niezwykłe dzieje zwykłej rodziny
Blog > Komentarze do wpisu

Jak to z dwulatkiem bywa

Biegnie czas co raz prędzej, mało czasu mam na zapiski. Przejrzałam parę ostatnich notek - i tak sobie myślę, czy za jakiś czas przypomnę sobie jak to było w tym czasie z Hanią? Macierzyństwo jest złożone z miliona różnych obrazków, z milion odbić naszej rzeczywistości a ten blog to tylko mały jej odłamek.

Hania jest naprawdę wdzięcznym dzieckiem. Ma w sobie dużo uroku, ciepła i wdzięku i nie stara się za wszelką cenę postawić na swoim. Nie oznacza to jednak, że nie mamy z nią różnych przygód. Tak wiec dwuletnie dziecko to nie tylko spotnaniczne buziaki i czytanie książeczki na kolanach. To nie tylko odkrycie, że dziecko samo już odkrywa świat, coś lubi, czegoś się boi, wpada na jakieś wnioski, z którymi dzieli się z otoczeniem.

Dwulatkowe macierzństwo to też ścieranie mascary z twarzy córeczki, która chciała być jak mama. To mycie podłogi, kiedy dziecko koniecznie chciało się napić herbatki mamusi. To porysowana kredką podłoga i świeżo zakupiona książka mamusi z bahomazową dedykacją na pierwszej stronie.

Macierzyństwo to też te chwile o świcie w weekend, kiedy trzeba wstać wtedy, kiedy dziecko, a nie kiedy by się chciało. Te sobotnie poranki, kiedy kawę trzeba wypić szybko przy stole, z uwagi na polującą na nią potomkinię. To chwile, kiedy trzeba zapomnieć o egoiźmie, o chęci poobiedniej drzemki czy nawet o doczytaniu wciągającego rozdziału - bo dziecko nie lubi bezczynności. To też te wyprawy rodzinne, które starannie planuje się z kilkugodzinnym wyprzedzeniem i niekoniecznie w najbardziej optymalnych godzinach (bo wiesz, koło 11 Hania zasypia, musi się wyspać, a potem jak wstanie i pobiega to powinna zjeść obiadek a jej z tym różnie idzie to będziemy mogli wyjść z domu). To odcięcie od wieczornego programu informacyjnego (albo Hania na widok włączonego tv prosi o "jamisie - miki miki" czyli teletubbisie z tinky-winky albo skutecznie zagłusza opowieściami ze swojego bogatego życia), o wszelkich moich ukochanych teatrach czy też filmach już nie wspominając. To ustalanie planu weekendowego ze szczególnym uwzględnieniem dwulatka.

Wychowanie dziecka to wreszcie też spacery, na których Tata szalejąc z wózkiem po górce wydobywa z córki niesamowite salwy śmiechu. To też te wyprawy dla dziecięcia, które służą całej rodzinie. To wygłupy w ikei, kiedy Tata z Hanią stają się najlepszą parą kumpli, łobuzując w najlepsze. To też ta nieustająca, rozpierająca duma, kiedy własne dziecko powie coś, spojrzy, zaśmieje się. To radość na widok energicznych tańców Potomkini, układów złożonych niczym na najlepszym dance'owym teledysku (obroty, wymachy rąk i nóg).

Warto? Warto!

wtorek, 31 października 2006, ingutka

Polecane wpisy

  • Mała kobieta

    Zemsta pokoleniowa. Dopadła mnie nagle, chociaż niby mogłam się jej spodziewać, ale skubana uśpiła moją czujność na dobre. Ja, która zakupy ubraniowe traktuje j

  • Wróciła kolonistka

    Opalona, ze złotymi warkoczami i promykami włosów wokół twarzy. Zadowolona, uśmiechnięta, z walizką pełną opowieści i złotym medalem w kieszonce. Słońce wróciło

  • podsumowanie pierwszaka

    Ani się obejrzałam, a pierwszy rok z życia szkolnego córki minął niczym z bicza trzasnął. Może z tym biczem przesadziłam, ale fakt faktem, świadectwo rozdane, s

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: kornelcia75, *.zab.nat.hnet.pl
2006/10/31 10:09:02
Oj warto!
-
2006/10/31 20:15:41
Oooo u was mała też poluje na szklanki? :) My też pijemy w powietrzu :) I wstajemy też zgodnie z rozkładem jazdy Mateo :)
-
2006/10/31 20:58:56
U nas też podobnie. I te kjedki, które pomalowały ściany, zapewne same to zrobiły, bo Masza się wypiera :)
-
2006/11/03 00:55:33
Warto.
-
2006/11/05 23:13:21
mam wrażenie, że wszystkie ważne w życiu rzeczy wymagają poświęceń. nie ma niczego "za darmo". na związek też trzeba mieć czas, trzeba cierpliwości dla drugiego człowieka, zrozumienia...
dobrze że o tym napisałaś. ja sam nie zastanawiałem się nad tym specjalnie. to dobrze, że mogłem dzięki Tobie spojrzeć na to z perspektywy rodzica.
Hanusia Bru