczego

    żal mi. Żal mi słów,zabawnych minek, śmiesznego tonu głosu, wzruszających gestów, słodkich snów; chwil trudnych, smutnych, gniewu gorącego jak lawa, który w koń

  • Listopadowa codzienność

    Przysypana własnymi problemami zaniedbałam bloga, co nie oznacza, że zaniedbałam dzieciaki. Tajfuny, niczym przypływy i odpływy przechodzą różne fazy rozwojowe.

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/10/06 12:01:25
jak ja Cię dobrze rozumiem... niestety ;-(((
-
2011/10/08 11:30:39
Też zapisuję sobie na karteczce tytuły fimów, które chciałabym obejrzeć, nazwy knajp, do których chciałaby się wybrać, książek, które ktoś polecił i zapragnęłam je przeczytać. Lista rożnie, rzadko coś z niej wykreślam jako zaliczone. I już wiem, że nie zdążę, ale wciąz się z tą rzeczywistością pogodzieć nie umiem.
-
2011/10/08 16:11:21
Trzymajcie się Dziewczyny!
Dorotko - świetny pomysł z tą listą, tyle ciekawych filmów, książek, płyt mi umyka, nie sposób pamiętać wszystkiego, muszę też tak zrobić.
-
2011/10/14 12:35:24
A mi się pomysł samosprzątającego się domu spodobał... przy moich zbieraczach i wycinaczach popadam w depresję. Wiecznie coś powycinanego leży na stole albo na podłodze. Nie nadążam tego zbierać. Nie wspomnę o ulotkach, kasztankach, listkach, patyczkach, kamyczkach itd... A ostatnimi czasy, na końcówce ciąży i teraz z ograniczonymi siłami to już wogóle krew mnie zalewa... eh, żeby to samo znikało :-)
Hanusia Bru